Najnowsze posty

Sama nie wiem czemu, do tej pory nie napisałam na blogu, ani słowa o nawilżaniu wewnętrznym, ani o moim sposobie na regularne picie sporej ilości wody.  
Jak wiadomo ciało ludzkie, aż w 70-80% składa się z wody. Jest ona niezbędna do życia. Bez wody jesteśmy wstanie przeżyć około tygodnia, jednak objawy odwodnienia będą występować już kilkanaście godzin od wypicia ostatniej porcji płynów. Lekarze dla prawidłowego funkcjonowania zalecają wypicie ok. 2 litów płynów dziennie. Mimo, że obecnie trwa popularyzowanie spożywania tylko czystej, niegazowanej wody to nadal dość spora ilość młodych ludzi, gasi pragnienie  kolorowymi, gazowanymi napojami. Wśród nich, do pewnego czasu, niestety był mój syn. Wszelkie argumenty w ogóle do niego nie trafiały. Słowo woda, momentalnie wywoływało grymas na twarzy. W walce o zdrowie i oczywiście zbędne kilogramy pomógł mi trochę jego trener który uczy go grać w tenisa. Cały czas było to jednak zbyt mało, bo pił wodę – owszem, ale tylko na treningach. Pewnego dnia przyszła do mnie dawna znajoma, notabene tancerka, która szukając coś w swojej wielkiej tobie wyjęła na stół butelkę – na pierwszy rzut oka bardzo dziwną – widać było, że jest mocno nadszarpnięta zębem czasu. Momentalnie przykuła moją uwagę, a szczególnie dziwny "bolec", który znajdował się wewnątrz butli. Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z butelką bobble. Koleżanka opowiedziała mi o jej działaniu – jednak szczegółowe informacje znalazłam na stronie polskiego dystrybutora tych butelek - tutaj


To co zauroczyło mnie w tych butelkach to bardzo ekologiczne podejście do życia. Wybierając je, rezygnujemy z plastikowych butelek, w każdym miejscu uzupełniamy płyn, lejąc najzwyklejszą wodę kranową. Jest to na prawdę wielką wygodą i nie raz potrafi uratować życie
Kolejnym krokiem była rozmowa z synem, polegająca na użyciu argumentów typu: że fajne, że zdrowe, że kolorowe, że oryginalne, że będą koledzy zazdrościć - no cóż tonący brzytwy się chwyta :)  i po dłuuuuuugim zastanowieniu synek stwierdził, że chce butelkę i będzie z niej pił TYLKO czystą wodę. 

Kolor wybrany, model też - butelki bardzo szybko trafiły w nasze ręce.  Tak jak wspomniałam, butelka koleżanki była mocno "porysowana" , ale ona kupiła ja ładnych parę lat temu za granicą, gdzie u nas nawet nikt  nie miał pojęcia o takich "cudach". 
Nasze butelki dotarły do nas w dużym kartonowym pudle, wypełnionym ekologicznym, skrobiowym wypełniaczem Skropak - polskiej produkcji, który można nawet kompostować. Cieszy mnie to, że wszystko, nie tylko butelka, ale cała otoczka jest ekologiczna i przyjazna środowisku. 



Zalety:

1. ekologiczna,  nie wyrzucamy do kosza pustych, plastikowych butelek

2. bezpieczna - wolna od BPA (bisfenolu A), ftalanów i PCV (polichlorku winylu)
3. ekonomiczna - zastępuje ok. 300 zwykłych butelek z wodą a 0,5 litra kosztuje tylko ok. 15 groszy :)

4. praktyczna - dosłownie wszędzie można ją napełnić

5. szczelna - napełniona wodą i umieszczona w torebce, czy plecaku - bez względu na pozycję - nie wyleje się z niej ani kropla.

6. ładny dizajn zachęca dzieci do picia czystej wody

7. gdy znudzi nam się kolor, wybieramy nowy filtr i butelka znowu staje się "nową"

8. można myć w zmywarce 

9. Syn zabiera do szkoły pustą ( chodzi o to aby plecak był jak najlżejszy) i napełnia ją dopiero na miejscu. 


Wady:

1. niewygodne zamknięcie - podczas jazdy rowerem, czy samochodem nie sposób otworzyć  butelkę jedną ręką. Znacznie lepiej gdyby butelki posiadały zamknięcie na "klik" 

2. tradycyjna butelka bobble jest dość szeroka, przez co nie mieści się w uchwytach  na napoje w samochodzie, czy rowerze (modele infuse i sport są bardziej smuklejsze i mieszczą się w uchwytach)

3. dostępność  - trudno kupić te butelki w sklepie stacjonarnym. Widziałam je na allegro, ale nie ufam nieznanym sprzedawcą, stąd pozostaje mi tylko sklep firmowy.


