Najnowsze posty

Bardzo lubię oleje do twarzy stosuje ja na wiele sposobów, i uważam, że posiadają bardzo wielką moc. Ostatnio odkryłam prawdziwe cudo i to na ten moment jest najlepszy olej, który do tej pory stosowałam. Miałam ich na prawdę wiele, były różne, ale moje serce obecnie należy do oleju z róży rdzawej. Początkowo bałam się, że olej może być za ciężki, nie wchłaniać się, pozostawiać skórę tłustą i że będzie odpowiedni tylko na noc. Jednak wszystko to okazało się być mocno przesadzone, bo olej okazał się strzałem w dziesiątkę. Jeżeli wątpicie w miłość od pierwszego wrażenia to z tym olejem w nią uwierzycie. Olej co prawda nie pachnie różano, a szkoda, ale dość delikatnie i nienatarczywie, wchłania się do sucha i nie pozostawia tłustej  warstwy. Skóra chłonie olej i staje się nawilżona i wygładzona.

Nie raz już pisałam, że ostatnimi czas bardzo cierpię na problem silnie przesuszonej skóry.  Występuje to nie tylko na twarzy, ale na całym ciele. To co kiedyś było dla mnie abstrakcją teraz stało się rzeczywistością. Na pewno się powtarzam, ale dla mnie to jest nie tylko szok, ale też problem, który staram się rozwiązać. Kosmetyki, które stosuje działają, ale niestety na krótko. Po kilku godzinach skóra zaczyna się łuszczyć, na twarzy pojawiają się jakby plamy łuszczącej się skóry. Uwidaczniają się zmarszczki, których np. rano nie było, popołudniu wyglądam jakby ktoś dodał mi 10 lat. Nic tylko usiąść i płakać.  Najlepsze pudry i podkłady nie dają rady. Przepraszam, za te wywody, ale dręczy mnie ta sytuacja i spędza mi sen z powiek.  

Tym razem licząc na ratunek sięgnęłam po olej z róży rdzawej. Stosuję go w czystej postaci dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Gdy mam czas stosuję także lekki masaż twarzy. Rano niestety z braku czasu, ograniczam się tylko do szybkiej aplikacji i po chwili nakładam podkład ZAO - tylko z takim zestawem nie muszę się martwić o suche skórki, i że po kilku godzinach będę wyglądała, jakby mi pół twarzy miało odpć. 

Wygodny "psikacz" ułatwia szybką aplikację

Składniki: 
Czysta poezja - sami zobaczcie :)
   
Działanie:

Olej z róży rdzawej uchodzi za jeden z najcenniejszych olei w pielęgnacji skóry. Swoje fenomenalne właściwości pielęgnacyjne i lecznicze zawdzięcza zawartości bardzo dużej ilości witaminy C, A oraz kwasu trans-retinowego i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Bardzo szybko się wchłania.

WŁAŚCIWOŚCI:
  • redukuje blizny pooperacyjne, potrądzikowe
  • zmniejsza przebarwienia (plamy, piegi)
  • regeneruje, odżywia skórę,
  • likwiduje cienie i worki pod oczami
  • poprawie elastyczność i jędrność.
  • nawilża,
  • zapewnia miękkość i świeżość,
  • opóźnia proces starzenia się skóry.
  • leczy egzemy i łuszczycę.
Przeprowadzone w latach 80-tych i 90-tych przez grupę naukowców chilijskich badania nad olejem z róży piżmowej, ujawniły pozytywne wyniki pod kątem jego skutecznego działania na blizny i rozstępy. Okazało się, że owoc dzikiej róży wykazał skuteczne działanie regeneracyjne na skórę, zmniejszył widoczność blizn i zmarszczek, zniwelował objawy przedwczesnego starzenia się skóry, przywrócił jej utracony koloryt. Znaczące zmiany stwierdzono już na początku trzeciego tygodnia stosowania. Zmarszczki zaczęły znikać, a po miesiącu były niemal niewidoczne. Skóra była gładka i świeża, brązowe plamki prawie zniknęły.
Olej przyniósł znaczącą poprawę u osób, których skórę szpeciły brzydkie blizny pooperacyjne lub będące wynikiem innych działań. W wyniku systematycznej aplikacji blizny zostały skutecznie zmniejszone.
W trakcie badania na 90 pacjentach, którzy cierpieli w wyniku poparzeń, czteromiesięczne leczenie olejem piżmowym doprowadziło do poprawy w 97% stanu początkowego. Olej Róży Piżmowej pomógł w odzyskaniu dobrej kondycji skóry tysiącom ofiar poparzeń i jest obecnie stosowany przez kilka zespołów chirurgów plastycznych w leczeniu blizn.*
Opis pochodzi ze strony: www.alepia.pl

