Najnowsze posty

To już mój drugi eyeliner marki Couleur Caramel. Pierwszy z nich opisałam tutaj: klik Tym razem z czystej ciekawości skusiłam się na wersję Sublime w pięknym opakowaniu. Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Ta wersja chyba jest trwalsza od tej poprzedniej którą miałam a czerń bardziej wyrazista no i oczywiście póki co jest trwalszy. Poprzednia wersja była super, ale bardzo szybko czar prysł i eyeliner się kruszył. Ten na razie jest dużo lepszy. 

Bardzo fajny jest pędzelek, którym bardzo łatwo namalować cienką kreskę. Jedno pociągnięcie gwarantuje idealną czerń, bez poprawek. W innych eyeliner zdarzało mi się, kilka razy poprawiać kreskę aby uzyskać głęboką czerń, bez prześwitów skóry. 

Kolejna zaleta jest taka, że nie piecze w oczy. Często w ciągu dnia lubię majstrować w kąciku oka. Robię to mimowolnie. Wcześniej orientowałam się dopiero, gdy oczy zaczynały mnie szczypać. Bardzo ładnie się zmywa. 

"(...) Formuła kosmetyku oparta jest na soku z aloesu oraz hydrolacie z róży damasceńskiej. To dlatego eyeliner jest niezwykle lekki, a także ma właściwości nawilżające, co dobroczynnie wpływa na delikatną skórę powiek. Aż 25% substancji występujących w jego składzie, to substancje aktywne. Jest to kosmetyk wegański, bezpieczny dla wrażliwych oczu.(...)

98,9% składniki naturalne, 25% składniki aktywne, 25% składników pochodzi z rolnictwa organicznego

  • hydrolat z róży damasceńskiej: zapobiega przesuszaniu się skóry, stymuluje komórki skóry do regeneracji, zapobiegając starzeniu się skóry
  • wyciąg z aloesu: nawilża, chroni i koi, jest bogaty w aminokwasy, enzymy, witaminy i minerały, działa na skórę łagodząco, nawilżająco, wygładzająco, a nawet przeciwzapalnie
  • gliceryna: nawilża i zwiększa szybkość regeneracji skóry
  • żywica akacjowa: pozwala na stabilizację i utrwalenie kreski  na oku (...)"


Na razie jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku i szczerze go polecam. Cena 71 zł.

Produkt kupiłam w sklepie Couleur Caramel - tutaj



Mam bardzo wrażliwą skórę i zauważyłam, że mój dotychczasowy podkład z filtrem 10 SPF jest za słaby. Unikam słońca jak się da, ale filtr musi być. Postanowiłam poszukać czegoś naturalnego. Planowałam kupić sobie zwykły filtr 50 SPF, ale komentarze dziewczyn mocno mnie zniechęciły. Dziewczyny pisały, że krem z tak dużym filtrem jest gęsty, tępy, ciężko się rozsmarowuje i mało wchłania, przez co pozostawia białą warstwę. Nie wiem jak jest na prawdę, ale nie chce wyglądać latem jak gejsza. Podczas ostatnich zakupów w sklepie NATURATIV kupiłam sobie za 7 zł próbkę kremu z filtrem 30. Mały słoiczek przypadł mi do gustu i korzystając z ostatniej promocji kupiłam sobie pełnowymiarowe opakowanie. 


Opis ze strony producenta:

Krem BBB (Beauty Blemish Balm): naturalny pielęgnacyjny krem z wysoką ochroną przeciwsłoneczną SPF30 z powodzeniem zastępujący podkład. Daje lekkie lub średnie krycie w zależności od użytej ilości i sposobu aplikacji. Pozostawia aksamitne wykończenie. Mamy go w trzech  odcieniach beżu dopasowujących się do koloru skóry. 

Krem pielęgnuje i upiększa cerę. Zawiera bardzo cenne pielęgnacyjnie oraz silnie antyoksydacyjne i działające slow-agingowo wyciągi:  z modrzewia syberyjskiego (galactoarabinan), dwa wyciągi z oliwek oraz wyciąg ze złotej algi. W kompozycji naszego naturalnego kremu BB znajdziesz też dwa organiczne oleje: arganowy i tamanu.