Butelkę bardzo łatwo porysować , dlatego podczas mycia nie można stosować tradycyjnych szczotek z ostrym włosiem. Marka oferuje specjalne zakończone, miękkimi, gumowymi włoskami, które świetnie czyszczą wnętrze butelek. 



GDY CZYSTA WODA TO JEDNAK ZA MAŁO :)

Ostatnio jednak marka Bobble poszła o krok dalej i wypuściła na rynek najnowsze swoje dziecko - bobble infuse, które od swojej matki rożni się tym, że to my sami decydujemy, czy chcemy pić wodę przefiltrowaną czy smakową.

Zakochałam się w tej butelce - codziennie piję czystą, naturalna  wodę smakową. Wystarczy dodać ulubione zioła czy owoce i można cieszyć się na prawdę smaczną wodą. Uwielbiam połączenie mięta - cytryna - kiwi lub mięta - pomarańcze.





Jednak tutaj jest małe ale - woda smakowa jest fajna, pyszna i smaczna - ale można ja przygotować tylko w domu z użyciem wody przefiltrowanej. Wlanie czystej kranówki działa na mnie odpychająco - tym bardziej, że zaraz po napełnieniu, woda jest koloru mlecznego :( przynajmniej w mojej miejscowości.
Zatem - butelka infuse - TAK - ale z wodą przefiltrowaną.

Zabieram butelkę wszędzie :)

Gdy najdzie nas ochota na wodę filtrowana a nie smakową - bardzo szybko wkładamy filtr i gotowe.  Umieszczamy go w takim niby koszyczku, gdzie u dołu można zaznaczyć sobie miesiąc - co bardzo ułatwia kontrolowanie terminu  wymiany na nowy.





Jeżeli spodobały Wam się butelki filtrujące bobble - to zachęcam do odwiedzenia sklepu firmowego - TUTAJ

Ostatnio pojawiło się sporo nowych firm, które także oferują butelki filtrujące, po znacznie niższej cenie, ale kurcze nie mam odwagi zaryzykować. Pokochałam moje bobble, które mam już kilka lat (te mocno porysowane - nadal trzymam w szafie, bo szkoda mi wyrzucić :) 
Ja po prostu tak mam, że jak zaufam jednej firmie to jestem jej wierna, choćby nie wiem co, a jak się zrażę to nie ma już powrotu.




 
Dla mnie makijaż bez różu na policzkach jest niekompletny, bez wyrazu i bardzo mdły. Dobrze dobrany róż dodaje blasku, zdrowego wyglądu i młodzieńczego rumieńca. Dzisiaj róż który do tej pory uważam za najlepszy jaki miałam. Nie tylko jest naturalny, ale utrzymuje się cały dzień i do tego, za sprawą drobnych drobinek rewelacyjnie rozświetla twarz. 



Mając już w domu róże do policzków tym razem zdecydowałam się na odcień, który zawsze budził moje zainteresowanie, ale bardzo się bałam. Chodzi o drobinki - kolor który wybrałam to Bubble Gum No.205, jasny, ciepły odcień różu ze srebrnymi drobinkami. To właśnie tych drobinek bałam się najbardziej. Sądziłam, że będę błyszczeć jak choinka a jak zaświeci słońce to będę wyglądać tandetnie. Nie wiem czemu, ale drobinki kojarzyły mi się z jakimś brokatem - zupełnie nie potrzebnie. 



Róż daje efekt subtelnej poświaty, który porównałabym do rozświetlacza. Nic nie błyszczy i nie świeci :) 


Oprócz fantastycznego efekty, który daje ten róż, posiada on także inne zalety, m.in. doskonały skład, bo nie zawiera konserwantów, silikonów, nanocząsteczek, parabenów, syntetycznych substancji zapachowych, talku, tlenochlorku bizmutu oraz szkodliwych chemicznych dodatków. 