Moje wrażenia:

Olej mimo, że różany nie pachnie różami, i bardzo szkoda. Zapach jest trudny do zdefiniowania. Powiem, że charakterystyczny do produktów marki Alepia - typowo naturalny, nie męczący i nie przeszkadzający. Najważniejsze, że nie jest ostry, bo takich nie lubię.
Wchłania się bardzo szybko a skóra od pierwszego użycia jest przyjemnie nawilżona. Ponieważ nie trzeba długo czekać aż się wchłonie używam go także rano, jako bazę pod żadnych  przykrych niespodziankach, co mimo mojego zacnego wieku niestety czasami się zdarza. 
Jak to w przypadku kosmetyków naturalnych na efekty trzeba trochę poczekać. Jednak w  przypadku oleju z róży rdzawej jego działanie zauważałam praktycznie z każdym dniem. Całkowicie zniknęły suche skórki, które mocno się ujawniały po nałożeniu pudru. Wyglądało to na prawdę nieestetycznie, a ja czułam się jak jakaś jaszczurka co gubi skórę :(
Z czasem zauważyłam, że lekkie przebarwienia potrądzikowe praktycznie zniknęły, ale moje dość duże sińce pod oczami troszkę zbladły, ale niestety jeszcze nie całkowicie. Pocieszam się, że to taka moja uroda, ale stosuje olejek cały czas i po cichu liczę, że z czasem znikną całkowicie. 
Olej jest rewelacyjny  w pielęgnacji biustu. Nie używam go na całe ciało, gdyż zwyczajnie mi go szkoda np. aplikować na nogi ;) 
Olej z róży rdzawej jest niesamowicie wydajny - kilka kropel wystarcza na dobre pokrycie całej twarzy wraz z szyją. Przypom tylko, że opakowanie zawiera aż 100 ml co jest na prawdę ogromną pojemnością w stosunku do dziennego zużycia. 
Jestem   bardzo zachwycona tym olejem, a miałam ich wiele :) twarz po zastosowaniu jest idealnie miękka, ujędrniona i doskonale nawilżona i zauważyłam że ujednolica koloryt, cera zyskuje zdrowy wygląd.
 
 

Nie podrażnia i nie uczula przez co śmiało używam go także pod oczy, a nawet i na oczy:) gdyż aplikuję go dokładnie na całą twarz - w rzęsami włącznie :)

Złoty kolor olejku sprawia, że mam wrażenie jakby zamknięto w tej buteleczce róże razem z promieniami słońca.



Olej ten możecie kupić ze specjalnym kodem rabatowym dla czytelników mojego bloga:  klik
oraz w sklepie Alepia.pl: klik 

 
Niestety zima nam nie odpuszcza, a mróz trzyma mocno. Szczególnie silnie odczuwam tą aurę podczas spacerów, gdy "szczypie w oczy, szczypie w uszy", a jak wiadomo suche i ostre powietrze nie jest najlepszym sprzymierzeńcem naszej skóry. Na szczęście, z nieba mi spadła, niewielka tubka, naturalnego kremu nagietkowego marki Weleda. 
Nazwa krem jest w tym przypadku mocno przesadzona, gdyż kosmetyk ma konsystencję żelu, może bardziej lekkiej maści. 


Produkty firmy WELEDA nie zawierają żadnych syntetycznych środków konserwujących, barwiących ani zapachowych. Wszystkie emulgatory pozyskiwane są wyłącznie z roślinnych surowców wyjściowych
Ciekawostką jest to, że WELEDA w procesie produkcji kosmetyków wykorzystuje naturalne substancje roślinne, które sama wyhoduje! Świeżo zebrane rośliny systematycznie kilka razy w ciągu dnia dostarczane są z ogrodu wprost do oddalonego zaledwie o 4 km zakładu, gdzie poddane są one procesowi przetworzenia, dzięki czemu zachowane są ich wszystkie dobroczynne. 


