Najnowsze posty

Uwielbiam naturalne zapachy w całym domu, olejki eteryczne to moja wielka słabość. Z uwagi na szkodliwość odświeżaczy powietrza nie stosuje takowych w domu, ale ostatnio w moje ręce wpadł relaksujący spray do pomieszczeń z 12 olejkami. 



Nie używam chemicznych odświeżaczy, ale nie powiem, że w całym swoim życiu nigdy ich nie stosowałam. Pamiętając tamte czasy, ochoczo przystąpiłam do spryskania sypialni sprayem - dosłownie 4 solidne psiki. Piszę o tym, bo ta ilość jest po prostu za duża. Aby poczuć cudowny zapach lawendy i innch ziół wystarczy jeden psik, w przeciwnym razie konieczne jest wietrzenie pomieszczenia, bo nie da się wytrzymać :) Zaznaczę tylko, że moja sypialnia ma 23m2
Z uwagi na intensywność spray jest bardzo wydajny. 


Mimo obecności 12 olejków najbardziej wyczuwalny jest lawendowy, który bardzo kocham. Niewątpliwie spray ten wprawia w cudowny nastrój, wycisza i relaksuje. Zastosowany przed snem w moim przypadku znacząco ułatwia zasypianie a sen jest spokojny. 
Mój syn, który nie przepada (jak to facet) za żadnymi psikaczami, kominkami etc. stwierdził, że zapach cyt. "może być" co tłumacząc dosłownie znaczy - ok, jest dobrze, możesz psikać. Znam syna i wiem, że gdyby zapach był okropny dał by mi to dość wyraźnie do zrozumienia :)

Jeżeli lubicie zasypiać w przyjemnych aromatach i to bez ryzyka bólu głowy to śmiało możecie spróbować relaksujący, naturalny spray do pomieszczeń od Puressentiel. 


Jeżeli zainteresował Was ten krem to odsyłam na fb:
Puressentiel - klik
 
Krem na noc musi być treściwy, tłusty i o bogatym składzie. Musi działać, kiedy my śpimy, a nasza skóra się regeneruje. Wcześniej pisałam już o oleju z nieśmiertelnika, dzisiaj będzie o kremie na noc z tym że ziołem, który otrzymałam ze sklepu wildbliss.pl.


Tytułem wstępu ... Kremy, oleje, masła, glinki, maseczki co ja już nie nakładam na swoją twarz. Może czasami ktoś pomyśleć, że sporo tego. Obecnie moja skóra jest sucha jak pieprz, wchłania każde ilości i nigdy nie ma dość. Nie powiem, martwię się tym, bo według mnie nie jest to normalne. Tym bardziej, że wcześniej nigdy tak nie było. Ile bym nie naniosła na skórę, ile nie wklepała po kilkunastu godzinach nie ma po tym śladu. Czasami jest to kilka godzin, czasami więcej - wszystko zależy od użytego kosmetyku. Pomyślicie po co o tym piszę, ale uważam że jest to ważne dla kogoś kto czyta recenzje i na ich podstawie wybiera kosmetyki. Po prostu boję się, że napiszę tutaj, że coś wchłania się do sucha, a ktoś będzie się męczyć z jakimś tłuściochem i pomyśli, że ściemniam. Dlatego musicie wziąć poprawkę, że moja skóra jest w jakimś innym stanie. Podejrzewam nawet, że ma to podłoże chorobowe, ale muszę to dopiero potwierdzić u lekarza, wizytę mam już umówioną, a wyniki czekają na interpretację. 

 

Opis producenta:
Ten krem jest upchany w olejek z oliwek, sezamu, morelę dostarczając skórze głębokiego odżywienia, przywracając jej elastyczność oraz naturalny blask. Rumianek oraz aloes odbudowują oraz regenerują zniszczoną skórę. Głównym składnikiem jest olejek z nieśmiertelnika (inaczej zwana kocanka), który stymuluje regeneracje skóry oraz zapobiega procesom starzenia. Bogata oraz gęsta struktura kremu pozwala aktywnym składnikom działać w ciągu nocy. Można stosować do wszystkich rodzajów skóry. Stosuj codziennie by uzyskać nawilżoną oraz promienną skórę.

