Najnowsze posty

Maj to szczególny miesiąc dla zielarzy i miłośników ziół. To właśnie teraz jest wspaniała okazja do zbioru m.in.: pokrzywy, pędów sosny, kwiatów czarnego bzu, kwiatów koniczyny oraz mniszka lekarskiego. Ostatnio dużo mówi się o miodzie z mniszka. W mojej rodzinie nie jest to żadna nowość. Już moja babcia zbierała kwiaty mniszka i robiła z niego pyszny miód. Chciałabym się tutaj podzielić jej przepisem, który bez zmian jest stosowany w moim domu.
Miód z mniszka lekarskiego to bogactwo wielu witamin, m.in: C, A, B i D oraz minerałów takich jak potas, magnez, żelazo i krzem a także asparaginę, która pobudza pracę mózgu. Miód ten podczas przeziębienia i grypy łagodzi kaszel. Dodatkowo:
wspomoże układ pokarmowy i odpornościowy,
łagodzi infekcje układu moczowego - wpływa pozytywnie na nerki oraz pęcherz 
działanie przeciwzapalne i przeciwwirusowe
poprawia trawienie
oczyszczanie organizmu z toksyn
 
Miód z mniszka lekarskiego


PRZEPIS:
400 szt samych kwiatów mniszka
1,5 litra wody
1,5 kg cukru
2 cytryny

Kwiaty obrać z zielonych listków, gdyż dają one lekko gorzki smak. Następnie włożyć je do garnka, zalać wodą i odstawić na 24 godziny. Następnego dnia zagotować, przecedzić i wycisnąć.
Do soku wsypać cukier i gotować na małym ogniu, aż będzie syrop. 
Cytrynę dobrze umyć i wyparzyć. Pokroić w plastry i dodać do syropu - dalej gotować bez przykrycia, co jakiś czas mieszając - około 3 h). 
Przelać go do wyparzonych słoików i pasteryzujemy 15 minut.

Polecam Wam ten miodek, jest pyszny zarówno do herbaty jak i jako dodatek do deserów, czy też gofrów.


Razem z mężem stoimy przed wyborem nowej kuchenki. Oczywiście zarówno nasz projektant, jak i mój mąż jednym chórem wołają "tylko kuchenka indukcyjna". Moje argumenty w ogóle do nich nie trafiają, ba! patrzą na mnie z wielkim politowaniem. Dlatego postanowiłam zebrać materiał na temat płyn indykcyjnych i ich wpływu na nasze zdrowie.

Jak działa kuchenka indukcyjna? 
W kuchniach indukcyjnych pod ceramiczną płytą umieszczono szerokie, płaskie cewki, które generują szybkozmienne pole magnetyczne. Po włączeniu pieca generowane jest pole magnetyczne. Jednak bez odpowiedniego naczynia - specjalnych garnków - pole magnetyczne jest nieskuteczne. 



Dlaczego cieszy się obecnie tak dużym zainteresowaniem? 

 - duża oszczędność energii w porównaniu z innymi płytami grzewczymi, 
 - bardzo szybki czas gotowania, 
 - nic się nie przypali się i przywrze do płyty,

Wśród wad wymienia się tylko krótkie informacje, że płyta wytwarza pole elektromagnetyczne, dlatego nie zaleca się jej stosowania osobom, które mają rozrusznik serca oraz, że w jej pobliżu nie należy trzymać kart płatniczych, ponieważ mogą się rozmagnesować.
Na niemieckich stronach znalazłam informację, że płyt indukcyjnych nie powinny używać osoby z rozrusznikami serca, kobiety w ciąży, pacjenci poddawani chemioterapii lub radioterapii oraz uwaga!!!! dzieci i seniorzy.

Po prostu samo zdrowie! 
Skoro płyta jest bezpieczna, to dlaczego trzeba stać od niej w odległości 30 cm??? 
Niestety wpływ na zdrowie pól o niskiej częstotliwości i pól o wyższej częstotliwości w zakresie kiloherców są wciąż naukowo niewystarczająco zbadane. 
Jak jest na prawdę? Czy kuchenki indukcyjne są szkodliwe? 
 Odpowiedź na to pytanie bardzo trudno znaleźć. Zdania się bardzo podzielone. Istnieje wiele opinii na ten temat, ale nie ma jednoznacznych wyników naukowych. Oczywiście więcej jest zwolenników niż przeciwników. Ci ostatni twierdzą, że płyty indukcyjne powodują szkody dla zdrowia ludzkiego, takie jak bóle głowy, nudności, nowotwory w tym złośliwe guzy. Przeciwnicy indukcji mówią o szkodliwości pól elektromagnetycznych o niskiej częstotliwości, zaś obrońcy tej kuchenki, że wytwarzane pole magnetyczne ma niską częstotliwość rzędu 25 kHz, która mieści się w zakresie fal radiowych. 
Skoro kuchenki są tak szkodliwe, to jak zdały testy bezpieczeństwa? 
Otóż według Powerwatch, testy bezpieczeństwa zakładają, że ciało osoby "normalnie użytkującej kuchenkę" nigdy nie znajdują się od niej bliżej niż 30 cm. Bardzo ciekawe, bo gdy ja gotuję to nie zachowuję tak "bezpiecznej" odległości od kuchenki. Kobietom w ciąży zaleca się korzystanie tylko z tych najdalszych palników. 
Kobiety w ciąży zachęcam do lektury tutaj - klik