Zawarte w kremie substancje spowalniają proces starzenia, pobudzają procesy naprawcze w skórze, wygładzają zmarszczki i nawilżają. Wspierają również ochronę skóry przed skutkami działania promieniowania UV

Olej tamanu ma wybitne właściwości łagodzące, co sprawia, że nasz Krem BBB jest wspaniałą pielęgnacją i makijażem  dla  cer problematycznych.

Za ochronę SPF odpowiadają fizyczne filtry mineralne, a za  kolor wyłącznie  eko-certyfikowane naturalne pigmenty. Użyte pigmenty wykazują bardzo dobre powinowactwo do ludzkiej skóry, dzięki czemu świetnie się z nią stapiają, są trwałe, a krem jest jedwabisty.

Naturalny krem BBB Naturativ dopasuje się do Twojego stylu życia – możesz użyć go jako elementu codziennego makijażu lub samodzielnie – jako fluidu – lekkiego kremu, np. w czasie uprawiania sportu.


Moja cera aktualnie prócz wrażliwości zyskała coś w rodzaju trądziku różowatego. Taką diagnozę postawiłam sobie oczywiście sama, bo w dzisiejszych czasach ograniczam wizyty w klinice do minimum. Na temat moich czerwonych policzków napiszę osobny post. Wracając do kremu BBB mogę stwierdzić, że bardzo ładnie niweluje mi zaczerwienienia. Skóra jest bledsza już po kilku dniach stosowania i bardzo mi się to podoba. Krem pięknie kryje moje pajączki i wieczne rumieńce. Ślicznie współgra z cerą, idealnie dopasowuje się do koloru skóry. Jednak jest coś co mi się w nim na razie nie podoba, mianowicie chyba wysusza mi skórę. Zaraz po nałożeniu buzia wygląda prześlicznie, ale po 5 godzinach uwidaczniają się suche skórki. Nie bardzo mi się to podoba, ale efekt bledszych policzków póki co wygrywa. Zaczęłam przed aplikacją stosować lekki krem na dzień. Jest troszkę lepiej, ale suche skórki są nadal :( Nie mam teraz innej alternatywy. Wczoraj kupiłam sobie krem pod oczy i zamówiłam kilka próbek kremów w filtrami, nawet z 50 SPF. Zobaczymy jak wypadną.

Wielkim plusem tego podkładu jest skład, krycie i ochrona przed słońcem. Wadą niestety suche skórki i cena. 


Krem nie jest tani,bo w regularnej cenie kosztuje 165 zł. Można go kupić tutaj: klik

Występuje w w trzech wersjach kolorystycznych.

A Wy jaki polecacie fajny krem z filtrem dla wrażliwej cery?

Maj to szczególny miesiąc dla zielarzy i miłośników ziół. To właśnie teraz jest wspaniała okazja do zbioru m.in.: pokrzywy, pędów sosny, kwiatów czarnego bzu, kwiatów koniczyny oraz mniszka lekarskiego. Ostatnio dużo mówi się o miodzie z mniszka. W mojej rodzinie nie jest to żadna nowość. Już moja babcia zbierała kwiaty mniszka i robiła z niego pyszny miód. Chciałabym się tutaj podzielić jej przepisem, który bez zmian jest stosowany w moim domu.
Miód z mniszka lekarskiego to bogactwo wielu witamin, m.in: C, A, B i D oraz minerałów takich jak potas, magnez, żelazo i krzem a także asparaginę, która pobudza pracę mózgu. Miód ten podczas przeziębienia i grypy łagodzi kaszel. Dodatkowo:
wspomoże układ pokarmowy i odpornościowy,
łagodzi infekcje układu moczowego - wpływa pozytywnie na nerki oraz pęcherz 
działanie przeciwzapalne i przeciwwirusowe
poprawia trawienie
oczyszczanie organizmu z toksyn
 