Moja opinia:

Krem za sprawą wygodnego i higienicznego aplikatora bardzo łatwo się rozprowadza, dość szybko wchłania, ale pozostawia lekki film. Nie jest zbyt gęsty, zapach delikatny, nie męczący. Krem ten stosuję przeważnie w tygodniu zaś w weekend wolę oleje. Zauważyłam, że krem mimo mojej przesuszonej skóry radzi sobie dość dobrze, jednak rano nie ma po nim śladu, stąd stosuje go razem z serum. Na dokładnie oczyszczoną skórę, aplikuje serum a gdy się wchłonie dopiero nanoszę krem. Dopiero taki duet sprawia, że skóra jest odpowiednio nawilżona. Gdyby nie tłusty film może odważyłabym się go aplikować rano, ale niestety z braku czasu nie mogę czekać a na takiej lekko tłustej wiadomo, że make up nie wyjdzie mi tak jak bym chciała :)
Krem na pewno nie zapycha, nie uczula i nie podrażnia. Stosuje go na całej twarzy, nie omijając okolic oczu. 
 
Opakowanie plastikowe jest wygodne i poręczne podczas wyjazdów, niestety nie widać ile kosmetyku pozostało i w pewnym momencie okazuje się, że właśnie się skończył :(

Krem według mnie jest dobry i warty uwagi, cena też jest bardzo niska co na pewno jest wielkim plusem w świecie kosmetyków naturalnych.

Składniki:
INCI: Aqua, Sesamum Indicum Oil, Prunus Armeniaca Oil, Prunus Armeniaca Karnel Oil, Cera Alba, Lanolin, Olea Europaea Fruit Oil, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Oenothera Biennis Oil, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Chamomilla Recutita Extract, Helychrisum Italicum Oil,  Benzal Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Limonene, Linalool  


Cena za 50 ml to 34,80 według mnie to bardzo niewiele
Krem kupicie w sklepie wildbliss
POLECAM ;)



Jak doskonale wiecie uwielbiam sera do twarzy, dzień bez serum jest dla mnie dniem straconym :) ale tak poważnie uważam, że dobre serum ma moc, którą odczuwam wyraźnie na mojej skórze. Niemal natychmiast po nałożeniu czuję napięcie i wygładzenie. Nie chwaląc się to jednak w porównaniu do dziewczyn w moim wieku - ilość zmarszczek na twarzy jest znacząca - oczywiście na moją korzyść. Wokół oczu szczególnie - mam ich mniej niż rówieśniczki i dobrze mi z tym :)





Serum działa natychmiast po nałożeniu, od razu napina i wygładza skórę co jest rewelacyjne przed wielkim wyjściem. Kosmetyk ten ma konsystencje jasnożółtego, lejącego się żelu. Na twarzy rozsmarowuje się błyskawicznie i pozornie na początku może się wydawać, że pozostawia klejącą powłokę, jednak dosłownie po chwili (góra 1-2 min.) wchłania się (na mojej skórze), nie pozostawia żadnej klejącej warstwy. Stosuję go głównie na noc oraz zawsze przed wielkim wyjściem. 
Serum bardzo dobrze napina, rozjaśnia i odżywia skórę. W przypadku mocno przesuszonej skóry, jak moja, stosuję go razem z kremem przeciwzmarszczkowym.
Zapach nie jest oszałamiający - po prostu czuć cytrynkę.

Bardzo ciekawy i atrakcyjny jest skład serum.

  • witaminy A i E – chronią przed działaniem wolnych rodników
  • witamina C - neutralizuje wolne rodniki; niweluje efekty przedwczesnego starzenia się spowodowane szkodliwym działaniem środowiska
  • olejek z pestek moreli – zapobiega starzeniu się skóry
  • ekstrakt z alg morskich – koi i odżywia skórę
  • wyciąg z ziaren owsa – zmiękcza skórę.
Bardzo duże znaczenie w odmłodzeniu naszej skóry ma właśnie witamina C, która nie jest żadną nowością, jest ona stosowana w kosmetologii od bardzo wielu lat. 
Wnika głęboko w skórę, redukuje widoczne zmarszczki, kurze łapki i przedwczesne efekty starzenia. Jest ona bardzo silnym antyoksydantem i środkiem redukującym problemy skóry. 

To co mnie denerwuje to pompka ułatwiająca aplikację :( u mnie sprawdza się tak +/- tzn. serum po prostu z niej strzela. Nie potrafię np. zaaplikować porcji na palec - bo mi strzeli i tyle - dlatego zawsze muszę celować w zagłębienie dłoni. Nie wiem czy to taka już uroda tej pompki, czy to ja jestem po prostu niezdarna. Wiem, że się czepiam :)
To co mnie urzekło i to co zaobserwowałam, to fakt, że serum bardzo dobrze rozjaśnia i wygładza cerę. Bardzo mocno to widać w przypadku plam potrądzikowych i cieni pod oczami.