Oczywiście producenci pieców indukcyjnych twierdzą, że technologia jest bezpieczna. Twierdzą, że zagrożenie promieniowaniem rozprasza się w odległości kilku centymetrów od krawędzi urządzenia.
Przypomnijmy: kuchenki indukcyjne ogrzewają patelnie, czyniąc patelnię częścią obwodu elektromagnetycznego. Patelnia służy jako przewodnik pola elektromagnetycznego , czyli tego, co podgrzewa patelnię. Ciało ludzkie jest również przewodnikiem pola elektromagnetycznego (EMF). Oznacza to, że po dotknięciu patelni stajesz się częścią obwodu. I ten sam EMF, który ogrzewa patelnię, zaczyna przepływać przez twoje ciało!

Niektórzy zalecają, aby nie używać metalowych łyżek do gotowania gdyż mogą one umożliwić przepływ promieniowania przez ciało podczas gotowania. Najbardziej oczywistym wyborem jest po prostu użycie plastikowych lub drewnianych przyborów , ponieważ nie przewodzą one prądu.



Hans Peter Hutter, zastępca dyrektora Instytutu Higieny Środowiska w MedUni w Wiedniu uważa, że z medycznego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, aby używać kuchenek indukcyjnych przy zastosowaniu odpowiednich środków ostrożności. 
Zachowanie odległości około 30 centymetrów do krawędzi płyty kuchennej, maksymalna moc tylko tylnych palników, a przednie palniki używać na zmniejszonej mocy, nie stosować metalowych łyżek podczas gotowania a garnki powinny być wyśrodkowane i pasować do wielkości palników.
Nie wydaje się Wam to dziwne? Bo mi tak! I wiecie co? Odechciało mi się kuchenki indukcyjnej. Domyślam się, że większość czytelników teraz mnie zlinczuje, ale ze spokojem... Każdy ma wolny wybór. Jeden je gluten inny nie. Dla mnie tylko pojawia się zbyt dużo znaków zapytania. Mało badań. W Polsce nie znalazłam ani jednej strony, która krytycznie wypowiedziałaby się na temat indukcji. Jednak na stronach anglojęzycznych, niemieckich sprawa wygląda już zupełnie inaczej.


Żyjemy w takich czasach, gdzie każdy chce żyć zdrowo i naturalnie. Z każdej strony różni ludzie przekonują nas co jest akurat teraz dla nas najlepsze. Raz to był olej kokosowy, raz nasiona chia a od dłuższego czasu słyszymy, że najlepsze obecnie na rynku są miedziane naczynia, dzięki którym dostarczymy naszemu organizmowi tak bardzo potrzebnej miedzi. Temat bardzo mnie zainteresował. 



Miedź, to wbrew pozorom bardzo ważny pierwiastek, którego nie może zabraknąć w codziennej diecie. Bierze udział w syntezie hemoglobiny i razem z żelazem uczestniczy w transportowaniu tlenu do każdej komórki, zwłaszcza do wrażliwej na niedotlenienie tkanki nerwowej. Od ilości miedzi zależy praca mózgu – zdolność myślenia, zapamiętywania, kreatywność. Mało tego, miedź posiada właściwości przeciwzapalne, zmniejsza ból stawów i usprawnia regenerację tkanki łącznej. Pomaga także prawidłowo funkcjonować tarczycy . 


Skąd u mnie takie zainteresowanie miedzią? Jeszcze w ubiegłym roku rozmawiałam z ciocią, która przez wiele lat mieszkała w Anglii. Od 20 lat nosi na ręce miedzianą bransoletkę gdyż jak twierdzi to właśnie dzięki niej nie cierpi na bóle stawów a i wspaniałe samopoczucie zawdzięcza właśnie tej bransoletce. Zaciekawił mnie ten temat i bardzo dużo szukałam informacji jak miedź wpływa na nasz organizm i jak przenika przez skórę. 
Temat miedzi nie jest niczym nowym bowiem od setek lat ludzie z różnych kultur nosili wykonane z miedzi ozdoby ze względu na ich lecznicze działanie. Już w starożytności odkryto, że miedź posiada właściwości dezynfekujące i przeciwgrzybiczne i właśnie dlatego dziewczęta nosiły miedzianą biżuterię by chronić zdrowie oraz mieć piękną cerę.