pojemność: 4g
cena: 36,90

Jeżeli spodobał Wam się podkład Ecolore  to odsyłam na stronę producenta: TUTAJ

Do kupienia m.in TUTAJ

Jak zdążyliście się zorientować z moich wcześniejszych postów dotyczących pudrów mineralnych i publikowanych tam zdjęć mojej twarzyczki, od jakiegoś czasu zmagam się z widocznymi zaczerwienieniami i "pajączkami". Nigdy wcześniej nie miałam takich problemów,  jednak wszystkie ostatnie moje przygody z cerą zrzucam na ujawnioną ostatnio u mnie chorobę - czyli modne Hashimoto ;( Nie dosyć że skórę mam suchą jak pieprz, to jeszcze dodatkowo pojawiły się plamy. 
Aby cera była ładna, konieczna jest systematyczność : masaże, oleje, maseczki itd. Wystarczy, że odpuszczę sobie i efekt suchych skórek, plam itp. gwarantowany. 
Zupełnie przez przypadek w moje ręce trafił krem wzmacniający z ekstraktem z owoców borówek. Produkt ten jest dedykowany do codziennej pielęgnacji cery naczynkowej, zaczerwienionej i wrażliwej. 


"Krem zawiera ekstrakt z owoców borówki brusznicy, który wpływa korzystnie na rozszerzone naczynka, zwiększając ich odporność na uszkodzenia, a w połączeniu z olejem z czarnej porzeczki działa silnie antyoksydacyjnie. Tlenek cynku oraz zielony pigment wyrównują koloryt skóry, maskują “pajączki”, chroniąc jednocześnie przed promieniowaniem UV. Codzienne stosowanie kremu pozwala utrzymać skórę w dobrej kondycji i niwelować istniejące zaczerwienienia."

Krem ma miłą, lekką konsystencję o ślicznym pistacjowym kolorze i neutralnym zapachu, który mi kojarzy się z maseczką z glinki. Ponieważ posiada zielony pigment, delikatnie niweluje zaczerwienienia i maskuje "pajączki". 
Po aplikacji "zieloność" znika zupełnie, pozostawiając na twarzy jaśniejszy, spokojniejszy koloryt. 
Kremu ten nie jest korektorem i nie ma co się łudzić, że zakryje wypryski, czy trądzik. Krem ten minimalnie zniweluje "czerwoność" ale nic poza tym. Moim zdaniem produkt ten znakomicie sprawdza się na takiej cerze jak moja - bez wyprysków, ale niestety z zaczerwienieniem. 



Na twarzy bardzo szybko się wchłania,nie pozostawia tłustej warstwy, przez co doskonale nadaje się pod makijaż. Szczerze mówiąc to tylko tak go stosuje i jestem bardzo zadowolona z efektu. 
Na razie nie zauważyłam stałych efektów poprawiających stan mojej skóry. Wspaniały efekt zniwelowania zaczerwień widoczny jest tylko zaraz po nałożeniu kremu. Być może trzeba krem stosować bardzo długo, aby pozbyć się "rumieńców" i "pajączków" na stałe.

cena: 29,90
pojemność: 50 ml
skład: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Zinc Oxide, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Coco-caprylate, Ribes Nigrum Seed Oil, Glyceryl Stearate, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Extract, Stearic Acid, Allantoin, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Phytic Acid, CI 77288, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

Krem Vianek do kupienia w sklepie: KOSMETYKI - MAYA  klik 

http://kosmetykinaturalne.com.pl/vianek-wzmacniajacy-krem-do-twarzy-na-dzien-50ml.html
Dzisiejszy post poświęcony będzie podkładowi w 100% mineralnemu, polskiej marki Ecolore. Odkąd całkowicie przestawiłam się na kosmetyki mineralne, makijaż z ich udziałem przychodzi mi wyjątkowo łatwo i szybko.  



Marka oferuje bardzo bogata gamę kolorystyczną, przez co każdy bez problemu może znaleźć coś dla siebie. Ja wybrałam kolor Nude 3 przeznaczony dla neutralnych, średnich karnacji o zbalansowanym odcieniu. 


Zdecydowałam się na gamę Nude ponieważ, jak opisuje producent jest ona idealna dla skomplikowanych typów urody, ale również typów chłodnych, które mają dużą ilość przebarwień pozapalnych oraz wybijających się naczynek krwionośnych. Zawiera w sobie mniej ziemistych odcieni a posiada odrobinę więcej żółci. 


Podkład znajduje się w bardzo ładnym, stonowanym opakowaniu - plastikowym, zakręcanym pudełku z umieszczonym wewnątrz, przekręcanym sitkiem, dzięki temu podkład się nie wysypuje, co jest bardzo ważne np. podczas podróży. 