Pomimo dość wysokiej ceny, serum jest bardzo wydajne, używam go już przeszło dwa miesiące i nadal w buteleczce jest dość spora ilość.


Serum kupicie w sklepie Biolander gdzie automatycznie naliczany jest 5% rabat :)
wejdź do sklepu - klik

Składniki:
Aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice, helianthus annuus (sunflower) seed oil, glycerin, rosa damascena (rose) flower water, populus tremuloides (aspen) bark extract, ascorbic acid polypeptide, lecithin, phospholipids, superoxide dismutase, malphighia glabra (acerola) fruit extract, oryza sativa (rice) extract, spirulina platensis (algae) extract, tocopheryl acetate, retinyl palmitate, ascorbyl palmitate, butyrospermum parkii (shea) butter, triticum vulgare (wheat) germ oil, rosa damascena (rose) flower oil, citrus sinensis (blood orange) oil, tilia cordata (linden) blossom oil, xanthan gum, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, sclerotium gum powder, potassium sorbate, geraniol, farnesol, hydroxyl-citronellal
Każdy podkład powinien pięknie wyrównywać koloryt, delikatnie tuszując niedoskonałości, być trwały i nie uczulać. Taki właśnie jest podkład Lily Lolo, który mam przyjemność używać. Dodatkowo podkład zawiera wyłącznie naturalne składniki dzięki czemu skóra oddycha, jest odpowiednio pielęgnowana a wszelkie niedoskonałości są mniej widoczne.



Zestaw otrzymałam w ślicznym woreczku z organzy.

Największym problemem dla mnie jest zawsze dobór odpowiedniego odcienia a przez internet to już szczególnie trudne. Motam się, czytam, dręczę rodzinę i przyjaciół. W przypadki Lily Lolo do dyspozycji miałam prywatnego doradcę, którego mogłam zamęczać ile idzie. Sklep Costasy jest pod tym względem fantastyczny. Doskonale opisany sposób wyboru odpowiedniego odcienia jest bardzo dużym ułatwieniem, a jeszcze większym Pani Aleksandra, która normalnie staje na rzęsach, aby doradzić. Dzięki niej mam odcień identyczny z odcieniem mojej twarz - po prostu druga skóra. Natomiast jeżeli ciągle mamy wątpliwości sklep oferuje tzw. zestaw startowy, który zawiera trzy mini pod­kłady mine­ralne Lily Lolo. Dodat­kowo w zesta­wie znaj­duje się wer­sja mini pudru mine­ral­nego Flawless Silk oraz pędzel Baby Buki. Cena takiego zestawu to 88,50 klik




Ostatecznie zdecydowałam się na odcień blondie, który idealnie stapia się ze skórą.

 
Aby w pełni cieszyć się tym podkładem konieczny jest pędzel kabuki, bez niego niestety aplikacja będzie trudna, powstaną smugi i efekt będzie kiepski. Tutaj po porostu trzeba wkalkulować, że przy zakupie pierwszego pokładu musimy zakupić także pędzel. 


Pędzel wykonany jest z syntetycznego włosia, ale w dotyku jest bardzo milusi, idealnie miękki, co przy pierwszej aplikacji może utrudniać nam zadanie. Ja szybko zaprzyjaźniłam się z kabuki, mimo, że wcześniejszy mój pędzel od ZAO był bardziej "twardszy" i mniejszy klik
Super kabuki nie gubi włosków, lekko rozprowadza podkład nie dając efektu smug.

 

Aby uzyskać efekt dobrego krycia musimy pomału i cierpliwie nakładać kolejne warstwy podkładu. Jednak podkład ten po nałożeniu pokazuje aktualny stan naszej cery, stąd jeżeli mamy suchą skórę, od razu będzie to widoczne. Dlatego przed aplikacją koniecznie musimy dobrze nawilżyć cerę: kremem, olejkiem - czym chcemy. Brak nawilżenia gwarantuje na moje skórze, brzydko wyglądające suche skórki. Niestety w przypadku tego podkładu nawilżenie to podstawa.
Dobrany idealnie odcień sprawił, że nie mam efektu maski. Kolejnym  plusem jest to, że podkłady mineralne Lily Lolo mają filtr SPF 15, który chroni niezwykle delikatną skórę twarzy przed szkodliwym wpływem promieniowania słonecznego.