Gdy wpisałam w Internecie hasło: zdrowotne właściwości miedzi znalazłam całe masę właściwości. 
  • Bierze udział w syntezie hemoglobiny, 
  • Jest niezbędna do prawidłowego wchłaniania i wykorzystywania żelaza, 
  • Wpływa na przesyłanie impulsów nerwowych i prawidłowy poziom neuroprzekaźników,
  • Odpowiada za prawidłową pracę mózgu, procesy zapamiętywania i zdolność do koncentracji, 
  • Uczestniczy w syntezie kolagenu i elastyny, dzięki czemu wpływa na regenerację tkanki łącznej oraz odpowiada za wygląd i kondycję włosów, skóry i paznokci, 
  • Posiada właściwości antyoksydacyjne, chroni organizm przed wolnymi rodnikami,
  • Jest niezbędna do syntezy melaniny, pigmentu, który decyduje o odcieniu skóry i włosów, 
  • Hamuje rozwój bakterii i grzybów,
  • Chroni przed osteoporozą, 
  • Wzmacnia układ immunologiczny
  •  Poprawia działanie układu trawiennego
  • Wspiera proces odchudzania
  • Poprawia kondycję skóry
  • Działa korzystnie na serce
  • Skutecznie zapobiega anemii
  • Zapobiega stanom zapalnym
  • Reguluje pracę tarczycy

MIEDZIANE NACZYNIA
Nie ukrywam, że moim wielkim marzeniem był zakup miedzianych naczyń: pięknego dzbanka, kubków a nawet garnków. Oprócz tego, że to spory wydatek, zaczęłam intensywnie czytać czy faktycznie gotowanie w miedzianych garnkach jest zdrowe.

No i otworzyłam puszkę Pandory. Oczywiście na stronach sklepów oferujących miedziane naczynia znajdziemy tylko same superlatywy na temat ich produktów.

- woda z miedzianej butelki poprawia system trawienny człowieka, wzmacnia kości, działa silnie przeciwzapalnie, oraz skutecznie eliminuje groźne mikroorganizmy, takie jak pleśnie, grzyby oraz bakterie.

- po wypiciu takiej wody zyskujemy zdolność wypierania z organizmu przez jony miedzi pierwiastków metali ciężkich, takich jak ołów, rtęć czy kadm.

- skóra staje się bardziej zdrowa, elastyczna i pozbawiona zmarszczek. 

- następuje szybsze leczenie wszelkiego rodzaju ran na ciele, czy trądziku.


Niestety też jest i druga strona medalu. Nadmiar miedzi.

Znalazłam badanie, które mówią, że miedź utrudnia usuwanie z mózgu szkodliwych białek, przez co może być jednym z czynników środowiskowych odpowiedzialnych za pojawienie się i postęp choroby Alzheimera.  Zespół profesora z amerykańskiego University of Rochester Medical Center przez trzy miesiące eksperymentowali na myszach. Podawali  im wodę zawierającą śladowe ilości miedzi, czyli takie, które na co dzień spożywają ludzie.W rezultacie okazało się, że

miedź odkładała się w komórkach tworzących ściany naczyń włosowatych zaopatrujących mózg przez co komórki mózgowe nie mogły pozbywać się amyloidu.
Tutaj odsyłam Was do materiału - klik


Dodatkowo dowiedziałam się, że naczynia z czystej miedzi  nie są niczym powlekane i podczas gotowania kwaśnych potraw uwalniają związki miedzi. Zaś te naczynia, które są powlekane, bardzo często zawierają nikiel a o jego toksyczności to już nie muszę pisać.

Czytając te informację, tak na prawdę nie wiem kto ma rację. Jeżeli jednak istnieje choć cień niepewności - a istnieje - to mi osobiście odechciało się miedzianych garnków. Sądzę, że nie będę w stanie opanować przyswajanej przez organizm miedzi. Może i mam niedobory, a może mam nadmiar. Skąd będę wiedzieć, kiedy przekroczyłam normę. Wiem, że możecie się ze mną nie zgodzić. Szanuję to. Garnki są na prawdę piękne. 


Postanowiłam, że kupię sobie za to miedzianą bransoletkę i sama zobaczę czy działa. Pierwszą kupiłam w grudniu 2018  w sklepie ezoterycznym. Teraz patrząc na nią to przypomina mi kawałek blachy uciętej w sklepie metalowym. Potem zobaczyłam inną, piękną i elegancką i po prostu bardzo chciałam ją mieć. Bo ważne jest aby otaczać się pięknymi przedmiotami, które już samym widokiem wprawiają nas w dobry nastrój. I właśnie taką kupiłam sobie w sklepie Bangalore - klik



Wybór odpowiedniej bransoletki także nie był łatwy. Sprzedawcy niestety często  oszukują i oferują wyroby nie do końca z czystej miedzi. Dla mnie bransoletka za 10 zł niby w 100% z miedzi jest mocno podejrzana. To co sprawiło, że wybrałam ten a nie inny sklep to zapewnienie, że bransoletki cechuje wysoka jakość wykonania i niezwykła czystość miedzi wynosząca ponad 96%. Bransoletki Bangalore to także niezwykła dbałość o ekologię i zdrowie klientów, gdyż w procesie pozyskiwania i przetwarzania miedzi nie są wykorzystywane pierwiastki szkodliwe jak rtęć czy aluminium.