Krem, maść jest bardzo treściwa, tłusta o wyraźnie wyczuwalnym aromacie nagietka. Także sam kolor mocno przypomina te pomarańczowe  kwiatuszki. 
Nagietek to znane i cenione zioła, które zewnętrznie działa przeciwzapalnie , bakteriobójczo , grzybobójczo. 
Zaletą jest całkowity brak w składzie wody, przez co jest on wręcz idealny podczas mrozów. 



Krem tak jak napisałam wcześniej, ma lekką konsystencję i rozsmarowuje się bardzo łatwo. Nie wchłania się od razu, trzeba dokładnie "wklepać" go w skórę. W przypadku mojej suchej skóry (już wiem dlaczgo, ale o tym w osobnym poście) trwa to szybko, a na twarzy mojego syna trochę dużej i pozostawia tłustą warstwę. 
Delikatny i naturalny skład pozwala stosować krem już od pierwszych dni życia. 

Opis producenta:

Krem do twarzy z nagietkiem firmy Weleda szybko się wchłania oraz został opracowany specjalnie do twarzy. Cenny olejek migdałowy sprawia, że skóra jest miękka i nawilżona. Czysty wosk pszczeli chroni przed wysuszeniem, a wartościowy nagietek koi skórę. Ten krem szybko się wchłania i jest łatwy w użyciu. Nadaje się również do osób dorosłych z wrażliwą skórą.
  • bez surowców na bazie olejku mineralnego
  • bez sztucznych barwników, substancji zapachowych i konserwantów
  • kompatybilność ze skórą nawet wrażliwą została potwierdzona dermatologicznie
  • można stosować u niemowląt już od pierwszego dnia życia


Jeżeli zainteresował Was ten krem to odsyłam na fb:
Weleda Polska - klik








Najlepszy sposób na nudę w związku i pretekst aby bardziej się do siebie zbliżyć to masaż! Brzmi dość niewinnie, ale dotyk bliskiej osoby sprawia cuda a wiadomo przecież, że jeżeli masaż to musi tylko w  duecie, bo samemu raczej ciężko się wymasować - krótko mówiąc niewykonalne. Lawendowy olejek do masażu od Puressentiel gwarantuje nie tylko świetny relaks, ale okazja, aby cieszyć się gładką i nawilżoną skórą, pięknie otuloną aromatem lawendy. 


Nie ukrywam, że najlepsze efekty, nie tylko kosmetyczne, ale także psychiczne odczuwam podczas masażu wykonywanego przez mojego męża - wtedy czuję nie tylko lawendę, ale pełen relaks połączony z szybszym biciem serca, a dalej to już Wam nie powiem. 

Inna metoda wykorzystania olejku, tym razem solo, to wmasowanie w mokrą skórę zaraz po kąpieli.


Wklepuję olejek w wilgotną skórę, chwilę czekam a następnie delikatnie "stempluje" ciało miękkim ręcznikiem. Skóra po takim zabiegu jest dopieszczona, wygładzona i idealnie nawilżona. Jeżeli osuszanie jest nazbyt delikatne, to na skórze pozostanie delikatny film.

Muszę tutaj zaznaczyć, że zapach lawendy nie jest taki, który znamy z olejków eterycznych, owszem jest on wyczuwalny, ale towarzyszy mu też spora ilość ziół. 

Polecam ten olejek szczególnie na noc. Przed snem


Jeżeli zainteresował Was ten krem to odsyłam na fb:
Puressentiel - klik
























Uwielbiam naturalne zapachy w całym domu, olejki eteryczne to moja wielka słabość. Z uwagi na szkodliwość odświeżaczy powietrza nie stosuje takowych w domu, ale ostatnio w moje ręce wpadł relaksujący spray do pomieszczeń z 12 olejkami. 