Nie będę tutaj po raz "N" szczegółowo opisywać sposobu aplikacji pudru mineralnego, gdyż bez względu na jego rodzaj postępuje się wciąż tak samo, czyli wysypać na zakrętkę, docisnąć pędzel kabuki, strzepnąć nadmiar i kolistymi ruchami stemplować twarz.
Warto zaznaczyć, że opakowanie podkładu  Ecolore zawiera aż 10 g pudru, co jest bardzo dużą ilością. 




EFEKT NA TWARZY, jak widać doskonale tuszuje moje niedoskonałości i ładnie wyrównuje koloryt. Dzięki niemu moja twarz zyskuje zdrowego wyglądu a efekt utrzymuje się dość długo, w moim przypadku jest to około 7 godzin. 

Cały czas nie mam jeszcze odwagi, aby spróbować metody aplikacji na mokro, do czego zachęca producent: w tym celu spryskaj najpierw pędzelek wodą termalną lub hydrolatem. Następnie delikatnie, okrężnymi ruchami, wetrzyj kosmetyk w pędzel. Konsystencja podkładu przybierze wtedy postać kremową i otrzymasz jednocześnie mocniejsze krycie.

ZALETY:
  • bardzo szybko nadaje zdrowy wygląd bez zatykania porów i podrażniania skóry. 
  • prosty skład  
  • zapewnia ochronę przeciwsłoneczną SPF10. 
  • działanie antybakteryjne. 
  • bezpieczny: nie zawiera konserwantów, silikonów, nanocząsteczek, parabenów, syntetycznych substancji zapachowych, talku, tlenochlorku bizmutu oraz szkodliwych chemicznych dodatków.


pojemność: 10g
cena: 69,99

Jeżeli spodobał Wam się podkład Ecolore  to odsyłam na stronę producenta: TUTAJ

Do kupienia m.in TUTAJ
W tym roku zajączek odwiedził mnie ciut wcześniej i przyniósł mi wspaniałe szczotki do masażu. Jak już pisałam w poście poświęconym masażu na sucho klik, moje szczotki mają już ponad 5 lat i to pewnie dlatego, zajączek sprawił mi tak miłą niespodziankę - szczotkę do ciała i mniejszą do twarzy.


Wizualnie szczotki są prześliczne, dopracowane w każdym calu. Włosie jest równo przycięte o odpowiedniej szorstkości.
Prezentują się bardzo ekskluzywnie. 



SZCZOTKA DO TWARZY
Do tej pory używałam do twarzy znacznie większej szczotki, którą już pokazywałam na blogu, ale ta jest 100% lepsza. Przede wszystkim ma rączkę i bardzo łatwo się nią wykonuje masaż, jest mniejsza przez co można "dotrzeć" do trudnych miejsc np. koło nosa. Po masażu skóra jest idealnie gładka, pozbawiona  zbędnego naskórka, dobrze ukrwiona, ale nie jest podrażniona. Sami decydujemy o sile nacisku przez co nie ma mowy o silnym zaczerwienieniu.



SZCZOTKA DO CIAŁA wykonana jest z pięknego drewna bukowego oraz naturalnej szczeciny świńskiej. Mimo, że włos świński kojarzy się dość "ostro" szczotka ta  doskonale masuje i nie podrażnia delikatnej skóry.


Szczotka ta posiada wygodny i praktyczny pas, który bardzo ułatwia masaż.

Początkowo ze szczotki  podczas masażu wychodziły pojedyncze włoski - co bardzo mnie denerwowało, ale wystarczyło przeczesać szczotki zwykłym grzebieniem i po kłopocie.

wymiary: 8 x 13 x 4 cm

Szczotki możecie kupić TUTAJ 

Cena: 
Szczotka do ciała: 39,00
szczotka do twarzy: 18,90

Nie wiem jak Wy, ale u mnie apetyt roście w miarę jedzenia. Odwiedziłam sklep firmowy i mało nie zbladłam - wszystko piękne i aż się śmieje. To co zwróciło moją uwagę, to szczotki do masażu ciała, ale te z drewnianym uchwytem- idealne do pleców :) oraz inne szczotki jak np. do mycia jarzyn , garnków. 



Dłonie to nasza wizytówka, bardzo często pomijana w codziennej pielęgnacji. Nawet ja sama dość często traktuje je po macoszemu. Budzę się gdy są suche i szorstkie. Niestety stają się takie często gdy wracam z pracy, gdzie "państwowe" mydło jest "wątpliwej jakości" i co tu dużo mówić - sprawia, że skóra na moich dłoniach dosłownie się kurczy. 