Dodatkowo na zakończeniach każdej bransoletki znajdują się magnesy, które mają skutecznie przyspieszać regenerację chorych tkanek, łagodzić ból i działać przeciwzapalnie. Według znanego amerykańskiego lekarza, dr Ken Wianko “Magnesy nie są magią. Ich działanie jest bardzo proste. Każdy narząd i komórka ciała podlega wpływom pola magnetycznego i dlatego magnetoterapia może pomóc ciału odzyskać w naturalny sposób stan równowagi, przynoszący samowyleczenie. Prądy elektromagnetyczne kontrolują działanie komórek, funkcjonowanie tkanek i tym samym życie”.

Terapia magnetyczna jest stosowana i zalecana przy ogólnym zmęczeniu organizmu, bólach głowy, schorzeniach ginekologicznych, a także w problemach z osteoporozą, nadciśnieniem tętniczym, czy chorobach zwyrodnieniowych.

Czy działa? Powiem tak, może jest to podświadomość, może wystąpił u mnie efekt placebo, ale kurcze działa. Czuję się lepiej i mam wrażenie, że poprawiła mi się cera. Czasami bransoletka potrafi zabarwić skórę na zielono – jest to efekt oddziaływania miedzi: kwasy znajdujące się w pocie reagują z miedzią i ta przenika do naszego ciała. 

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Bardzo jestem ciekawa, dajcie znać w komentarzu. 


Kilka miesięcy temu postanowiłam całkowicie zmienić moją dietę - na bardziej zdrową, energetyczną i naturalną. Od razu pojawiło się pytanie jak to zrobić? Każdego dnia zastanawiałam się czym jest zdrowa dieta. Gdy czytasz przeróżne artykuły, po kilku godzinach nie wiesz nic. Jeden mówi, że nie jeść mięsa, inny nie jeść glutenu. Olej kokosowy najzdrowszy na świecie a za chwilę olej kokosowy to zło.  Kawa zdrowa - kawa zła.
Metodą prób i błędów doszłam do wniosku, że trzeba jeść wszystko, ale z umiarem. Nie popadać w skrajność. 


Jednym z moich największych błędów było przeprowadzenie postu dr Dąbrowskiej.  Przestrzegałam go wzorcowo i byłam super zadowolona, gdy guzy na tarczycy uległy dużemu zmniejszeniu, a jeden zniknął. Ta wielka radość, miała niestety drugą stronę medalu. Wypadały mi włosy garściami, paznokcie łamały się jakby były z cieniutkiego papieru, skóra sucha. Bóle brzucha, wypryski na twarzy. Teraz patrząc na to wszystko wiem, że drugi raz bym tego błędu nie popełniła. Nie można wyeliminować z jadłospisu praktycznie wszystko do zera i żywić się tylko wybranymi warzywami. Owszem schudłam 6kg, ale zaraz przytyłam 12kg. I teraz walczę z tymi pozostałościami po cudownym poście. Moim zdaniem, mięso nie jest zbyt zdrowe i warto ograniczyć jego spożywanie.  Jedzenie to energia, żołądek to drugi mózg, więc należy do tego tematu podejść bardzo rozważnie. Nie da się zrobić rewolucji w swoim organizmie z dnia na dzień. Przynajmniej ja tak nie mogłam. Samemu wymyślać przepisy, też raczej kiepsko mi szło. Szukając podpowiedzi, drogowskazu trafiłam na stronę, w zasadzie blog SALATERKA - klik  Tam rodzeństwo Agnieszka i Mateusz Żłobińscy obalają mity żywieniowe, dostarczając przy tym rzetelną dawkę informacji w oparciu o badania i dane z największych instytucji naukowych na świecie. Piszą o kluczowych składnikach odżywczych, pokazują najlepsze ich źródła oraz ich wpływ na zdrowie. Blogowi przyświeca idea: żeby było prosto, szybko i odżywczo. 
Zakochałam się w tym miejscu. Z czasem stałam się posiadaczką jednej z wydanych przez nich książki, mianowicie
z "jadłospisami odżywczymi.