 EFEKT:


APLIKACJA

Do tej pory stosowałam podkłady i pudry ZAO, których aplikacja jest identyczna. Także do nakładania kosmetyku stosuje się pędzel kabuki. 
na początek wysypujemy odrobinę pudru na pokrywkę słoiczka i kolistymi ruchami wpychamy podkład w pędzel. Następnie trzeba osypać nadmiar pudru o brzeg spodeczka. 
Podkład nakładam okrężnymi ruchami, delikatnie „wmasowując” go w twarz. Od tego jaki efekt chcę uzyskać czynność powtarzam kilka razy. Nie stosuję podkładu na mokro mimo, że wiąż obiecuje sobie, że tą metodę wypróbuję.

Producent zaleca następujące rozwiązania w zależności od rodzaju cery:
dla cery suchej i dojrzałej
Jeśli masz cerę suchą Twoim pierwszym krokiem powinno być zadbanie o właściwe nawilżenie skóry przed nałożeniem makijażu. Sam podkład aplikuj natomiast delikatnie „stemplując” pędzlem twarz. Możesz także lekko zwilżyć pędzel i spróbować aplikacji na mokro. Jeśli Twoim problemem są suche skórki, wykonuj pociągłe ruchy pędzlem od czoła do brody. Dodatkowo, by optycznie wygładzić zmarszczki, możesz także użyć satynowego pudru wykańczającego Flawless Silk lub Translucent Silk jako bazę pod podkład.
dla cery tłustej i mieszanej
Jeśli zależy Ci na matowym wykończeniu lub masz problem z przetłuszczającą się strefą T, użyj wykańczającego pudru matującego Flawless Matte. Jeżeli masz mocno przetłuszczającą się skórę – zastosuj go również przed nałożeniem podkładu (wystarczy jedna cienka warstwa).
dla cery problematycznej
Kluczem do sukcesu w przypadku cery problematycznej jest osiągnięcie jak najlepszego krycia. Jeśli efekt który uzyskujesz po nałożeniu 3–4 warstw podkładu jest dla Ciebie niewystarczający, wymieszaj podkład z odpowiednim cielistym korektorem mineralnym. Całość nakładaj tak samo jak sam podkład.

 SKŁADNIKI:
  • mika (Mica) – to właśnie mice podkłady zawdzięczają swoją lekkość i jedwabistość,
  • tlenek cynku (Zink Oxide) – posiada właściwości antybakteryjne i kryjące,
  • dwutlenek tytanu (Titanium Dioxide) – tzw. biel tytanowa, ma działanie kryjące
    i jest naturalnym filtrem UV,
  • tlenki żelaza oraz ultramaryna – pigmenty mineralne.
Ogromna zaletą jest fakt, że minerały są wodoodporne, przez co makijaż jest bardzo trwały. 



Podkład do kupienia tutaj  klik
cena: 81,90 

Pędzel Kabuki do kupienia tutaj klik
cena: 91,90 

PODSUMOWUJĄC
Bardzo jestem zadowolona z tego zestawu, podkład idealnie wtapia się w skórę, bez efektu maski co w przypadku jasnej cery, takiej jak moja nie jest o to trudno. Makijaż utrzymuje się na skórze kilka godzin, bez poprawek, ale ...
Niestety moja mocno przesuszona skóra i nie jest jestem wstanie zapewnić jej odpowiednio nawilżenia przez cały dzień i po kilku godzinach pojawiają się suche skórki i efekt jest dość kiepski - przesuszone plamy, puder w zagłębieniach (zmarszczki)  
Mimo, że produkty LILY LOLO otrzymałam do testów, to nie miało to wpływu na moją recenzję, a tusz do rzęs kupię na pewno, bo jest najlepszy jaki do tej pory używałam. Jeżeli chodzi o podkład w pudrze to chyba będę bardziej skłonna wypróbować krem BB, który widziałam w ofercie.
Polecam te kosmetyki z czystym sumieniem, bo na prawdę warto :)



Dzisiaj o stresie, bólach głowy i sposobie jak szybko zniwelować te dolegliwości.
 


O tym, że ktoś jest nerwowy i często się stresuje raczej nie warto się chwalić. Ludzie od razu traktują takie osoby mało poważnie, uważając, że są słabe, nie radzące sobie z problemami po prostu "ofiary losu" W większości krajów, wizyta u psychologa jest czymś normalnym a u nas od razu powiedzą wariat. Stres towarzyszy nam każdego dnia a osoba o podwyższonej wrażliwości jak ja, wszystko bierze do siebie i to ze zdwojoną siłą . Mnie stresuje dosłownie wszystko i nie mówię nawet o życiu codziennym typu: praca, rodzina, ale ogólnie ludzka krzywda i niesprawiedliwość, która jest wszechobecna. Filmów typu "Nad życie" o Agacie Mróz oglądać po prostu nie mogę, bo wiem, że to odchoruje. Bóle w klatce piersiowej, bezsenność i straszne przygnębienie. Ja po prostu tak już mam i wszyscy z mojego otoczenia o tym wiedzą. Radzę sobie jak mogę tłumacząc sobie, że to nie moja sprawa, że nie ma się co denerwować, ale moje wewnętrzne ja mówi co innego. 
Ostatnio jakby z nieba mi spadła cała paczka kosmetyków z lawendą, która znana jest ze swoich właściwości uspokajających . Dzisiaj przedstawię Wam malutki (bardzo malutki) roller SOS STRESS.