Nie używam chemicznych odświeżaczy, ale nie powiem, że w całym swoim życiu nigdy ich nie stosowałam. Pamiętając tamte czasy, ochoczo przystąpiłam do spryskania sypialni sprayem - dosłownie 4 solidne psiki. Piszę o tym, bo ta ilość jest po prostu za duża. Aby poczuć cudowny zapach lawendy i innch ziół wystarczy jeden psik, w przeciwnym razie konieczne jest wietrzenie pomieszczenia, bo nie da się wytrzymać :) Zaznaczę tylko, że moja sypialnia ma 23m2
Z uwagi na intensywność spray jest bardzo wydajny. 


Mimo obecności 12 olejków najbardziej wyczuwalny jest lawendowy, który bardzo kocham. Niewątpliwie spray ten wprawia w cudowny nastrój, wycisza i relaksuje. Zastosowany przed snem w moim przypadku znacząco ułatwia zasypianie a sen jest spokojny. 
Mój syn, który nie przepada (jak to facet) za żadnymi psikaczami, kominkami etc. stwierdził, że zapach cyt. "może być" co tłumacząc dosłownie znaczy - ok, jest dobrze, możesz psikać. Znam syna i wiem, że gdyby zapach był okropny dał by mi to dość wyraźnie do zrozumienia :)

Jeżeli lubicie zasypiać w przyjemnych aromatach i to bez ryzyka bólu głowy to śmiało możecie spróbować relaksujący, naturalny spray do pomieszczeń od Puressentiel. 


Jeżeli zainteresował Was ten krem to odsyłam na fb:
Puressentiel - klik
 
Krem na noc musi być treściwy, tłusty i o bogatym składzie. Musi działać, kiedy my śpimy, a nasza skóra się regeneruje. Wcześniej pisałam już o oleju z nieśmiertelnika, dzisiaj będzie o kremie na noc z tym że ziołem, który otrzymałam ze sklepu wildbliss.pl.


Tytułem wstępu ... Kremy, oleje, masła, glinki, maseczki co ja już nie nakładam na swoją twarz. Może czasami ktoś pomyśleć, że sporo tego. Obecnie moja skóra jest sucha jak pieprz, wchłania każde ilości i nigdy nie ma dość. Nie powiem, martwię się tym, bo według mnie nie jest to normalne. Tym bardziej, że wcześniej nigdy tak nie było. Ile bym nie naniosła na skórę, ile nie wklepała po kilkunastu godzinach nie ma po tym śladu. Czasami jest to kilka godzin, czasami więcej - wszystko zależy od użytego kosmetyku. Pomyślicie po co o tym piszę, ale uważam że jest to ważne dla kogoś kto czyta recenzje i na ich podstawie wybiera kosmetyki. Po prostu boję się, że napiszę tutaj, że coś wchłania się do sucha, a ktoś będzie się męczyć z jakimś tłuściochem i pomyśli, że ściemniam. Dlatego musicie wziąć poprawkę, że moja skóra jest w jakimś innym stanie. Podejrzewam nawet, że ma to podłoże chorobowe, ale muszę to dopiero potwierdzić u lekarza, wizytę mam już umówioną, a wyniki czekają na interpretację. 

 

Opis producenta:
Ten krem jest upchany w olejek z oliwek, sezamu, morelę dostarczając skórze głębokiego odżywienia, przywracając jej elastyczność oraz naturalny blask. Rumianek oraz aloes odbudowują oraz regenerują zniszczoną skórę. Głównym składnikiem jest olejek z nieśmiertelnika (inaczej zwana kocanka), który stymuluje regeneracje skóry oraz zapobiega procesom starzenia. Bogata oraz gęsta struktura kremu pozwala aktywnym składnikom działać w ciągu nocy. Można stosować do wszystkich rodzajów skóry. Stosuj codziennie by uzyskać nawilżoną oraz promienną skórę.

Moja opinia:

Krem za sprawą wygodnego i higienicznego aplikatora bardzo łatwo się rozprowadza, dość szybko wchłania, ale pozostawia lekki film. Nie jest zbyt gęsty, zapach delikatny, nie męczący. Krem ten stosuję przeważnie w tygodniu zaś w weekend wolę oleje. Zauważyłam, że krem mimo mojej przesuszonej skóry radzi sobie dość dobrze, jednak rano nie ma po nim śladu, stąd stosuje go razem z serum. Na dokładnie oczyszczoną skórę, aplikuje serum a gdy się wchłonie dopiero nanoszę krem. Dopiero taki duet sprawia, że skóra jest odpowiednio nawilżona. Gdyby nie tłusty film może odważyłabym się go aplikować rano, ale niestety z braku czasu nie mogę czekać a na takiej lekko tłustej wiadomo, że make up nie wyjdzie mi tak jak bym chciała :)
Krem na pewno nie zapycha, nie uczula i nie podrażnia. Stosuje go na całej twarzy, nie omijając okolic oczu. 
 