Miód z mniszka lekarskiego


PRZEPIS:
400 szt samych kwiatów mniszka
1,5 litra wody
1,5 kg cukru
2 cytryny

Kwiaty obrać z zielonych listków, gdyż dają one lekko gorzki smak. Następnie włożyć je do garnka, zalać wodą i odstawić na 24 godziny. Następnego dnia zagotować, przecedzić i wycisnąć.
Do soku wsypać cukier i gotować na małym ogniu, aż będzie syrop. 
Cytrynę dobrze umyć i wyparzyć. Pokroić w plastry i dodać do syropu - dalej gotować bez przykrycia, co jakiś czas mieszając - około 3 h). 
Przelać go do wyparzonych słoików i pasteryzujemy 15 minut.

Polecam Wam ten miodek, jest pyszny zarówno do herbaty jak i jako dodatek do deserów, czy też gofrów.


Razem z mężem stoimy przed wyborem nowej kuchenki. Oczywiście zarówno nasz projektant, jak i mój mąż jednym chórem wołają "tylko kuchenka indukcyjna". Moje argumenty w ogóle do nich nie trafiają, ba! patrzą na mnie z wielkim politowaniem. Dlatego postanowiłam zebrać materiał na temat płyn indykcyjnych i ich wpływu na nasze zdrowie.

Jak działa kuchenka indukcyjna? 
W kuchniach indukcyjnych pod ceramiczną płytą umieszczono szerokie, płaskie cewki, które generują szybkozmienne pole magnetyczne. Po włączeniu pieca generowane jest pole magnetyczne. Jednak bez odpowiedniego naczynia - specjalnych garnków - pole magnetyczne jest nieskuteczne. 



Dlaczego cieszy się obecnie tak dużym zainteresowaniem? 

 - duża oszczędność energii w porównaniu z innymi płytami grzewczymi, 
 - bardzo szybki czas gotowania, 
 - nic się nie przypali się i przywrze do płyty,

Wśród wad wymienia się tylko krótkie informacje, że płyta wytwarza pole elektromagnetyczne, dlatego nie zaleca się jej stosowania osobom, które mają rozrusznik serca oraz, że w jej pobliżu nie należy trzymać kart płatniczych, ponieważ mogą się rozmagnesować.
Na niemieckich stronach znalazłam informację, że płyt indukcyjnych nie powinny używać osoby z rozrusznikami serca, kobiety w ciąży, pacjenci poddawani chemioterapii lub radioterapii oraz uwaga!!!! dzieci i seniorzy.

Po prostu samo zdrowie! 
Skoro płyta jest bezpieczna, to dlaczego trzeba stać od niej w odległości 30 cm??? 
Niestety wpływ na zdrowie pól o niskiej częstotliwości i pól o wyższej częstotliwości w zakresie kiloherców są wciąż naukowo niewystarczająco zbadane. 
Jak jest na prawdę? Czy kuchenki indukcyjne są szkodliwe? 
 Odpowiedź na to pytanie bardzo trudno znaleźć. Zdania się bardzo podzielone. Istnieje wiele opinii na ten temat, ale nie ma jednoznacznych wyników naukowych. Oczywiście więcej jest zwolenników niż przeciwników. Ci ostatni twierdzą, że płyty indukcyjne powodują szkody dla zdrowia ludzkiego, takie jak bóle głowy, nudności, nowotwory w tym złośliwe guzy. Przeciwnicy indukcji mówią o szkodliwości pól elektromagnetycznych o niskiej częstotliwości, zaś obrońcy tej kuchenki, że wytwarzane pole magnetyczne ma niską częstotliwość rzędu 25 kHz, która mieści się w zakresie fal radiowych. 
Skoro kuchenki są tak szkodliwe, to jak zdały testy bezpieczeństwa? 
Otóż według Powerwatch, testy bezpieczeństwa zakładają, że ciało osoby "normalnie użytkującej kuchenkę" nigdy nie znajdują się od niej bliżej niż 30 cm. Bardzo ciekawe, bo gdy ja gotuję to nie zachowuję tak "bezpiecznej" odległości od kuchenki. Kobietom w ciąży zaleca się korzystanie tylko z tych najdalszych palników. 
Kobiety w ciąży zachęcam do lektury tutaj - klik