Opis producenta:
Połączenie niesamowitych właściwości „ antydepresyjnych i redukujących niepokój” olejków eterycznych.
Dwie drogi działania: poprzez zmysł węchu oraz przez skórę.
Pomaga przy:
• Redukcji stanów lękowych
• Uspokojeniu umysłu przy zbyt silnych stanach emocjonalnych
Właściwości olejków eterycznych zastosowanych w Rollerze SOS zostały wykazane w licznych badaniach ...
Sposób użycia: dorośli i dzieci powyżej 7 roku życia.
Stres: stosować na wewnętrzną stronę nadgarstków, na skronie, oraz na boki szyi,
za każdym razem, kiedy dopada nas stres. Potrzeć nadgarstki jeden o drugi, a
następnie wziąć 10 głębokich wdechów, rozluźniając mięśnie.

Przygotowanie do snu: w przypadku bezsenności, stosować przed pójściem spać.

Moja opinia:
Na prawdę malutki roller to szklana buteleczka, zakończona metalową kuleczkę. Od kiedy trafił w moje ręce jest zawsze przy mnie, ale żeby było śmiesznie używam go nie tylko w sytuacjach stresowych, ale także w przypadku silnych, migrenowych bólów głowy. Jeżeli chodzi o stres to chyba, aż tak mnie nie rozluźnia, ale za to wprowadza mnie w bardzo błogi, miły nastrój i robi się przyjemnie (uwielbiam lawendę) jednak w przypadku silnych bólów głowy roller jest rewelacyjny



Aplikuję go za uszami, w skronie oraz jak zaleca producent w nadgarstki i wdycham, wdycham i wdycham. Ostatnio podczas takiego ataku patrzyłam na zegarek, jak długo trzeba czekać, aby ból minął. Okazało się, że po około 15 minutach ból nie był już pulsujący, a później zapomniałam spojrzeć na zegarek, bo w ogóle nie czułam bólu głowy. Tabletki to mój wróg numer 1 ograniczam ich spożycie dosłownie na minimum, po prostu biorę jak już nie mam wyjścia a jestem np. w pracy, bo w domu to sobie radzę: zimne okłady, napary ziołowe. Roller jest świetny bo na prawdę działa i to jest dla mnie najważniejsze. No cóż mógłby działać jeszcze szybciej, ale wiadomo to przecież tylko moc naturalnych olejków eterycznych. 

Już niebawem kolejne odsłony kosmetyków marki 



Jeżeli zainteresował Was ten krem to odsyłam na fb:

Puressentiel - klik


Aromaterapia to moja ukochana siostra z którą mieszkam od lat ku niezadowoleniu mojego męża. Facet od razu komentuje to tekstem typu: znowu smrodzisz? Dla niego wszystko śmierdzi: świece, kadzidła, olejki - wszystko. Śmiem twierdzić, że chyba ma coś z powonieniem co by wszystko tłumaczyło ;)


Na prawdę wszelkie naturalne "pachnidła: wspomniane powyżej działają na mnie jak miód na duszę. Relaks, spokój już nie wspomnę o dobroczynnych, zdrowotnych właściwościach olejków eterycznych. Ostatnio jestem wielką, szczęśliwą posiadaczkę dwóch maluteńkich buteleczek, olejków marki Alepia: cytrynowy i tea tree.  Na recenzję tego pierwszego będziecie musieli niestety poczekać i to długo, bo całą flaszeczkę dostał mój tata, który cierpi na grzybicę paznokcia. Co prawda olejek Tea tree też ma właściwości  przeciwgrzybiczne, ale zdecydowaliśmy się na początek na cytrynowy. Smaruje on olejkiem płytkę 2 razy dziennie i teraz czekamy na efekty. Póki co wizualnie bez zmian, ale przestał go boleć a to i tak postęp. 

Wracając do olejku eterycznego TEA TREE - to wielka moc ukryta w maleńkiej butelczynie z wygodnym kroplomierzem.


