Najnowsze posty

Od dłuższego czasu oczyszczam twarz olejami a od niedawna cudownym musem oczyszczający od Green Anna o którym pisałam tutaj - klik
Do tego "zabiegu" zakupiłam muślinową ściereczkę, którą miałam idealnie zbierać zanieczyszczenia i makijaż.


Ściereczka prezentuje się wręcz uroczo, jest taka słodka dzięki ślicznej różowej wstążeczce. Wszystko pięknie do póki jej nie użyjemy. W kontakcie ze skórą wcale nie jest taka miła i delikatna jak się spodziewałam. Mam wręcz wrażenie, że jest szorstka. Po kilku użyciach mimo codziennego prania w mydle aleppo jej wygląd jest tragiczny. Trzeba ją chować głęboko, bo wstyd pozostawić ją na widocznym miejscu. 


Ktoś powie, że to tylko wygląd tak, ale do tego bardzo słabo trzyma ciepło. Gdy ją zamoczę  w gorącej wodzie to zanim ją położę na twarz, traci bardzo szybko swoje ciepło. Jak mam być szczera to znacznie lepsza jest ściereczka z mikrofibry zakupiona za kilka złotych. 


Podsumowując
Jeżeli ktoś chce to oczywiście może spróbować użyć muślinowej ściereczki tym bardziej, że jest to wydatek rzędu 10 zł, ja jednak polecam ściereczkę z mikrofibry - tańsza, milsza w dotyku, długo utrzymuje ciepło i po wypraniu nadal wygląda bardzo dobrze. 
Coraz częściej słyszy się o szkodliwości kolorowych i zapachowych świec, dlatego tak też ochoczo pojawiają się w sklepach ekologiczne świece sojowe czy z wosku pszczelego. Bardzo mnie to cieszy, jednak ich cena często jest mocno przesadzona. Ostatnio widziałam reklamę świecy sojowej w cenie 120 zł.
Nie chce nikogo krytykować ale 120 zł za świece to moim zdaniem gruba przesada. Dlatego postanowiłam sama się pobawić i zrobić własne świece sojowe z dodatkiem naturalnych olejków eterycznych. 
Celowo użyłam słowa bawić, bo to na prawdę świetna sprawa, która odpręża, relaksuje i cieszy.


Wykonanie świecy jest dziecinie proste. Potrzebujemy wosk sojowy, knoty, szklane słoiczki, olejki eteryczne i termometr.
Ja zdecydowałam się na 100% naturalny wosk sojowy, który nie zawiera syntetycznych dodatków i jest odpowiedni także do zrobienia świec do masażu a nawet  do produkcji kosmetyków:kremów, balsamów do ciała itp.

1 kg wosku kosztuje ok 25 zł
Teraz wystarczy rozpuścić wosk w kąpieli wodnej. Trzeba jednak uważać, aby nie przekroczyć 90°C.

  
Gdy temperatura będzie miała 60°C do wosku można dodać ulubione olejki eteryczne. Do wosku można dodać maksymalnie do 12% olejków.
Po zmieszaniu przelewamy wosk do słoiczków. Wcześniej jednak knoty moczymy w wosku i  przyklejamy pośrodku słoiczka i przytrzymujemy 1-2 minuty do momentu aż wosk zastygnie. Ja do tego wykorzystałam pałeczki od sushi.
Aby powierzchnia świecy była gładka należy zalewać  woskiem o niskiej temperaturze, jednak wosk powinien być w stanie płynnym.


Po zalaniu należy odstawić świece na dobę aby dobrze zastygły. Ja do swoich słoiczków dekoracyjnie poukładałam anyż, płatki kwiatów bławatka, ziarenka kawy a nawet laskę cynamonu.


Bardzo cieszę się z tych naturalnych świec, bez barwników, szkodliwych substancji. 
Zachęcam Was do własnej produkcji tych świec. To także fajny pomysł na prezent dla bliskiej osoby. 