Autorzy w bardzo prosty, wręcz dziecinny sposób przedstawiają swój sposób na zdrową i odżywczą dietę.  Na swoim przykładzie wiem, że rewolucji żywieniowej nie dokonuje się we własnej kuchni z dnia na dzień. To co robiliśmy przez wiele lat, tkwi w nas i to właśnie te przyzwyczajenia są najgorsze. Same nowe smaki, które człowiek poznaje nie zawsze od początku nam odpowiadają, przez co szybko się poddajemy. Jak tak mam. Gdy ugotuje coś co według moich kubków smakowych jest okropne, to drugi raz już nie podejdę do tematu. Przekreślam to grubą kreską i koniec panno Lalu.

W "Nowych jadłospisach odżywczych"  jest pysznie i przede wszystkim prosto. To dwie najważniejsze zalety tej książki. Przepisy są podane jak dla dzieci - w postaci rysunków, nawet lista składników nie jest wypisana, tylko przedstawiona została w formie zdjęć. Książka ta jest skierowana dla fanów kuchni roślinnej - nie znajdziemy w niej mięsnych przysmaków, ale pyszne roślinne dania z dokładnie podanymi wartościami odżywczymi. Nie mówię tutaj o podanej licznie kalorii, ale szczegółową listę potrzebnych nam witamin, minerałów, błonnika, węglowodanów czy białka. Dzięki temu od razu wiem, jakie wartości kryją się w danym daniu. 







ZALETY:
proste i bardzo odżywcze przepisy w formie obrazkowej, 
szybkość przygotowania
wybór diety 1500 i 2000 kcal. 
samodzielność komponowania jadłospisów
mały format kołonotatnika

Opis całej książki znajdziecie tutaj - klik

Ja dzięki tej książce poczułam na pewno się pewniej siebie. Wiem, że komponując własną dietę idę dobrą drogą i zapewniam  organizmowi niezbędnych składników. Oczywiście nie powiem, że całkowicie zrezygnowałam z mięsa, bo to nie prawda, ale dzięki przepisom zawartym w książce bardzo mocno ograniczyłam jego ilość. Czuję się lekko i najważniejsze zyskałam więcej energii.




Od dłuższego czasu skóra mojej twarzy stała się nie tyle słucha, co wręcz przesuszona. Nawet po nocnej w moim mniemaniu regeneracji, specjalnymi, odżywczymi kremami, rano twarz nadal była mocno sucha. To na prawdę był przykry widok, który bardzo mocno mnie martwił. Nie muszę chyba mówić, jak na takiej skórze prezentował się po kilku godzinach makijaż :( Wybór skutecznych kosmetyków wcale nie był tak oczywisty, ale zdecydowałam się na serum od Bio Agair wraz z kwasem hialuronowym.


Skuszona nie tylko pozytywnymi opiniami, ale też wspaniałym składem nie miałam wątpliwości, że serum to mocno podreperuje moją twarz. Na stronie produktu polecane są metody prawidłowej pielęgnacji, czyli np.:

"Na NOC polecamy stosowanie oleju z opuncji figowej Bio Agadir ze względu na gęstą konsystencję oraz bardzo silne właściwości odżywczo-regeneracyjne. Sposoby aplikacji oleju z opuncji (do wyboru)
1) Na suchą, stonizowaną wcześniej hydrolatem skórę, nakładamy mieszankę kwasu/żelu hialuronowego wraz z olejem z opuncji figowej.
2) Na zwilżoną hydrolatem twarz, wmasowujemy kilka kropel oleju z opuncji.
3) Po zastosowaniu jednego z powyższych sposobów, jeżeli zachodzi taka potrzeba, można dodatkowo zaaplikować krem.
4) Na stonizowaną i suchą skórę można nałożyć krem lub dla wzmocnienia efektu pielęgnacyjnego, można dodać do kremu kilka kropel oleju z opuncji. "

No i na pewno już wiecie, że oprócz serum, wybór padł także na hydrolat różany i kwas hialuronowy. Jak szaleć to szaleć...


Hydrolat różany miałam już kiedyś przyjemność stosować, ale innej firmy i pamiętam, że byłam z niego bardzo zadowolona. Ten jednak ma o niebo lepszy zapach - cudownie różany.
Hydrolat pozyskiwany  w wyniku destylacji kwiatów róży damasceńskiej bardzo dobrze wpływa  na poziom odżywienia komórek skóry, przyspiesza podziały i odnowę komórkową, a także reguluje krążenie, wykazuje silne działanie antyoksydacyjne, poprawia koloryt, działa antyseptycznie, koi i łagodzi podrażnienia skóry wrażliwej. 