Oczywiście producenci pieców indukcyjnych twierdzą, że technologia jest bezpieczna. Twierdzą, że zagrożenie promieniowaniem rozprasza się w odległości kilku centymetrów od krawędzi urządzenia.
Przypomnijmy: kuchenki indukcyjne ogrzewają patelnie, czyniąc patelnię częścią obwodu elektromagnetycznego. Patelnia służy jako przewodnik pola elektromagnetycznego , czyli tego, co podgrzewa patelnię. Ciało ludzkie jest również przewodnikiem pola elektromagnetycznego (EMF). Oznacza to, że po dotknięciu patelni stajesz się częścią obwodu. I ten sam EMF, który ogrzewa patelnię, zaczyna przepływać przez twoje ciało!

Niektórzy zalecają, aby nie używać metalowych łyżek do gotowania gdyż mogą one umożliwić przepływ promieniowania przez ciało podczas gotowania. Najbardziej oczywistym wyborem jest po prostu użycie plastikowych lub drewnianych przyborów , ponieważ nie przewodzą one prądu.



Hans Peter Hutter, zastępca dyrektora Instytutu Higieny Środowiska w MedUni w Wiedniu uważa, że z medycznego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, aby używać kuchenek indukcyjnych przy zastosowaniu odpowiednich środków ostrożności. 
Zachowanie odległości około 30 centymetrów do krawędzi płyty kuchennej, maksymalna moc tylko tylnych palników, a przednie palniki używać na zmniejszonej mocy, nie stosować metalowych łyżek podczas gotowania a garnki powinny być wyśrodkowane i pasować do wielkości palników.
Nie wydaje się Wam to dziwne? Bo mi tak! I wiecie co? Odechciało mi się kuchenki indukcyjnej. Domyślam się, że większość czytelników teraz mnie zlinczuje, ale ze spokojem... Każdy ma wolny wybór. Jeden je gluten inny nie. Dla mnie tylko pojawia się zbyt dużo znaków zapytania. Mało badań. W Polsce nie znalazłam ani jednej strony, która krytycznie wypowiedziałaby się na temat indukcji. Jednak na stronach anglojęzycznych, niemieckich sprawa wygląda już zupełnie inaczej.


Żyjemy w takich czasach, gdzie każdy chce żyć zdrowo i naturalnie. Z każdej strony różni ludzie przekonują nas co jest akurat teraz dla nas najlepsze. Raz to był olej kokosowy, raz nasiona chia a od dłuższego czasu słyszymy, że najlepsze obecnie na rynku są miedziane naczynia, dzięki którym dostarczymy naszemu organizmowi tak bardzo potrzebnej miedzi. Temat bardzo mnie zainteresował. 



Miedź, to wbrew pozorom bardzo ważny pierwiastek, którego nie może zabraknąć w codziennej diecie. Bierze udział w syntezie hemoglobiny i razem z żelazem uczestniczy w transportowaniu tlenu do każdej komórki, zwłaszcza do wrażliwej na niedotlenienie tkanki nerwowej. Od ilości miedzi zależy praca mózgu – zdolność myślenia, zapamiętywania, kreatywność. Mało tego, miedź posiada właściwości przeciwzapalne, zmniejsza ból stawów i usprawnia regenerację tkanki łącznej. Pomaga także prawidłowo funkcjonować tarczycy . 


Skąd u mnie takie zainteresowanie miedzią? Jeszcze w ubiegłym roku rozmawiałam z ciocią, która przez wiele lat mieszkała w Anglii. Od 20 lat nosi na ręce miedzianą bransoletkę gdyż jak twierdzi to właśnie dzięki niej nie cierpi na bóle stawów a i wspaniałe samopoczucie zawdzięcza właśnie tej bransoletce. Zaciekawił mnie ten temat i bardzo dużo szukałam informacji jak miedź wpływa na nasz organizm i jak przenika przez skórę. 
Temat miedzi nie jest niczym nowym bowiem od setek lat ludzie z różnych kultur nosili wykonane z miedzi ozdoby ze względu na ich lecznicze działanie. Już w starożytności odkryto, że miedź posiada właściwości dezynfekujące i przeciwgrzybiczne i właśnie dlatego dziewczęta nosiły miedzianą biżuterię by chronić zdrowie oraz mieć piękną cerę.