Jakiś czas temu otrzymałam prześliczną przesyłkę od YOPE - markę tę zdążyłam już zauważyć wcześniej w moich lokalnych, wspaniałych delikatesach - jest w nich wszystko tzw. mydło i powidło, ale są to produkty wyszukane i najwyższej jakości. To tam po raz pierwszy kupiłam płyn do mycia szyb marki YOPE :) (muszę napisać recenzję)
W paczce tej były aż trzy kremy do rąk o różnych zapachach.

Wszystkie kremiki, zamknięte są w 100 ml  metalowych tubkach, z  czarną zakrętką, która irytuje mnie do granic możliwości. Zamknięcie w tej formie jest niewygodne i uciążliwe. Nie ma mowy o szybkim wyjęciu kremu a ponowne zakręcenie też jest nie lada wyzwaniem np. w aucie :) Opakowanie jest śliczne, a zabawne rysuneczki sprawiają, że krem prezentuje się bardzo uroczo i troszkę infantylnie. W miarę wyciskania, tubka zmienia swój kształt i jest mocno "powyginania" jak kiedyś pasty do zębów - pamiętam jeszcze taką metalową nivea - Boże jaka jestem stara :)



Działanie:
Krem ślicznie i dość intensywnie pachnie. Konsystencję posiada lekką i przyjemną, która bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej i lepiącej warstwy. Nawilżenie pojawia się automatycznie a ściągnięcie mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - jednak w ciągu dnia, gdy nie używam ponownie kremu suchość powraca. I żeby nie ta denerwująca mnie zakrętka to byłoby tak wspaniale. 



Kremy do rąk YOPE nie zawierają: olei mineralnych, PEG-ów, silikonów. 




Jeżeli zainteresowały Was produkty marki YOPE zapraszam na stronę TUTAJ


Tak, jak zapowiadałam w poprzednim poście poświęconym różowi Amilie, dzisiaj kolejny makijażowy post - tym razem o naturalnym podkładzie mineralnym tejże marki. Już od dłuższego czas nie używam podkładów w kremie. Mimo, iż początki były trudne, bo nie łatwo się było przestawić, to dzisiaj nie wyobrażam sobie innej techniki, jak tylko pędzel kabuki i sypki podkład.
Od dłuższego czasu szukam tego jedynego, ideału, stąd ostatnio pojawiają się posty o tej tematyce.  Jeżeli chodzi o podkład Amilie to idealnie trafiłam z odcieniem.



Podkład trzyma się cały dzień, idealnie stapia się z cerą. Nie zapycha, nie obciąża i nie uwidacznia suchych skórek, ale !!! cera musi być dobrze nawilżona. Jest to ważna i podstawowa zasada, która dotyczy wszystkich podkładów mineralnych.  Nie nawilżysz to się zdziwisz. 


Nakładanie  podkładu to także żadna nowość i wykonuję to zawsze tak samo, czyli:
na wieczko pudełka wysypuj trochę pyłku, następnie nabieram go pędzlem kabuki i okrężnym ruchem, lekko dociskając aplikuję na skórę kolistymi ruchami, kierując się od zewnątrz do wewnątrz, od dołu do góry. Makijaż wykonuje dosłownie w kilka minut a już jedna warstwa pozwala uzyskać bardzo ładny, naturalny efekt. 

Do aplikacji używam pędzla kabuki także od Amilie. W przeciwieństwie do moich poprzednich pędzli ten jest ogromny ;) ale przez to świetnie trzyma się w dłoni i bardzo łatwo się nim operuje.  



Niestety moja cera nie jest nieskazitelna i często pojawiają się na niej różne niespodzianki, które co prawda są efektem alergii pokarmowej, ale jednak są i często szpecą. Przy dwóch warstwach podkładu  drobne przebarwienia znikają, a koloryt bardzo ładnie się wyrównuje.

Przy dużych "niespodziankach" można sobie bardzo dobrze poradzić i to bez korektora i to jedynie stopniując kolejne warstwy podkładu i nie uzyskując przy tym efektu maski. Skóra jest promienna i zdrowo rozświetlona.