Z kolei kwas hialuronowy 3% w żelu zupełnie mnie zaskoczył działaniem. Nie jest przesadą, że działa jak ekspresowy lifting - bardzo mocno napina skórą, dlatego trzeba uważać z ilością. Jedna kropla wystarcza na całą twarz. 
"Kwas o potrójnej aktywności będący połączeniem trzech rodzajów kwasów SLMW ( ultraniskocząsteczkowego), LMW ( małocząsteczkowego) i kwasu HMW (wielkocząsteczkowego). Mieszanka tych kwasów tworzy niespotykaną formułę serum o bardzo silnym działaniu regenerującym, nawilżającym oraz dającym efekt wyraźnego poprawienia i odmłodzenia stanu skóry. Preparat wiąże cząsteczki wody i zapobiega jej odparowaniu, przez co działa łącząc z sobą włókna kolagenowe wraz elastylowymi, w efekcie czego skóra staje się gładsza, elastyczna i jędrna, a zmarszczki zostają spłycone. 1 gram kwasu jest w stanie związać nawet 6 litrów wody!
Trójaktywny kwas hialuronowy zalecany jest osobom o skórze suchej, odwodnionej, zwiotczałej, ze zmarszczkami i  widocznymi oznakami starzenia (warto stosować wokół oczu, ust, na czoło i dekolt). Jest on również skutecznym rozwiązaniem dla osób ze skłonnością do podrażnień, o skórze wrażliwej oraz  wymagającej regeneracji, ponieważ wzmacnia barierę ochronną skóry."

Jednak tak jak wspomniałam moja twarz była w opłakanym stanie, jednak dzisiaj po kilku tygodniach stosowania, jest o niebo lepiej. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że po jednym użyciu nastąpiła kolosalna zmiana, ale już po dwóch tygodniach stosowania śmiało stwierdzam, że jest znacząca poprawa. Na pewno zniknęły suche skórki, tzw. papierowa twarz i uczucie ściągnięcia. Twarz stała się do tego bardziej jędrna.  Serum Bio Agadir, na prawdę potrafi zdziałać cuda. 

Pozornie mała, szklana buteleczka z wygodną szklaną pipetą odżywia i nawilża skórę rewelacyjnie. Ważne jest dla mnie to, że efekt ten nie jest tymczasowy tylko utrzymuje się bardzo długo. Zaskakujące jest to, ze mimo oleistości serum to wchłania się bardzo dobrze i szybko.

Pielęgnację rozpoczynam od demakijażu, po czym spryskuję twarz wodą różaną o cudownym, wprost bajecznym aromacie. I na jeszcze wilgotną twarz nakładam jednocześnie serum i kwas. Delikatnie wklepuję mój eliksir wykonując przy tym masaż twarzy z wykorzystaniem rollera z jadeitu. Dosłownie po kilku minutach twarz staje się odżywiona, pełna blasku i życia. Ponieważ serum w połączeniu z kwasem wchłania się bardzo dobrze, zabieg ten wykonuję także rano, pod makijaż. 



Producent zapewnia, że serum spełnia 7 kluczowych funkcjidoskonale nawadnia, odżywia, dotlenienia, regeneruje, napina, ujędrnia i zapewnia ochronę skóry przed czynnikami zewnętrznymi.

"(...)Skoncentrowane serum olejowe, w którym zawarta jest formuła przeciwzmarszczkowa i napinająca skórę. Właściwości rozjaśniające, nawilżające, wygładzające, uelastyczniające skórę oraz liftingujące zawdzięczamy niezwykle unikalnemu i bogatemu w składniki odżywcze składowi serum, w którym znajdują się: olej z nasion z opuncji figowej, mleczko pszczele, miód, olej arganowy, olej z pestek winogron, olej jojoba, olej z nasion ogórecznika, olej z wiesiołka, olej z owoców róży rdzawej i ekstrakt z kwiatów geranium!
Kompleks składników zawartych w serum doskonale ujędrnia, odżywia i nawilża skórę, dzięki czemu skóra staje się napięta, a  zmarszczki i drobne linie wygładzone. Formuła nie zawiera olejków eterycznych, dlatego jest bezpieczna i może być stosowana przez kobiety w ciąży oraz osoby o cerach wrażliwych. (...)"


Do użycia tego serum przekonał mnie skład, który w moim odczuciu jest wręcz idealny do walki z suchą i papierową skórą:
olej z nasion z opuncji figowej
mleczko pszczele 
miód
olej arganowy
olej z pestek winogron
olej jojoba
olej z nasion ogórecznika
olej z wiesiołka
olej z owoców róży rdzawej 
ekstrakt z kwiatów geranium


Serum jest warte każdej złotówki, gdy zmagamy się z suchą skórą, mamy dojrzałą cerę i liczymy na delikatny efekt liftingująco-napinający.  Nie będę tu ściemniać, bo cena jest na pierwszy rzut oka wysoka, ale na prawdę warto. Wydajność tego produktu też jest bardzo wysoka, po miesiącu stosowania nie zauważyłam zbyt dużego ubytku, bo prawdą jest, że do jednej aplikacji spokojnie wystarczą 3 krople tego specyfiku. 