Opakowanie plastikowe jest wygodne i poręczne podczas wyjazdów, niestety nie widać ile kosmetyku pozostało i w pewnym momencie okazuje się, że właśnie się skończył :(

Krem według mnie jest dobry i warty uwagi, cena też jest bardzo niska co na pewno jest wielkim plusem w świecie kosmetyków naturalnych.

Składniki:
INCI: Aqua, Sesamum Indicum Oil, Prunus Armeniaca Oil, Prunus Armeniaca Karnel Oil, Cera Alba, Lanolin, Olea Europaea Fruit Oil, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Oenothera Biennis Oil, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Chamomilla Recutita Extract, Helychrisum Italicum Oil,  Benzal Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Limonene, Linalool  


Cena za 50 ml to 34,80 według mnie to bardzo niewiele
Krem kupicie w sklepie wildbliss
POLECAM ;)



Jak doskonale wiecie uwielbiam sera do twarzy, dzień bez serum jest dla mnie dniem straconym :) ale tak poważnie uważam, że dobre serum ma moc, którą odczuwam wyraźnie na mojej skórze. Niemal natychmiast po nałożeniu czuję napięcie i wygładzenie. Nie chwaląc się to jednak w porównaniu do dziewczyn w moim wieku - ilość zmarszczek na twarzy jest znacząca - oczywiście na moją korzyść. Wokół oczu szczególnie - mam ich mniej niż rówieśniczki i dobrze mi z tym :)





Serum działa natychmiast po nałożeniu, od razu napina i wygładza skórę co jest rewelacyjne przed wielkim wyjściem. Kosmetyk ten ma konsystencje jasnożółtego, lejącego się żelu. Na twarzy rozsmarowuje się błyskawicznie i pozornie na początku może się wydawać, że pozostawia klejącą powłokę, jednak dosłownie po chwili (góra 1-2 min.) wchłania się (na mojej skórze), nie pozostawia żadnej klejącej warstwy. Stosuję go głównie na noc oraz zawsze przed wielkim wyjściem. 
Serum bardzo dobrze napina, rozjaśnia i odżywia skórę. W przypadku mocno przesuszonej skóry, jak moja, stosuję go razem z kremem przeciwzmarszczkowym.
Zapach nie jest oszałamiający - po prostu czuć cytrynkę.

Bardzo ciekawy i atrakcyjny jest skład serum.

  • witaminy A i E – chronią przed działaniem wolnych rodników
  • witamina C - neutralizuje wolne rodniki; niweluje efekty przedwczesnego starzenia się spowodowane szkodliwym działaniem środowiska
  • olejek z pestek moreli – zapobiega starzeniu się skóry
  • ekstrakt z alg morskich – koi i odżywia skórę
  • wyciąg z ziaren owsa – zmiękcza skórę.
Bardzo duże znaczenie w odmłodzeniu naszej skóry ma właśnie witamina C, która nie jest żadną nowością, jest ona stosowana w kosmetologii od bardzo wielu lat. 
Wnika głęboko w skórę, redukuje widoczne zmarszczki, kurze łapki i przedwczesne efekty starzenia. Jest ona bardzo silnym antyoksydantem i środkiem redukującym problemy skóry. 

To co mnie denerwuje to pompka ułatwiająca aplikację :( u mnie sprawdza się tak +/- tzn. serum po prostu z niej strzela. Nie potrafię np. zaaplikować porcji na palec - bo mi strzeli i tyle - dlatego zawsze muszę celować w zagłębienie dłoni. Nie wiem czy to taka już uroda tej pompki, czy to ja jestem po prostu niezdarna. Wiem, że się czepiam :)
To co mnie urzekło i to co zaobserwowałam, to fakt, że serum bardzo dobrze rozjaśnia i wygładza cerę. Bardzo mocno to widać w przypadku plam potrądzikowych i cieni pod oczami.