To była najulubieńsza pasta mojego dziecka (teraz już na szczęście dorósł do miętowych i nie mam już z nim tego typu problemów). Gdy był jednak mały cały czas miałam problem z myciem jego ząbków - każda pasta była beeeee. Ta jedna przypasowała mu najbardziej. Przede wszystkim dzięki fajnemu kolorowi i cudownemu smakowi.
Pasta jest naturalna, oczywiście bez zawartości fluoru, mentolu, cukru czy środków pieniących - idealna do maluchów.


Pasta posiada truskawkowo-malinowy smak i aromat a do tego jej wygląd też podoba się maluchom.  
Wyciągi z melisy i nagietka sprzyjają zachowaniu równowagi flory bakteryjnej jamy ustnej. 


Pasta ta nie zawiera olejków eterycznych.


Skład: gliceryna, uwodorniony kwas krzemowy, woda, ksylitol, wyciąg z korzenia buraka, guma ksantanowa, wyciąg z nagietka lekarskiego*, destylat melisy lekarskiej*, sól morska, karwon, karmin, aromat**

Skład INCI: Glycerin, Hydrated Silica, Aqua, Xylitol, Beta Vulgaris Extract, Xanthan Gum, Calendula Officinalis Extract*, Melissa Officinalis Distillate*, Maris Sal, Carvone, CI 75470, Aroma**.
* składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych
** naturalne olejki eteryczne

Nie zawiera parabenów, PEG, surowców pochodzących z martwych zwierząt, syntetycznych substancji barwiących, zapachowych oraz konserwujących ani surowców na bazie olejów mineralnych. Nie testowany na zwierzętach.


Dzisiejszy post dotyczy gronkowca i trudnej walki z nim. Dzięki wielotorowości udało mi się zwalczyć gnidę u mojej koleżanki. Obiecałam jej, że podzielę się tym sukcesem na moim blogu, tym bardziej, że sukces nasz potwierdziły wymazy z gardła gdzie ów diabeł siedział.
 
Gronkowiec to tylko pozornie bakteria, którą ma na ciele co drugi człowiek. Lekarze bardzo bagatelizują ten problem, przeważnie zapisują antybiotyki, które i tak nic nie dają. Ba! po kilku dniach staja się nawet dla gronkowca pyszną odzywką. Jedno jest pewne, jak ktoś stanie się dla niego domem, to zaczyna się prawdziwe piekło z cyklu „sąsiad mój wróg”. Walka jest długa, kosztowna i męcząca. Uśpiony gronkowiec atakuje przy spadku odporności i za każdym razem staje się silniejszy. Najgorszy jest gronkowiec złocisty, który jest oporny na antybiotykoterapię. Aby się z nim uporać przeszłam drogę przez mękę. Na szczęście to nie ja byłam posiadaczka tej bakterii, ale bardzo bliska mi osoba, której z całych sił chciałam pomóc nie zważając nie nic. Poniżej opiszę Wam, jak moimi metodami, pomogłam pozbyć się dziada (mam nadzieję) raz na zawsze. Ulokowany był on w gardle i jamie ustnej. Przytulony został w szpitalu, co zupełnie nie dziwi, gdyż jest to najbardziej prawdopodobne miejsce, gdzie z łatwością go złapiemy. 

Zaznaczę tutaj, że pomogłam mojej koleżance czytając bardzo dużo artykułów, materiałów na temat naturalnych metod walki z gronkowcem. 

źródło: http://thefoodpoisoninglawyers.com

Oto co zaleciłam (no niczym profesjonalna szamanka)  ;)
1.Na pierwszy ogień poszły inhalacje z olejku z drzewa herbacianego. Do wody z garnkiem kilka kropel olejku, ręcznik  na głowę i wdychać głęboko. Ważne jest aby starać się podczas inhalacji wizualizować, że z każdym wydechem paskud opuszcza swój ciepły domek.
Do tego płukanie gardła wodą z olejkiem z drzewa herbacianego.