Gdy wpisałam w Internecie hasło: zdrowotne właściwości miedzi znalazłam całe masę właściwości. 
  • Bierze udział w syntezie hemoglobiny, 
  • Jest niezbędna do prawidłowego wchłaniania i wykorzystywania żelaza, 
  • Wpływa na przesyłanie impulsów nerwowych i prawidłowy poziom neuroprzekaźników,
  • Odpowiada za prawidłową pracę mózgu, procesy zapamiętywania i zdolność do koncentracji, 
  • Uczestniczy w syntezie kolagenu i elastyny, dzięki czemu wpływa na regenerację tkanki łącznej oraz odpowiada za wygląd i kondycję włosów, skóry i paznokci, 
  • Posiada właściwości antyoksydacyjne, chroni organizm przed wolnymi rodnikami,
  • Jest niezbędna do syntezy melaniny, pigmentu, który decyduje o odcieniu skóry i włosów, 
  • Hamuje rozwój bakterii i grzybów,
  • Chroni przed osteoporozą, 
  • Wzmacnia układ immunologiczny
  •  Poprawia działanie układu trawiennego
  • Wspiera proces odchudzania
  • Poprawia kondycję skóry
  • Działa korzystnie na serce
  • Skutecznie zapobiega anemii
  • Zapobiega stanom zapalnym
  • Reguluje pracę tarczycy

MIEDZIANE NACZYNIA
Nie ukrywam, że moim wielkim marzeniem był zakup miedzianych naczyń: pięknego dzbanka, kubków a nawet garnków. Oprócz tego, że to spory wydatek, zaczęłam intensywnie czytać czy faktycznie gotowanie w miedzianych garnkach jest zdrowe.

No i otworzyłam puszkę Pandory. Oczywiście na stronach sklepów oferujących miedziane naczynia znajdziemy tylko same superlatywy na temat ich produktów.

- woda z miedzianej butelki poprawia system trawienny człowieka, wzmacnia kości, działa silnie przeciwzapalnie, oraz skutecznie eliminuje groźne mikroorganizmy, takie jak pleśnie, grzyby oraz bakterie.

- po wypiciu takiej wody zyskujemy zdolność wypierania z organizmu przez jony miedzi pierwiastków metali ciężkich, takich jak ołów, rtęć czy kadm.

- skóra staje się bardziej zdrowa, elastyczna i pozbawiona zmarszczek. 

- następuje szybsze leczenie wszelkiego rodzaju ran na ciele, czy trądziku.


Niestety też jest i druga strona medalu. Nadmiar miedzi.

Znalazłam badanie, które mówią, że miedź utrudnia usuwanie z mózgu szkodliwych białek, przez co może być jednym z czynników środowiskowych odpowiedzialnych za pojawienie się i postęp choroby Alzheimera.  Zespół profesora z amerykańskiego University of Rochester Medical Center przez trzy miesiące eksperymentowali na myszach. Podawali  im wodę zawierającą śladowe ilości miedzi, czyli takie, które na co dzień spożywają ludzie.W rezultacie okazało się, że

miedź odkładała się w komórkach tworzących ściany naczyń włosowatych zaopatrujących mózg przez co komórki mózgowe nie mogły pozbywać się amyloidu.
Tutaj odsyłam Was do materiału - klik


Dodatkowo dowiedziałam się, że naczynia z czystej miedzi  nie są niczym powlekane i podczas gotowania kwaśnych potraw uwalniają związki miedzi. Zaś te naczynia, które są powlekane, bardzo często zawierają nikiel a o jego toksyczności to już nie muszę pisać.