Opis producenta:

Olejek z drzewa herbacianego jest przede wszystkim wyjątkowo silnym antyseptykiem. Jeden z najsilniejszych składników przeciwwirusowych, przeciwbakteryjnych i przeciwgrzybiczych. Dzięki temu może być skutecznym środkiem wspomagającym leczenie infekcji jamy ustnej lub skóry. Jest skuteczny na trądzik i pryszcze.
Skuteczny w przypadku łojotoku, łupieżu, łuszczycy, trądziku, grzybic, paradontozy, infekcji jamy ustnej, itp. Przyspiesza gojenie opryszczki. Nadaje się do inhalacji przy katarze i zapaleniu górnych dróg oddechowych. Jako jedyny może być używany w postacie nierozcieńczonej w przypadku grzybicy stóp i paznokci. Wmasowywać w płytkę paznokciową (także pod paznokcie) dwa razy dziennie.
Zastosowanie:
Drzewo herbaty olejek stosowany jest czysty w następujących przypadkach :
- grzybice : do stóp lub paznokci
- Płyn do płukania ust w przypadku pleśniawek : płukać jamę ustną roztworem olejku 5 kropli na szklankę wody (nie połykać ).
- Trądzik : rozcieńczyć 10% w oleju (najlepiej z olejem jojoba) - przemywać rano i wieczorem.
- Olejek ten znalazł zastosowane w leczeniu infekcji pochwy w postaci płukanek i tamponów. Do irygacji użyć olejku rozcieńczonego - 10%. Metoda rozcieńczenia oleju drzewa herbacianego do 1% w wodzie (1 kropla olejku + 99 kropli wody ). Innym sposobem jest namoczenie tamponu w roztworze z olejku drzewa herbacianego (1 kropla olejku + 99 kropli wody ) i umieszczenie go w pochwie na 12 godz. Obie metody mogą się uzupełniać.
Środki ostrożności : Nie stosować u kobiet w ciąży lub karmiących piersią, nie połykać .
Składniki: INCI Melaleuca alternifolia.

Olejek warto aby znalazł się w każdym domu, szczególnie w okresie jesienno-zimowym gdyż doskonale łagodzi skutki przeziębień i grypy. Jego podstawowe właściwości to działanie przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. 

Badania mikrobiologiczne wykazały, że olejek z drzewa herbacianego jest aktywny wobec bakterii szczególnie tlenowych i względnie beztlenowych. Wykazuje też działanie przeciwgrzybicze, przeciwwirusowe i przeciwrzęsistkowe.  
 
Z uwagi na jego silne właściwości antybakteryjnych doskonale radzi sobie z "przykrymi" niespodziankami pojawiającymi się na twarzy. Zastosowany dość szybko potrafi zdziałać cuda. Gdy już przeoczymy ten moment i pryszcz urośnie do rozmiarów wulkanu to smarowanie olejkiem sprawi, że szybciej się zasuszy. Przy sporadycznie występujących problemach olejek stosuję bez rozcieńczania i trafiam dokładnie w punkt za pomocą patyczka do czyszczenia uszu. To bardzo ważne, aby nie smarować większych partii czystym olejkiem gdyż może podrażnić skórę. Przy rozległych zmianach trądzikowych olejek najlepiej rozcieńczyć  i stosować w formie toniku. 
Mimo bardzo wielu zastosowań olejku ja do tej pory wypróbowałam jego działanie punktowe na pryszcze, inhalacje
 
TONIK: do szklanki przegotowanej, najlepiej przefiltrowanej wody  wlać 2-3 krople olejku. Aplikować miejsca chorobowo zmienione za pomocą wacika. 
 
KOMINEK DO AROMATERAPII : Najczęściej stosuję olejek w kominku do aromaterapii. Kilka kropli pięknie pachnie w całym domu. Czysty olejek ma dość ostry, ziołowy aromat. W kominku zapach łagodnieje i cudownie otula mieszkanie. Opary olejku mają właściwości dezynfekujące więc działają niszcząco na roztocze kurzu domowego a przy okazji odświeżają. 
Kilka kropli lubię też dodać do kąpieli. Wówczas relaksujący aromat unosi się w całej łazience a dodatkowo podczas przeziębienia czy grypy łagodzi objawy kaszlu i bóle gardła.
 
Ciekawą rzeczą jest możliwość dokładnej sterylizacji szczoteczki do zębów. Wystarczy tylko jedna kropla olejku naniesiona na szczoteczkę do zębów aby  zabić mnożące się na niej bakterie. Świetna sprawa i godna polecenia!!!  
 