Efekt na twarzy to 2 warstwy podkładu i róż Amilie

Podkład który wybrałam to odcień  Coverage Creme Brulee:

Ciepły odcień tym razem stworzony z myślą o kobietach posiadających jasną oraz średnią karnację. Skomponowany na bazie żółtych oraz złotych tonów, przez co stanowi doskonały wybór na letnią porę. Podkład jest lekki i bardzo naturalny. Nie zatyka porów, ale jednocześnie zapewnia bardzo dobre krycie. Wodoodporna formuła oraz filtr UV czynią go świetnym wyborem bez względu na pogodę.  Cechuje go też gładka, jedwabista konsystencja z delikatnym, promiennym wykończeniem (subtelne glow). Wybierz ten odcień jeśli masz jasną lub średnią karnację i szukasz dla siebie ładnego podkładu o ciepłych tonach. *

- nie zawiera talku, konserwantów, silikonów, nanocząsteczek, substancji ropopochodnych oraz szkodliwych chemicznych dodatków

- zapewnia odpowiednie krycie bez efektu maski

- nie zatyka porów, skóra może w nim swobodnie oddychać

- odpowiedni dla cery trądzikowej, wrażliwej oraz skłonnej do alergii

- długotrwały efekt

- zapewnia naturalną ochronę przed promieniami UV

- wodoodporny*
*opis ze strony sklepu


Składniki:

Mika. Może zawierać: Dwutlenek Tytanu, Tlenki Żelaza, Ultramaryna.

Mika – naturalny minerał. Drobinki miki działają jak małe kryształy, które odbijają i rozpraszają światło, dzięki czemu ukrywają niedoskonałości i sprawiają, że skóra jest promienna i rozjaśniona.

Dwutlenek Tytanu – naturalny minerał. Posiada właściwości antybakteryjne (polecany dla skóry trądzikowej). Jest też naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Znajduje zastosowanie zwłaszcza w kosmetykach dla dzieci lub dla osób o skórze wrażliwej. 

Tlenki żelaza, Ultramaryna – pigmenty

Podkład w cenie 44,90 za 7g do kupienia TUTAJ
Róż który użyłam do zdjęcia opisałam TUTAJ

Ostatnio pisałam o mineralnych podkładach, dzisiaj przyszedł czas na róż. Wbrew pozorom róż to bardzo ważny punkt codziennego makijażu. Odpowiednio dobrany sprawi, że twarz nabierze nie tylko "zdrowego rumieńca" ale będzie wyglądać zdrowo i świeżo. Dzisiaj przedstawię Wam zupełną nowość - markę Amilie


"Amilie to produkty, które zrodziły się z ogromnego zamiłowania do kosmetyków naturalnych. Pomysłodawczynią firmy jest Magda Gabryś – to ona zrobiła pierwszy krok w stronę powstania firmy. Zależało jej na tym,  aby były one w 100% mineralne i były pozbawione konserwantów (parabenów) a także innych szkodliwych chemicznych dodatków. Jej celem było stworzenie idealnie wtapiających się w cerę, lekkich kosmetyków, które nie zatykają porów i dzięki którym skóra może swobodnie oddychać, ale jednocześnie zapewniających odpowiednie krycie wszelkich niedoskonałości cery bez nieestetycznych smug. Ważny był dla niej także długotrwały efekt bez konieczności dokonywania poprawek w ciągu dnia oraz łatwość w aplikacji."

Jak powiedziałam "A" to trzeba powiedzieć "B" dlatego razem z różem postanowiłam zafundować sobie także pędzel. Mój mocno wysłużony pędzel ZAO , już trochę przeszedł i nadszedł czas na nowe. Pędzelek jest nie tylko śliczny, ale także milusi i mimo swoich niewielkich rozmiarów świetnie się sprawdza. Dodatkowo jego rączka w całości wykonana jest z ekologicznego drewna bambusowego pochodzącego z kontrolowanych zasobów (własna plantacja producenta). Z kolei włosie to bardzo miękkie i antyalergiczne włókna syntetyczne.

Na róż trafiłam szukając mineralnych kosmetyków, ale zupełnie innych niż miałam dotychczas. Czasami warto szukać  nowych , mniej znanych produktów, bo tylko wtedy jest szansa, że odkryjemy prawdziwą perełkę. 

Do Amilie skusił mnie oczywiście skład ponieważ są to kosmetyki w 100% mineralne i były pozbawione konserwantów i innych szkodliwych dodatków. Producent obiecuje, że produkty te nie zatykają porów i dzięki którym skóra może swobodnie oddychać ale jednocześnie zapewniających odpowiednie krycie wszelkich niedoskonałości cery bez nieestetycznych smug. Dodatkowo, cena tych kosmetyków jest według mnie niezbyt wygórowana i śmiało można sobie na nie pozwolić.