Czy zmarszczki znikają? I twarz jest o 20 lat młodsza?
Nie! i żadne serum tego nie zrobi. Ten kosmetyk, sprawił, że na mojej twarzy, drobne linie pod oczami uległy spłyceniu (lub stały się mniej widoczne) cera nabrała zdrowego wyglądu, skóra stała się bardziej jędrna i elastyczna. Uważam też, że używanie tego produktu systematycznie na pewno mocno spowolni proces starzenia się skóry i sprawi, że zmarszczki których tak bardzo się boimy nie będą tak szybko się pojawiać, tak więc jestem na TAK i używam dalej.

Aha! Moja skóra prócz tego że sucha jest wielce kapryśna. Nie raz już po kontakcie z nowym kosmetykiem reagowała bardzo purpurową wysypką, zaczerwienieniem i pieczeniem. W tym przypadku nie ma o tym mowy. Wspominam o tym, bo to bardzo ważne kiedy szukam nowych kosmetyków. 
Nie rozumiem argumentów niektórych producentów, którzy czasami pisali później do mnie, że to efekt chwilowy i później zaczerwienienie minie. No dzięki, u mnie taki efekt potrafił się utrzymywać do kilku godzin i nie należało to do najprzyjemniejszych doznań.
Wracając do SERUM z całym jego dobrodziejstwem czyli hydrolatem i kwasem to jestem na TAK i szczerze POLECAM!!!

Serum kupicie w sklepie Domiuroda - klik



Kilka miesięcy temu zostałam poproszona o przetestowanie kosmetyków Oriflame. Nigdy nie przepadałam za tą marką. Od lat źle mi się kojarzyła. Natura którą rekomendują zawsze w mojej ocenie była tylko na wyrost. Jednak ku mojemu, na prawdę wielkiemu dziwieniu, okazało się, że prócz stałych od lat linii kosmetyków, w swojej ofercie Orifalame ma naturalną, bo certyfikowaną przez ECOCERT serię EcoBeauty. Na stronie marki można przeczytać, że "Kosmetyki EcoBeauty zawdzięczają swoją skuteczność najczystszym naturalnym i organicznym składnikom, które odżywiają skórę i pomagają jej zachować zdrowy i piękny wygląd. Formuły EcoBeauty zawierają naturalne składniki słynące ze swoich właściwości antyoksydacyjnych i zdolności odżywiania skóry. Certyfikaty Ecocert stanowią potwierdzenie tego, że składniki zawarte w kosmetykach zostały starannie pozyskane zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju."




Do testów otrzymałam krem pod oczy, krem na dzień, mleczko oczyszczające i tonik.  Na pierwszy ogień poszło:  

- Mleczko oczyszczające
Opis ze strony Oriflame.pl:
Bogate, kremowe mleczko oczyszczające doskonale usuwa makijaż i inne zanieczyszczenia. Wzbogacone organicznym olejkiem z ziaren słonecznika oraz kojącą, organiczną wodą bławatkową, chroni i odżywia skórę. Po użyciu cera jest miękka i gładka. Idealne do zmywania makijażu. Nie zawiera parabenów. Certyfikat Ecocert Organic.
Składniki:
AQUA, CENTAUREA CYANUS FLOWER WATER, DICAPRYLYL CARBONATE, GLYCERIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, HELIANTHUS ANNUUS HYBRID OIL, CETEARYL WHEAT STRAW GLYCOSIDES, CETEARYL ALCOHOL, BENZYL ALCOHOL, XANTHAN GUM, SODIUM BENZOATE, PALMITIC ACID, STEARIC ACID, LACTIC ACID, TOCOPHEROL  

Moja ocena:
Mleczko stosuję do wieczornego demakijażu i odziwo mnie w ogóle nie uczula. Zmywam nim makijaż całej twarzy, łącznie z oczami.  Nie występują podrażnienia, ani pieczenie.
Mleczko pozostawia skórę bardzo dobrze oczyszczoną i nawilżoną.Kosmetyk jest bezzapachowy. 




- Tonik 
Opis ze strony Oriflame.pl:
Odświeżający tonik o pięknym zapachu z organiczną wodą różaną i rumiankową. Zawiera składniki bogate w antyoksydanty, koi cerę i nadaje jej miękkość oraz uczucie wypełnienia i ożywienia. Idealny do stosowania po użyciu mleczka. Nie zawiera parabenów. Certyfikat Ecocert Organic.
Składniki:
AQUA, ROSA DAMASCENA FLOWER WATER, GLYCERIN, ANTHEMIS NOBILIS FLOWER WATER, BENZYL ALCOHOL, SODIUM BENZOATE, POLYGLYCERYL-10 LAURATE, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, CALENDULA OFFICINALIS FLOWER EXTRACT, LACTIC ACID, PARFUM, LIMONENE, LINALOOL, CITRAL, CITRONELLOL, CITRIC ACID, POTASSIUM SORBATE 
Moja ocena:  Wygodna z atomizerem butelka doskonale odżywia i tonizuje skórę. Pięknie pachnie różami a przy tym nie tylko usuwa resztki makijażu, nawilża, ale  także przygotowuje twarz do dalszej pielęgnacji. Z tym produktem polubiłam się chyba najbardziej. 