 
 Olejek pochodzi ze sklepu: Alepia.pl
 
To już kolejny produkt który testuje w ramach współpracy ze sklepem wildbliss.pl. Masła i oleje do ciała bardzo uwielbiem, szczególnie o tej porze roku, kiedy temperatury spadają. 



Przebywając w ogrzewanych, ciepłych pomieszczeniach, bez odpowiedniego nawilżenia nasza skóra bardzo szybko się przesusza. Nie sposób tego nie zauważyć, że zimą kondycja naszej skory jest gorsza: sucha, szara i matowa. W tym czasie używam bardzo treściwych kosmetyków jak: czyste masło karite czy bogate w składniki odżywcze balsamy. Kąpiele z dodatkiem olei także przynoszą pożądane rezultaty.

Masło do ciała, zamknięte jest w solidnym, dużym plastikowym pojemniku. Po otwarciu wygląda jak masło karite, zbite i twarde. Jednak wystarczy zanurzyć w nie palce, aby przekonać się, że jest wyjątkowo miękkie. Konsystencją przypomina mi dawną maść z dzieciństwa - Linomag 



Jednak to co nas od razu rzuci na kolana gdy otworzymy pojemnik to zapach. Cudny, cudny, cudny - lawendowy. Owszem nie każdemu może się spodobać, ale ja mam po prostu "fioła" na lawendowe aromaty. Kocham lawendę pod każdą postacią: olejki eteryczne, balsamy, suszone kwiaty.
Susz kupuję na potęgę - ostatnio spytano mnie w aptece do czego mi tyle lawendy. Mina Pani, która usłyszała moją odpowiedź bezcenna: do poduszki :)
Ja śpię tylko na poduszce wypełnionej łuską gryki, ale że kocham aromat lawendy dosypuję do niej suszone kwiatki. Gdy tylko poruszę głową - czuję niesamowitą woń, która działa na mnie błogo, uspokajająco i powoduje, że szybko zasypiam.


Wracając do masła ;)
Mimo, że konsystencja wydaje się mocno tłusta (no taka jest) to masło  zaaplikowane na ciało, wchłania się dość szybko (ale mam suchą skórę), pozostawiając bardzo przyjemny aromat, który jak dla mnie mógłby pachnieć dłużej. Tutaj mogę być jednak nieobiektywna, gdyż otoczona lawendowymi aromatami mogę po prostu już ich nie czuć tak jak inni. Ciało po zastosowaniu jest bardzo dobrze nawilżone z bardzo lekkim filmem, ale nie klei się. Rozsmarowuje się bardzo łatwo, przez to, że jest miękkie i nie trzeba go ogrzewać w dłoni jak w przypadku czystego karite. Stosuję do tylko wieczorem, gdyż rano nie mam zbyt wielu czasu - zabiegi pielęgnacyjne ograniczam do minimum. 
Zaaplikowany wieczorem, sprawia, że rano skóra według  mnie nie wymaga już kolejnego nawilżenia. Jest wystarczająco rozpieszczona ;)
W ofercie są jeszcze inne wersje zapachowe, które także mocno mnie kuszą ;) szczególnie pomarańcza z cynamonem - bardzo świąteczne klimaty, teraz na czasie ;) 

Opis producenta:

Wosk pszczeli pozostawia delikatną warstwę chroniącą skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Olejek lawendowy i herbaciany działają przeciwzapalnie oraz przywracają skórze witalność, wspomagają odnowę komórek a także skutecznie usuwają psychiczne i fizyczne zmęczenie. Bardzo skuteczny przy problematycznej i wrażliwej skórze.
INCI: Helianthus annuus seed oil, Cera alba, Olea europaea fruit oil, Theobroma cacao seed butter, Lavandula hybrida herb oil, Tocopheryl acetate, Melaleuca alternifolia leaf oil, Limonene, Citral, Linalool, Citronellol


Cena za 180 ml to 36,90 według mnie nie  jest zbyt wygórowana. 
Masełko kupicie w sklepie wildbliss
POLECAM ;)

 
Niestety niemiłosiernie upływający czas, mocno zaczynam odczuwać na własnej skórze. Jeszcze kilka lat temu moja cera była mieszana z mocno przetłuszczającą się strefą "T" Teraz im bliżej magicznej "40" tym moja cera mocno się przesusza, co trudno mi zaakceptować. Do tego stopnia jest ciężko, gdyż wybierając kosmetyki, które do tej pory bardzo mi służyły, nagle zauważam, ze coś jest nie tak. Gdy otrzymałam do testów krem Weleda od razu zaszufladkowałam go jako krem do rąk i już. No bo gdzie na twarz taki tłuścioch? Rzeczywistość jest jednak inna.