Czytając te informację, tak na prawdę nie wiem kto ma rację. Jeżeli jednak istnieje choć cień niepewności - a istnieje - to mi osobiście odechciało się miedzianych garnków. Sądzę, że nie będę w stanie opanować przyswajanej przez organizm miedzi. Może i mam niedobory, a może mam nadmiar. Skąd będę wiedzieć, kiedy przekroczyłam normę. Wiem, że możecie się ze mną nie zgodzić. Szanuję to. Garnki są na prawdę piękne. 


Postanowiłam, że kupię sobie za to miedzianą bransoletkę i sama zobaczę czy działa. Pierwszą kupiłam w grudniu 2018  w sklepie ezoterycznym. Teraz patrząc na nią to przypomina mi kawałek blachy uciętej w sklepie metalowym. Potem zobaczyłam inną, piękną i elegancką i po prostu bardzo chciałam ją mieć. Bo ważne jest aby otaczać się pięknymi przedmiotami, które już samym widokiem wprawiają nas w dobry nastrój. I właśnie taką kupiłam sobie w sklepie Bangalore - klik



Wybór odpowiedniej bransoletki także nie był łatwy. Sprzedawcy niestety często  oszukują i oferują wyroby nie do końca z czystej miedzi. Dla mnie bransoletka za 10 zł niby w 100% z miedzi jest mocno podejrzana. To co sprawiło, że wybrałam ten a nie inny sklep to zapewnienie, że bransoletki cechuje wysoka jakość wykonania i niezwykła czystość miedzi wynosząca ponad 96%. Bransoletki Bangalore to także niezwykła dbałość o ekologię i zdrowie klientów, gdyż w procesie pozyskiwania i przetwarzania miedzi nie są wykorzystywane pierwiastki szkodliwe jak rtęć czy aluminium.



Dodatkowo na zakończeniach każdej bransoletki znajdują się magnesy, które mają skutecznie przyspieszać regenerację chorych tkanek, łagodzić ból i działać przeciwzapalnie. Według znanego amerykańskiego lekarza, dr Ken Wianko “Magnesy nie są magią. Ich działanie jest bardzo proste. Każdy narząd i komórka ciała podlega wpływom pola magnetycznego i dlatego magnetoterapia może pomóc ciału odzyskać w naturalny sposób stan równowagi, przynoszący samowyleczenie. Prądy elektromagnetyczne kontrolują działanie komórek, funkcjonowanie tkanek i tym samym życie”.

Terapia magnetyczna jest stosowana i zalecana przy ogólnym zmęczeniu organizmu, bólach głowy, schorzeniach ginekologicznych, a także w problemach z osteoporozą, nadciśnieniem tętniczym, czy chorobach zwyrodnieniowych.

Czy działa? Powiem tak, może jest to podświadomość, może wystąpił u mnie efekt placebo, ale kurcze działa. Czuję się lepiej i mam wrażenie, że poprawiła mi się cera. Czasami bransoletka potrafi zabarwić skórę na zielono – jest to efekt oddziaływania miedzi: kwasy znajdujące się w pocie reagują z miedzią i ta przenika do naszego ciała. 

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Bardzo jestem ciekawa, dajcie znać w komentarzu. 


Kilka miesięcy temu postanowiłam całkowicie zmienić moją dietę - na bardziej zdrową, energetyczną i naturalną. Od razu pojawiło się pytanie jak to zrobić? Każdego dnia zastanawiałam się czym jest zdrowa dieta. Gdy czytasz przeróżne artykuły, po kilku godzinach nie wiesz nic. Jeden mówi, że nie jeść mięsa, inny nie jeść glutenu. Olej kokosowy najzdrowszy na świecie a za chwilę olej kokosowy to zło.  Kawa zdrowa - kawa zła.
Metodą prób i błędów doszłam do wniosku, że trzeba jeść wszystko, ale z umiarem. Nie popadać w skrajność. 