2.Herbata z krwiściągu – zaparzać ok. 20 min  płukać gardło.
Brak rezultatów

3. Okadzanie mokrymi gałązkami brzozy.
Już od dawien dawna wiedziano,   że zawarta w brzozie betulina  i kwas betulinowy posiadają właściwości lecznicze. Właśnie podczas palenia brzozy uwalania się cenna dla nas betulina.
Brzmi to bardzo prosto, rozpalić i wdychać. Otóż cały ten proces jest bardzo długotrwały, męczący a samo rozpalenie mokrych gałązek trudne. Po wielu próbach okazało się, że wręcz idealne do tego jest rozpalacz kominkowy. 

źródło: google


Rozpalamy suche drewno a potem dokładamy mokrą brzozę.
Do 4 dnia nic się nie działo, żadnych efektów, aż piątego dnia przyszedł tzw. kryzys. Gronkowiec zaatakował ze zdwojoną siłą. Załamanie totalne. Byłam pewna, że cała akcja z brzozą potrwa max 7-10 dni, ale nie brałam pod uwagę kryzysów, ale tak się dzieje i po prostu trzeba to przeczekać.


4. Picie soku z brzozy
5. Żucie goździków
6. Olejek z oregano
7. Witamina C, ja wybrałam, naturalną, lewoskrętną w dawce 2000 rano i wieczorem.

8. Aerozol z propolisu. Tą metodę polecono mi na jednej z grup na fb. Mimo, że miałam w domu propolis  nie pomyślałam, aby aplikować go bezpośrednio do gardła. Stosowałam za to miód propolisowy o którym pisałam tutaj
9. Srebro koloidalne zakupione z internecie - pomogło najbardziej - picie i płukanie gardła.


Co pomogło?
Przez cały czas wciąż słyszałam, że nic nie działa i te wszystkie moje zalecenia są do d...
Jednak po 4 miesiącach okazało się, że jest lepiej. Samopoczucie się poprawiło i wysłałam ją aby zrobiła wymaz.  
Chyba najwięcej pomogła palona brzoza i srebro, ale wszystkie pozostałe metody walki z gronkowcem moim zdaniem też nie pozostały bez echa.
Szczerze to nie wiem co najbardziej pomogło. I też jak teraz komuś radzę jak walczyć z tym paskudnym gnojkiem, to zalecam to co napisałam wyżej.
Najważniejsza jest cierpliwość i wiara. Naturalne metody nie przynoszą natychmiastowych efektów. Osoba o której dziś piszę, niestety szybko się załamuje, nie potrafi myśleć pozytywnie, ani walczyć. Rozumiałam ją doskonale, gdyż walczyła z gronkowce już 5 lat niż zaczęłam ją „prowadzić”.
Każdy jest inny, ale pesymistyczne myślenie i ciągłe użalanie się nad sobą nic nie daje, a dodatkowo pogłębia chorobę. Przecież wszystko jest możliwe, tylko małymi kroczkami, pomalutku należy wyglądać słońca. Mam nadzieję, że ten wpis komuś się przyda, bo ja poświęciłam bardzo dużo czasu, aby to wszystko ogarnąć. 
Na szczęście się udało, ale cała akcja trwała przeszło 4 miesiące.Walka z nim nie była łatwa, kiedy wydawało się, że już jest lepiej, że powoli jest poprawa - ten paskud atakował jeszcze bardziej.
Gronkowiec zniknął bez antybiotyków i mam na to dowód w postaci wymazu z gardła. Podczas naturalnych metod nie były stosowane żadne leki apteczne. W pewnym stopniu jestem z siebie bardzo dumna, mąż mówi, że w poprzednim wcieleniu byłam chyba wiedźmą. Może ma rację .... :)

Wszystkim którzy walczą z gronkowcem życzę wytrwałości i nie poddawajcie się choćby nie wiem co się działo. Tą walkę można wygrać - wiem co mówię.



Od miesiąca stosuję zupełną nowość Weledy - masło do ciała o  przemiłym i aromatycznym zapachu. Marka jest mi znana od dość dawna i bez obaw testuję jej wszelkie nowości, bo wiem, że niczym nie ryzykuje. Kosmetyki są naturalne a moja skóra je toleruje bardzo dobrze nie wywołując żadnej alergii - co w moim przypadku nie jest takie proste. To co zachwalają inne dziewczyny na blogach bardzo często u mnie się nie sprawdza. 
Weleda dba o mnie od bardzo dawna i śmiało mogę sobie eksperymentować z ich kosmetykami. Dziś opowiem Wam o fantastycznym maśle do ciała, które teraz, zimą, jest po prostu niezbędne.