Pomimo dość wysokiej ceny, serum jest bardzo wydajne, używam go już przeszło dwa miesiące i nadal w buteleczce jest dość spora ilość.


Serum kupicie w sklepie Biolander gdzie automatycznie naliczany jest 5% rabat :)
wejdź do sklepu - klik

Składniki:
Aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice, helianthus annuus (sunflower) seed oil, glycerin, rosa damascena (rose) flower water, populus tremuloides (aspen) bark extract, ascorbic acid polypeptide, lecithin, phospholipids, superoxide dismutase, malphighia glabra (acerola) fruit extract, oryza sativa (rice) extract, spirulina platensis (algae) extract, tocopheryl acetate, retinyl palmitate, ascorbyl palmitate, butyrospermum parkii (shea) butter, triticum vulgare (wheat) germ oil, rosa damascena (rose) flower oil, citrus sinensis (blood orange) oil, tilia cordata (linden) blossom oil, xanthan gum, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, sclerotium gum powder, potassium sorbate, geraniol, farnesol, hydroxyl-citronellal
Każdy podkład powinien pięknie wyrównywać koloryt, delikatnie tuszując niedoskonałości, być trwały i nie uczulać. Taki właśnie jest podkład Lily Lolo, który mam przyjemność używać. Dodatkowo podkład zawiera wyłącznie naturalne składniki dzięki czemu skóra oddycha, jest odpowiednio pielęgnowana a wszelkie niedoskonałości są mniej widoczne.



Zestaw otrzymałam w ślicznym woreczku z organzy.

Największym problemem dla mnie jest zawsze dobór odpowiedniego odcienia a przez internet to już szczególnie trudne. Motam się, czytam, dręczę rodzinę i przyjaciół. W przypadki Lily Lolo do dyspozycji miałam prywatnego doradcę, którego mogłam zamęczać ile idzie. Sklep Costasy jest pod tym względem fantastyczny. Doskonale opisany sposób wyboru odpowiedniego odcienia jest bardzo dużym ułatwieniem, a jeszcze większym Pani Aleksandra, która normalnie staje na rzęsach, aby doradzić. Dzięki niej mam odcień identyczny z odcieniem mojej twarz - po prostu druga skóra. Natomiast jeżeli ciągle mamy wątpliwości sklep oferuje tzw. zestaw startowy, który zawiera trzy mini pod­kłady mine­ralne Lily Lolo. Dodat­kowo w zesta­wie znaj­duje się wer­sja mini pudru mine­ral­nego Flawless Silk oraz pędzel Baby Buki. Cena takiego zestawu to 88,50 klik




Ostatecznie zdecydowałam się na odcień blondie, który idealnie stapia się ze skórą.

 
Aby w pełni cieszyć się tym podkładem konieczny jest pędzel kabuki, bez niego niestety aplikacja będzie trudna, powstaną smugi i efekt będzie kiepski. Tutaj po porostu trzeba wkalkulować, że przy zakupie pierwszego pokładu musimy zakupić także pędzel. 


Pędzel wykonany jest z syntetycznego włosia, ale w dotyku jest bardzo milusi, idealnie miękki, co przy pierwszej aplikacji może utrudniać nam zadanie. Ja szybko zaprzyjaźniłam się z kabuki, mimo, że wcześniejszy mój pędzel od ZAO był bardziej "twardszy" i mniejszy klik
Super kabuki nie gubi włosków, lekko rozprowadza podkład nie dając efektu smug.

 

Aby uzyskać efekt dobrego krycia musimy pomału i cierpliwie nakładać kolejne warstwy podkładu. Jednak podkład ten po nałożeniu pokazuje aktualny stan naszej cery, stąd jeżeli mamy suchą skórę, od razu będzie to widoczne. Dlatego przed aplikacją koniecznie musimy dobrze nawilżyć cerę: kremem, olejkiem - czym chcemy. Brak nawilżenia gwarantuje na moje skórze, brzydko wyglądające suche skórki. Niestety w przypadku tego podkładu nawilżenie to podstawa.
Dobrany idealnie odcień sprawił, że nie mam efektu maski. Kolejnym  plusem jest to, że podkłady mineralne Lily Lolo mają filtr SPF 15, który chroni niezwykle delikatną skórę twarzy przed szkodliwym wpływem promieniowania słonecznego.