Wśród bardzo bogatej oferty wybrałam odcień Audrey



"Piękny pudrowo różowy, delikatny matowy róż do policzków w stylu Audrey Hepburn. Doskonałe wykończenie makijażu. Odpowiedni dla kobiet, którym zależy na uzyskaniu świeżego, dziewczęcego wyglądu. Nadaje skórze zdrowego kolorytu przez co ta, wygląda znacznie młodziej. Uroczy kolor, który całkowicie odmienia twarz i podkreśla jej walory. Dzięki możliwości uzyskania różnego stopnia intensywności koloru w zależności od potrzeby polecany jest on zarówno na co dzień jak i na ważne wyjście. Prezentowany kosmetyk jest też wodoodporny i trwały. Dzięki gładkiej, jedwabistej konsystencji produkt łatwo się aplikuje i nie tworzy nieestetycznych plam czy smug. Doskonały dla każdego typu cery – także wrażliwej, alergicznej i z problemami."


Róż jest bardzo subtelny i delikatny, dzięki czemu dodaje nam tylko lekkiego, młodzieńczego rumieńca a lat. Wspaniałe jest to, że nie można z nim przesadzić, co było np. z różem ZAO - gdy się zapędziłam to miałam pąsy jak "straganiara"  i musiałam ratować się kolejną warstwą pudru :( Tutaj nie ma o tym mowy, róż idealnie się rozprowadza i nie wiem czy odpowiednio to opiszę, ale jest tak subtelny, że nie rysuje na twarzy konturów - róż tworzy idealne rozmycie i nie mam policzków jak rysuje mój syn.


Aby efekt był zadowalający bardzo istotny jest zarówno dobór odpowiedniego odcienia różu, jak i prawidłowa technika aplikacji. 

Róż to tzw. kropka nad "i" dlatego nakładamy ją na sam koniec makijażu. Niewielką ilość różu należy wysypać na pokrywkę a następnie odpowiednim pędzlem, najlepiej skośnym rozetrzeć go na pokrywce. Teraz wystarczy stuknąć pędzlem o pokrywkę i delikatnie nakładać na twarz. 

Efekt postaram się pokazać, jak napiszę recenzję podkładu Amilie, którego także jestem szczęśliwą posiadaczką. 



Jeżeli zainteresowałam Was marką to odsyłam do sklepu amilie.pl 
Cena różu to 32,90 
Cena pędzla to 32,00
Szczotkowanie na sucho to bardzo stara metoda oczyszczania ciała, wywodząca się z medycyny chińskiej. Dawniej zamiast szczotek używano wysuszonych traw. Metoda ta nie tylko upiększa nasze ciało, ale sprawia, że napływają siły witalne, wytwarzają się endorfiny i ogólnie czujemy się wspaniale.Ta stara metoda szczotkowania ciała nie tylko poprawia jędrność, ale także zmniejsza cellulit, pobudza krążenie, redukuje stres i oczyszcza organizm z toksyn. Praktycznie bez zbędnych kosztów uzyskamy fantastyczny efekt i nie potrzebujemy super drogich kosmetyków. Jedyne w co musimy zainwestować to w szczotkę z naturalnego włosia, a najlepiej dwie: jedną do ciała – bardziej szorstką i drugą do twarzy – delikatniejszą. 


Dobra szczotka to podstawa!

Sprawa kupna szczotki nie jest wcale łatwa, bo te naturalne są bardzo drogie czasami wręcz mam wrażenie, że zbyt drogie. Jednak nie można zbyt oszczędzać, gdyż jest to wydatek na lata. Ja swoje (widoczne na zdjęciach) mam już pięć lat i jak widać mają się świetnie. Pierwszą szczotkę kupiłam w sklepie stacjonarnym z produktami naturalnymi i wtedy mocno przepłaciłam a z drugą byłam już mądrzejsza, bo kupiłam ją w sklepie  jeździeckim :) Tak, tak, to szczotka dla konia :) Wykonana z naturalnego włosia, jest miękka i sprawdza się idealnie do masażu twarzy. 


Szczotka do czyszczenia konia :) jest nawet bardziej poręczna, bo posiada wygodną taśmę.
 Jak prawidłowo wykonać suchy masaż?

Jak sama nazwa wskazuje do masażu nie używamy żadnych kosmetyków - tylko szczotki.