Teraz gdy cały czas przebywamy w ogrzewanych pomieszczeniach nasza skóra dość mocno to odczuwa. To właśnie zimą najbardziej traci ona na elastyczności a nawet łuszczy się.  Dlatego wraz ze zmianą pory roku powinniśmy nie tylko zmienić garderobę, ale także kosmetyki. To co sprawdza się latem, zimą nie będzie dla nas odpowiednie. 
Masło od Weledy doskonale otula skórę przyjemną i kojącą warstewką, która idealnie dba o odpowiedni poziom nawilżenia całego ciała.

Masło zaskoczyło mnie konsystencją sądziłam, że będzie bardzo tłuste o twarde i zbite. Tymczasem masełko jest przyjemnie kremowe i bardzo łatwo się go aplikuje. Wchłania się bardzo dobrze i nie pozostawia tłustej warstwy. Jednak ja mam bardzo suchą skórę i na innej może pozostawić delikatny film. 
Masło stosuje rano i wieczorem. Już po tygodniu odczułam wyraźną różnicę w stanie mojej przesuszonej skóry. Stała się wyraźnie nawilżona i zniknęły, jak ja to nazywam, rybie łuski na nogach.W dotyku jest teraz gładka i przyjemna bez szorstkości.
Masełko w swoim składzie zawiera bardzo łagodzące i cenne dla skóry wyciągi roślinne z fiołka, nagietka lekarskiego i rumianku. 


Jak widać masełko ma konsystencję lekką, prawie puszystą. Pięknie się wchłania i bez obaw mogę go stosować także przed pracą. 



Masło zamknięte jest w dość duży, plastikowy, zakręcany słoiczek z typową dla marki etykietą.
Ile ludzi tyle opinii, ale ja uwielbiam kosmetyki właśnie w takich słoiczkach. Nigdy nic mi nie wyskoczy a i kosmetyk mogę zużyć do samego końca. 

Składniki zawarte w tym kosmetyku są naturalne i bezpieczne. 

INCI: Water (Aqua), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Stearic Acid, Palmitic Acid, Pentylene Glycol, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, ViolaTricolor Extract, Alcohol, Betaine, Carrageenan, Xanthan Gum, Lactic Acid, Glyceryl Caprylate, Sodium Capryol/Lauroyl Lactylate, Fragrance (Parfum), Limonene, Linalool, Benzyl Benzoate, Geraniol.

Produkt do kupienia w drogeriach Hebe




Jeżeli zainteresował Was to masełko to odsyłam na fb:
Weleda Polska - klik



Przyznam się Wam szczerze, że kosmetyki o których dziś opowiem otrzymałam do testów. Zgodziłam się na to po rozmowie z Panią Anną, która wytwarza je ręcznie. Wiedziałam, że produkty te muszą być wyjątkowe, gdyż ich produkcja rozpoczęła się z myślą o jej synku, który ma wysoce alergiczną i delikatna skórę. To mnie przekonało i zgodziłam się na przetestowanie tych kosmetyków. Po kilku niezbyt udanych eksperymentach z kosmetykami naturalnymi podchodzę także i do nich bardzo ostrożnie.  
W moje ręce trafił mus oczyszczający i krem na noc.


Oba produkty są umieszczone w szklane słoiczki z bardzo prostymi a zarazem klasycznymi etykietami. Całość prezentuje się bardzo elegancko. Jednak według mnie czcionka mogłaby być bardziej czytelna - bo ja osobiście mam problem z dokładnym przeczytaniem składników.

Produkty wytwarzane są ręcznie z użyciem naturalnych składników. Oba kosmetyki są wyjątkowe a mus szczególnie. To właśnie on  ujął mnie najbardziej.