- krem pod oczy.

Opis ze strony Orifame.pl:
Pożegnaj zmęczone spojrzenie! Nawilżający krem pod oczy ożywia i rozjaśnia delikatną skórę okolic oczu. Formuła z bogatymi w antyoksydanty olejkami z arktycznej borówki i rokitnika pomaga skórze odzyskać energię oraz redukuje oznaki zmęczenia. Nie zawiera parabenów. Certyfikat Ecocert Natural oraz Fairtrade.

Składniki:
AQUA, GLYCERIN, BENTONITE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, COCOS NUCIFERA OIL, ISOPROPYL MYRISTATE, TAPIOCA STARCH, CETEARYL GLUCOSIDE, SORBITAN OLIVATE, GLYCERYL CAPRYLATE, CETYL ALCOHOL, STEARYL ALCOHOL, VACCINIUM VITIS-IDAEA SEED OIL, STEARIC ACID, PHENETHYL ALCOHOL, PALMITIC ACID, XANTHAN GUM, CITRIC ACID, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, HIPPOPHAE RHAMNOIDES SEED OIL, MALTODEXTRIN, QUARTZ, SIGESBECKIA ORIENTALIS EXTRACT, SODIUM CARBONATE, ARACHIDIC ACID, LAURIC ACID, MYRISTIC ACID, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ROSMARINUS OFFICINALIS LEAF EXTRACT 
Moja ocena: Ten pierwszy bardzo polubił się z moją skórą, nie wystąpiło uczulenie, podrażnienie, ani zaczerwienienie. Odrobina wystarczyła aby zaaplikować skór wokół wrażliwej skóry oczu. Po kilku tygodniach stosowania zauważyłam, że cienie pod oczami delikatnie się rozjaśniły. Nie zauważyłam jednak większego wygładzenia czy napięcia skóry. Krem ładnie nawilża skórę. Zapach praktycznie nie wyczuwalny. 



- krem do twarzy
Opis producenta: Intensywnie nawilżający krem, który odżywia i rozjaśnia skórę. Idealny do bladej, zmęczonej cery. Zawiera bogate w witaminę E, kwasy tłuszczowe i antyoksydanty olejki z nasion borówki brusznicy i rokitnika. Pomaga chronić skórę i utrzymywać jej naturalny poziom nawilżenia. W rezultacie cera staje się gładsza, jaśniejsza i bardziej miękka. Nie zawiera parabenów. Certyfikat Ecocert Natural i Fairtrade.
Składniki:
AQUA, GLYCERIN, COCOS NUCIFERA OIL, ISOPROPYL MYRISTATE, BENTONITE, TAPIOCA STARCH, CETEARYL GLUCOSIDE, SORBITAN OLIVATE, STEARIC ACID, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, CETYL ALCOHOL, STEARYL ALCOHOL, PALMITIC ACID, GLYCERYL CAPRYLATE, XANTHAN GUM, VACCINIUM VITIS-IDAEA SEED OIL, PHENETHYL ALCOHOL, CITRIC ACID, PARFUM, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, HIPPOPHAE RHAMNOIDES SEED OIL, LINALOOL, MALTODEXTRIN, ARACHIDIC ACID, LAURIC ACID, MYRISTIC ACID, SIGESBECKIA ORIENTALIS EXTRACT, LIMONENE, QUARTZ, SODIUM CARBONATE, CITRONELLOL, CITRAL, GERANIOL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ROSMARINUS OFFICINALIS LEAF EXTRACT  

Moja ocena:
Niestety krem mnie niemiłosiernie uczulił. Cała twarz momentalnie stała się purpurowa. Mocno mnie to zniechęciło i już ponownie nie użyłam tego kosmetyku. Szkoda bo zapowiadał się bardzo dobrze. Uczulenie po zmyciu kosmetyku wodą, potem mydłem ustąpiło po około godzinie.
Ceny kosmetków w mojej ocenie są niskie, w regularnej ofercie wynoszą:
  • Krem pod oczy: 54,90
  • Krem do twarzy 79,90
  • Mleczko oczyszczające 39,90
  • Tonik 39,90

Za pośrednictwem strony  Orioffice.pl możecie kupić kosmetyki Oriflame aż 20% taniej.  
Jestem ciekawa czy tak jak ja zmienicie zdanie na temat Oriflame? (oczywiście nie wszytskich kosmetyków, bo nadal w ofercie są produkty pozostawiające wiele do życzenia, ale sreia ECOBEAUTY zasługuje na wielki plus.
Jakie są Wasze odczucia co do tych kosemtyków?
To że otrzymałam te kosmetyki za darmo nie wpłynęło zupełenie na moją ocenę.