Jest to chyba najbardziej treściwy krem jaki do tej pory miałam, nie licząc masła karite. Jest to bardzo, bardzo gęsty i solidnie tłusty produkt. Pachnie przyjemnie i  kojarzy mi się z zapachem kosmetyków dla niemowląt. Zapakowany jest w metalową tubkę z dużą, nieporęczną zakrętką. Szczerze to jej nie lubię, wolałabym coś na kilk,  bo bardzo mnie denerwuje to zakręcanie - szczególnie w samochodzie, ale o tym za chwilę ;)



DŁONIE
Moje ręce wyglądają na znacznie starsze niż są :( obecnie przypominają  dłonie kobiety pracującej na mrozie, mocno przesuszone, wręcz szorstkie i niestety pomarszczone. Lekkie kremy do rąk, które kiedyś bardzo mi służyły, teraz nie sprawdzają się w ogóle - zaaplikowane wchłaniają się z prędkością światła, a przesuszenie pojawia się po kolejnych kilkunastu minutach :( 
Krem Weleda to taki tłuścioch, który aplikuje sobie codziennie rano w samochodzie :) gdy jadę do pracy - głównie na światłach. Krem lekko rozsmarowuje na wierzchu dłoni (bo tutaj przesuszenie jest największe) i tak sobie jadę do pracy. Gdy dojeżdżam krem samoistnie się wchłonie a dłonie mam bardzo przyjemne w dotyku. Są bardzo miękkie, nawilżone, czuć, że nakładany był krem, ale dłonie nie są tłuste, ani się nie lepią. Nie wiem czy dobrze to wyjaśniłam :)

TWARZ
Krem na twarz nakładam wieczorem, lub w dzień, ale tylko w weekend. Stosuję go jako solidną maseczkę - nakładam dość grubo i to co się wchłonie to moje, resztę ściągam papierowym ręcznikiem. Moja skóra bardzo lubi ten zabieg - dosłownie jest napita i chyba szczęśliwa ;) Serio bardzo szybko znikają suche skórki i silne przesuszenie. Niestety gdy nie używam kremu przesuszenie wraca - eh starość mojej skóry mnie przytłacza :(

ŁOKCIE I STOPY
Kremu nie stosuję do ciała - wolę balsamy i oleje. Za to krem doskonale sprawdza się przy przesuszonych łokciach i piętach. Wiadomo, że w porze zimowej nasze stopy są w ciut lepszej kondycji niż latem gdzie odkryte wysychają bardzo mocno. Dlatego mogę powiedzieć teraz , że o tej porze roku krem doskonale nawilża pięty i zmiękcza szorstkie łokcie.

Informacja producenta:


Intensywnie odżywiający i głęboko nawilżający krem, przynoszący ulgę suchej, zniszczonej skórze w każdym wieku. Bogata w składniki odżywcze i niezwykle skuteczna formuła kremu, głęboko nawilża, regeneruje i chroni skórę. Krem stworzony do pielęgnacji wszystkich partii ciała: spękanej skóry łokci i stóp, wysuszonych dłoni, itp. Pozyskiwane z oleju słonecznikowego niezbędne kwasy tłuszczowe oraz witamina E nawilżają i odżywiają skórę. Wyciągi z pochodzącego z upraw ekologicznych fiołka trójbarwnego, znanego z właściwości antyseptycznych, łagodzą podrażnienia wywołane suchością skóry. Działające odkażająco i przeciwzapalnie wyciągi z rozmarynu lekarskiego oraz bio - kwiatu nagietka koją skórę i zapewniają jej delikatną ochronę.

Krem jest na tyle delikatny, iż może być stosowany do codziennej pielęgnacji wrażliwej skóry twarzy. Równocześnie przynosi doskonałe efekty przy stosowaniu na przesuszoną skórę łokci, kolan czy stóp. Doskonały w roli kremu ochronnego przed ostrym, zimowym powietrzem oraz wiatrem. Dzięki głębokiemu nawilżeniu i właściwej ochronie, twoja skóra staje się delikatna i nabiera zdrowego blasku. Bardzo wydajny.



SKŁADNIKI:

Water (Aqua), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Lanolin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Alcohol, Beeswax (Cera Flava), Glyceryl Linoleate, Hydrolyzed Beeswax, Fragrance (Parfum)*, Viola Tricolor Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Cholesterol, Limonene*, Linalool*, Geraniol*, Citral*, Coumarin*
*pochodzące z naturalnych olejków eterycznych


Jeżeli zainteresował Was ten krem to odsyłam na fb:

Weleda Polska - klik