Opis producenta:
Organiczny, ręcznie robiony mus do mycia i masażu twarzy. Delikatnie myje, usuwa zanieczyszczenia  i obumarłe komórki, rozpuszcza makijaż. Reguluje wydzielanie sebum. Doskonały do każdego rodzaju cery. Pozostawia skórę czystą, świeżą i jedwabistą. Zawiera 100% składników pochodzenia roślinnego, naturalnego.

Właściwości:
-doskonale oczyszcza
-nawilża
-reguluję pracę gruczołów łojowych
-napina skórę
-wygładza
-łagodzi podrażnienia
-przywraca blask


Sposób użycia: na lekko zwilżoną skórę twarzy i szyi nanieść niewielką ilość musu. Delikatnie masować skórę przez kilka sekund. Pozwoli to rozpuścić makijaż i dokładnie usunąć inne zanieczyszczenia. Następnie spłukać wodą. Osobom o bardzo suchej i wrażliwej skórze zalecamy następnie  użycie kremu odżywczo - regenerującego.


Moja opinia:

Zapach przyjemny, ale dość ostra woń olejku herbacianego sprawiła, że trochę się wystraszyłam. Bałam się, że może uczulać.
Mus jak sama nazwa wskazuje jest puszysty, aksamitny i cudownie rozprowadza się na twarzy i momentalnie zamienia się w płynny olejek. Mus jest przecudowny - nakładam odrobinę na wilgotną skórę i masuję okrężnymi ruchami. Na tak przygotowaną twarz nakładam ciepłą ściereczkę muślinową i zmywam cały makijaż oczu. Jednak w przypadku oczu trzeba bardzo ostrożnie - bo w moim przypadku jednak po chwili łzawią - mam bardzo wrażliwe oczy. Po takim demakijażu skóra błyszczy - jest cudownie oczyszczona a przy tym nawilżona.
Polecam, bo nawet oleje tak doskonale nie oczyszczały mojej twarzy jak ten mus !!!



Drugi produkt to krem odżywczy na noc. Posiada zbitą i dość twardą konsystencję, jednak podczas kontaktu ze skórą szybciutko się rozpuszcza tworząc oleistą ciecz, która na mojej suchej skórze bardzo szybko się wchłania. Owszem pozostawia delikatny film, ale jest to kosmetyk przeznaczony na noc i w niczym mi to nie przeszkadza wręcz odwrotnie - czuję, że skóra pochłania cenne składniki odżywcze. Przez co rano jest wyraźnie nawilżona i odżywiona. 
Co ważne krem jest bardzo delikatny i nie wywołuje żadnych podrażnień.



Opis producenta:

Intensywnie regenerujący i odżywczy krem do pielęgnacji twarzy na noc. Dzięki  starannie dobranym, naturalnym składnikom, nadaje się do każdego typu cery, a szczególnie cery wrażliwej z problemami. Doskonale odbudowuje najgłębsze struktury skóry. Nawilża, regeneruje, odbudowuje, ochrania. Wygładza cerę, spłyca drobne zmarszczki i  blizny. Przywraca prawidłowe funkcjonowanie skóry, przez co osoby mające problemy  z trądzikiem, zauważają znaczna poprawę cery już po kilku dniach stosowania kremu.
Dzięki tylko i wyłącznie naturalnym składnikom, krem jest całkowicie bezpieczny* i może być stosowany przez całą rodzinę, nawet dzieci od 12 miesiąca życia.

Właściwości:
- odżywia i regeneruje
- nadaje lekko brązowy koloryt
- napina i uelastycznia skórę
- przyspiesza gojenie się ran
- wygładza i nadaje cerze blask
- likwiduje podrażnienia
- spłyca zmarszczki
- natłuszcza i głęboko nawilża
- reguluje wydzielanie sebum

Skład: organiczne masło shea, organiczne masło kakaowe, olej jojoba, olejek pomarańczowy, witamina E

Bardzo fajne kosmetyki i bardzo się cieszę, że miałam okazje je poznać. Na razie kosmetyki te można kupić tylko poprzez stronę facebooka Green Anna  Mam wielką nadzieję, że już niedługo będzie można je kupić na stronie internetowej Green Anna - i na pewno moim pierwszym zakupem będzie mus :)