Masaż należy rozpocząć od nóg i delikatnie przesuwać się w górę - jakbyście je odkurzali. Każdy ruch  musi iść w kierunku serca.   
Masaż rąk rozpoczynamy od dłoni a następnie kierujemy się ku ramionom, aż do szyi.
Brzuch, ramiona, kolana, biodra, nadgarstki i kostki szczotkujemy wykonując ruchy kuliste. 

Siłę nacisku regulujemy, tzn. tam, gdzie skóra jest cienka, masujemy delikatnie, a dociskamy mocniej tam, gdzie jest grubsza.

Podczas masażu nie zapominamy też o biuście - aby nie było zastojów limfatycznych, które mogą powstać od biustonoszy.




https://www.youtube.com/watch?v=7ANy_2xWLAo 
Dla pewności wklejam filmik, który bardzo dokładnie pokazuje, jak wykonać masaż






Podczas szczotkowania widać gołym okiem, jak martwy naskórek "lata" wokół nas a ciało nabiera lekko różowego koloru. Dlatego nie przed, a po masażu należy wziąć prysznic a następnie użyć ulubionych olei czy balsamów. Jak stawiam na oleje, chociaż bliżej lata - szukam lekkich balsamów, lotionów.

Masaż twarzy to idealny sposób na ujędrnienie i spłycenie zmarszczek. Wykonujemy go znacznie delikatniejszą szczotką, rozpoczynając od szyi i brody.  
Policzki masujemy okrężnymi ruchami prawy policzek masujemy w lewo, lewy w prawo. Czoło szczotkujemy od środka do zewnątrz.



Co daje suchy masaż?

1. Relaks i przyjemność - wrażenie posprzątanego ciała :)
2.Poprawia krążenie krwi,
3. Wygładza i ujędrnia ciało
4. Redukuje stres,
5. Rozluźnia mięśnie,
6. Zmniejsza cellulit
7. Zapobiega wrastaniu włosków po depilacji,
8.Przyspiesza metabolizm

Masaż staram się wykonywać codziennie wieczorem i zajmuje mi to ok. 10 minut.  Efekty są imponujące, ale tutaj liczy się systematyczność. Choć pierwsze rezultaty są widoczne już po 3-4 masażu.

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami, to też buszuję w sklepach internetowych szukając fajnych pomysłów na prezenty. Mój mąż zachorował ostatnio na tą samą chorobę co ja: "naturalna pielęgnacja bez chemii" Co prawda nie zna się na składnikach, ale pilnie się uczy i zrobił w swoich zbiorach kosmetycznych prawdziwą czystkę. Pomimo, że to osoba bardzo oszczędna - wyrzucił do kosza sporą ich część. Jednak wracając do postu :) Podczas ostatnich zakupów - typowo prezentowych wrzuciłam do kosza śmiesznie wyglądający grzybek :) naturalny pumeks hammam. Nie spodziewałam się po nim szczerze mówiąc nic wielkiego, ale ponieważ widziałam identyczny w sklepie naturalnym za ceną znacznie droższą to nie wahając się kupiłam w ciemno.


Opis producenta:
PUMEKS HAMMAM 100 % NATURALNY, MAROKAŃSKI PUMEKS WYKONANY Z GLINY
  •  Tradycyjnie używany podczas rytuału hammam.
  •  Idealny do stosowania w zaciszu swojej łazienki
  •  Doskonały do usuwania zrogowaciałego i martwego naskórka
  •  Stopy należy namoczyć, a następnie przystąpić do zabiegu ścierania skóry
  •  Skóra stóp staje się oczyszczona, gładka i miękka




Moja opinia:

Pumeks dzięki swojemu kształtowi bardzo wygodnie trzyma się w dłoni, jest poręczny i zgrabny. Nie sądziłam, że w ogóle potrafi wygładzić pięty, ale się myliłam. Po namoczeniu bardzo ładnie ściera martwy, zrogowaciały naskórek  w sposób bardzo delikatny. Jak się okazało, żadna to z niego nowość a ja odkryłam go dopiero teraz, ale pomyślałam sobie, że dokupię jeszcze kilka sztuk i dam go jako dodatek do wielkanocnych prezentów.  
Pumeks kosztuje niewiele, bo zaledwie  5,99 zł
Kupiłam go w sklepie: KOSMETYKI - MAYA  klik 


W sklepie tym kupiłam jeszcze kilka fajnych męskich kosmetyków, ale niestety  na ich recenzję trzeba będzie poczekać i to dość długo. Nie wiem jak Wy to widzicie, ale mój mąż cały czas narzeka, że typowo męskich kosmetyków naturalnych jest bardzo mało.