 EFEKT:


APLIKACJA

Do tej pory stosowałam podkłady i pudry ZAO, których aplikacja jest identyczna. Także do nakładania kosmetyku stosuje się pędzel kabuki. 
na początek wysypujemy odrobinę pudru na pokrywkę słoiczka i kolistymi ruchami wpychamy podkład w pędzel. Następnie trzeba osypać nadmiar pudru o brzeg spodeczka. 
Podkład nakładam okrężnymi ruchami, delikatnie „wmasowując” go w twarz. Od tego jaki efekt chcę uzyskać czynność powtarzam kilka razy. Nie stosuję podkładu na mokro mimo, że wiąż obiecuje sobie, że tą metodę wypróbuję.

Producent zaleca następujące rozwiązania w zależności od rodzaju cery:
dla cery suchej i dojrzałej
Jeśli masz cerę suchą Twoim pierwszym krokiem powinno być zadbanie o właściwe nawilżenie skóry przed nałożeniem makijażu. Sam podkład aplikuj natomiast delikatnie „stemplując” pędzlem twarz. Możesz także lekko zwilżyć pędzel i spróbować aplikacji na mokro. Jeśli Twoim problemem są suche skórki, wykonuj pociągłe ruchy pędzlem od czoła do brody. Dodatkowo, by optycznie wygładzić zmarszczki, możesz także użyć satynowego pudru wykańczającego Flawless Silk lub Translucent Silk jako bazę pod podkład.
dla cery tłustej i mieszanej
Jeśli zależy Ci na matowym wykończeniu lub masz problem z przetłuszczającą się strefą T, użyj wykańczającego pudru matującego Flawless Matte. Jeżeli masz mocno przetłuszczającą się skórę – zastosuj go również przed nałożeniem podkładu (wystarczy jedna cienka warstwa).
dla cery problematycznej
Kluczem do sukcesu w przypadku cery problematycznej jest osiągnięcie jak najlepszego krycia. Jeśli efekt który uzyskujesz po nałożeniu 3–4 warstw podkładu jest dla Ciebie niewystarczający, wymieszaj podkład z odpowiednim cielistym korektorem mineralnym. Całość nakładaj tak samo jak sam podkład.

 SKŁADNIKI:
  • mika (Mica) – to właśnie mice podkłady zawdzięczają swoją lekkość i jedwabistość,
  • tlenek cynku (Zink Oxide) – posiada właściwości antybakteryjne i kryjące,
  • dwutlenek tytanu (Titanium Dioxide) – tzw. biel tytanowa, ma działanie kryjące
    i jest naturalnym filtrem UV,
  • tlenki żelaza oraz ultramaryna – pigmenty mineralne.
Ogromna zaletą jest fakt, że minerały są wodoodporne, przez co makijaż jest bardzo trwały. 



Podkład do kupienia tutaj  klik
cena: 81,90 

Pędzel Kabuki do kupienia tutaj klik
cena: 91,90 

PODSUMOWUJĄC
Bardzo jestem zadowolona z tego zestawu, podkład idealnie wtapia się w skórę, bez efektu maski co w przypadku jasnej cery, takiej jak moja nie jest o to trudno. Makijaż utrzymuje się na skórze kilka godzin, bez poprawek, ale ...
Niestety moja mocno przesuszona skóra i nie jest jestem wstanie zapewnić jej odpowiednio nawilżenia przez cały dzień i po kilku godzinach pojawiają się suche skórki i efekt jest dość kiepski - przesuszone plamy, puder w zagłębieniach (zmarszczki)  
Mimo, że produkty LILY LOLO otrzymałam do testów, to nie miało to wpływu na moją recenzję, a tusz do rzęs kupię na pewno, bo jest najlepszy jaki do tej pory używałam. Jeżeli chodzi o podkład w pudrze to chyba będę bardziej skłonna wypróbować krem BB, który widziałam w ofercie.
Polecam te kosmetyki z czystym sumieniem, bo na prawdę warto :)