Jednym z moich największych błędów było przeprowadzenie postu dr Dąbrowskiej.  Przestrzegałam go wzorcowo i byłam super zadowolona, gdy guzy na tarczycy uległy dużemu zmniejszeniu, a jeden zniknął. Ta wielka radość, miała niestety drugą stronę medalu. Wypadały mi włosy garściami, paznokcie łamały się jakby były z cieniutkiego papieru, skóra sucha. Bóle brzucha, wypryski na twarzy. Teraz patrząc na to wszystko wiem, że drugi raz bym tego błędu nie popełniła. Nie można wyeliminować z jadłospisu praktycznie wszystko do zera i żywić się tylko wybranymi warzywami. Owszem schudłam 6kg, ale zaraz przytyłam 12kg. I teraz walczę z tymi pozostałościami po cudownym poście. Moim zdaniem, mięso nie jest zbyt zdrowe i warto ograniczyć jego spożywanie.  Jedzenie to energia, żołądek to drugi mózg, więc należy do tego tematu podejść bardzo rozważnie. Nie da się zrobić rewolucji w swoim organizmie z dnia na dzień. Przynajmniej ja tak nie mogłam. Samemu wymyślać przepisy, też raczej kiepsko mi szło. Szukając podpowiedzi, drogowskazu trafiłam na stronę, w zasadzie blog SALATERKA - klik  Tam rodzeństwo Agnieszka i Mateusz Żłobińscy obalają mity żywieniowe, dostarczając przy tym rzetelną dawkę informacji w oparciu o badania i dane z największych instytucji naukowych na świecie. Piszą o kluczowych składnikach odżywczych, pokazują najlepsze ich źródła oraz ich wpływ na zdrowie. Blogowi przyświeca idea: żeby było prosto, szybko i odżywczo. 
Zakochałam się w tym miejscu. Z czasem stałam się posiadaczką jednej z wydanych przez nich książki, mianowicie
z "jadłospisami odżywczymi.



Autorzy w bardzo prosty, wręcz dziecinny sposób przedstawiają swój sposób na zdrową i odżywczą dietę.  Na swoim przykładzie wiem, że rewolucji żywieniowej nie dokonuje się we własnej kuchni z dnia na dzień. To co robiliśmy przez wiele lat, tkwi w nas i to właśnie te przyzwyczajenia są najgorsze. Same nowe smaki, które człowiek poznaje nie zawsze od początku nam odpowiadają, przez co szybko się poddajemy. Jak tak mam. Gdy ugotuje coś co według moich kubków smakowych jest okropne, to drugi raz już nie podejdę do tematu. Przekreślam to grubą kreską i koniec panno Lalu.

W "Nowych jadłospisach odżywczych"  jest pysznie i przede wszystkim prosto. To dwie najważniejsze zalety tej książki. Przepisy są podane jak dla dzieci - w postaci rysunków, nawet lista składników nie jest wypisana, tylko przedstawiona została w formie zdjęć. Książka ta jest skierowana dla fanów kuchni roślinnej - nie znajdziemy w niej mięsnych przysmaków, ale pyszne roślinne dania z dokładnie podanymi wartościami odżywczymi. Nie mówię tutaj o podanej licznie kalorii, ale szczegółową listę potrzebnych nam witamin, minerałów, błonnika, węglowodanów czy białka. Dzięki temu od razu wiem, jakie wartości kryją się w danym daniu. 







ZALETY:
proste i bardzo odżywcze przepisy w formie obrazkowej, 
szybkość przygotowania
wybór diety 1500 i 2000 kcal. 
samodzielność komponowania jadłospisów
mały format kołonotatnika

Opis całej książki znajdziecie tutaj - klik

Ja dzięki tej książce poczułam na pewno się pewniej siebie. Wiem, że komponując własną dietę idę dobrą drogą i zapewniam  organizmowi niezbędnych składników. Oczywiście nie powiem, że całkowicie zrezygnowałam z mięsa, bo to nie prawda, ale dzięki przepisom zawartym w książce bardzo mocno ograniczyłam jego ilość. Czuję się lekko i najważniejsze zyskałam więcej energii.