Najnowsze posty

Od dłuższego czasu, do codziennego makijażu używam podkładów mineralnych. Doskonale rozumiem te dziewczyny, które zwyczajnie boją się i  nie mają do nich przekonania. Ja także przez całe lata stosowałam tylko wszelkie fluidy i wiem, że podkład w proszku wywołuje lekkie odrętwienie. Jednak najgorszy jest pierwszy raz, potem już jest wielka miłość :) To za co kocham najbardziej podkładu mineralne to ich naturalność i lekkość. Dzisiaj pokarze Wam całkowitą nowość, którą nie dawno odkryłam: podkład mineralny marki Earthnicity , której nazwa pochodzi od angielskiego słowa Earth, czyli Ziemia, nawiązując do jej skarbów - minerałów  :)


Jak wiecie z mojego bloga, nie jest to pierwszy podkład mineralny jaki miałam. Wcześniej miałam ZAO, Lily lolo z którego byłam bardzo zadowolona, jednak jak wszystko i on się skończył :( A ponieważ uwielbiam nowości, bo zawsze wydaje mi się , że kolejny będzie jeszcze lepszy, to nie mogłam się powstrzymać przed  kupnem nowej nieznanej mi wcześniej marki.  Fenomenem jest skład - wyłącznie CZYSTE MINERAŁY, bez żadnych wypełniaczy, takich jak np. skrobia kukurydziana czy puder ryżowy.
Kosmetyki  te NIE ZAWIERAJĄ:
- parabenów
- substancji zapachowych
- alkoholu
- olejów mineralnych
- syntetycznych barwników
- tlenochlorku bizmutu
- talku
- nanocząsteczek  


JAK PRAWIDŁOWO APLIKOWAĆ PODKŁADY MINERALNE?

Przy aplikacji podkładu mineralnego ZAWSZE trzeba pamiętać o kilku prostych zasadach, w przeciwnym razie może uzyskać efekt odmienny od zamierzonego i skończy się uprzedzeniem i zniechęceniem. 

1. Podkład mineralny zawsze aplikujemy na wcześniej nałożony krem nawilżający. To bardzo ważne, aby podkład lepiej się trzymał i nie uwidaczniał np. suchych skórek. Tutaj jednak musimy pamiętać, aby aplikować podkład  gdy  na skórze jest jeszcze lekki film, ale takie miejsca jak np.  czoło, broda czy skrzydełka nosa warto przetrzeć chusteczką higieniczną.  
Z kolei gdy dobierzemy zbyt tłusty krem lub nie poczekamy na jego wchłonięcie się podkład się roluje :(

2.  Samo nakładanie podkładu mineralnego należy rozpocząć od wysypania niewielkiej ilość pudru na wieczko słoiczka - gdy się skończy dosypujemy małymi porcjami.
Do podkładu dołożony jest biały puszek, który możemy wykorzystać , jednak ja nie umiem się nim posługiwać. Dla mnie jedyną skuteczną metodą jest nakładanie podkładu za pomocą pędzla kabuki. 



 



Jaka jest różnica w aplikacji pomiędzy puszkiem a kabuki?

Welurowy puszkiem - podkład aplikujemy na skórę twarzy wykonując tzw. stemple -  raz przy razie - ja tego po prostu nie lubię i kiepsko mi to całe stemplowanie wychodzi. Powstają plamy i ja się wtedy mocno stresuje :(

Pędzel kabuki - mój mistrzu :) tutaj sprawa według mnie jest prostsza , bo nabieram produkt na pędzel, dociskam do wieczka, aby puder wszedł do środka,  strzepuję jego nadmiar o brzeg wieczka i okrężnymi ruchami lub stemplując nakładam podkład na całą twarz. Gdy pojawią się jakieś niedoskonałości, czynność powtarzam jeszcze raz aż uzyskam satysfakcjonujący mnie efekt. Nie ma plam i jest cudownie :)

Gdy w ogóle stwierdzicie, że obie metody Wam nie wychodzą w co nie uwierzę :) to jest jeszcze inna droga ...
Dobry krem nawilżający wymieszać z podkładem mineralnym i w ten o to sposób otrzymacie swój własnym  krem BB :)


Podsumowując:
Podkład który wybrałam to odcień NATURAL BUFF pomimo dość ciemniej barwy na skórze bardzo ładnie się wtapia i skutecznie niweluje wszelkie niedoskonałości. Najbardziej mi w nim odpowiada to, że nie uwidacznia suchych skórek, utrzymuje się na twarzy cały dzień i nie zapycha porów.

Zalety:
1. wygodne opakowanie, zakręcany słoiczek to błogosławieństwo. Miałam kiedyś podkład ZAO w cudnym drewnianym pojemniczku, ale wieczko zamykane było na magnes przez co bardzo często się otwierało i podkład wysypywał się wewnątrz kosmetyczki :)
2. trwałość - u mnie spokojnie 8 godzin bez poprawek 

3. prosta i bardzo szybka aplikacja - u mnie dosłownie minuta :) 
4. naturalny skład



Ja pokochałam ten podkład i o dziwo trafiła z odcieniem za pierwszym razem:)

Podkład zapakowany w 30 ml słoiczek z sitkiem, wyposażony w welurowy puszek. 
Waga netto: 9 gram. 
Cena: 89,99 

W ofercie jest aż 13 odcieni - więc możecie wybierać i przebierać :) Link do sklepu: klik
Od dłuższego czasu, do codziennego demakijażu, używałam tylko naturalnych mydeł i wody. Całkowicie odeszłam od mleczek, toników i płynów. Nie tak dawno, doszłam jednak do wniosku, że mocno mi tego brakuje. Od razu miałam jasno sprecyzowany cel moich poszukiwań: naturalna woda termalna. Po dość długim buszowaniu po różnych sklepach internetowych, wybrałam płyn na bazie wody termalnej Jonzac.


Opis produktu ze strony sklepu:

Do wszystkich typów skóry. Delikatnie oczyszcza skórę wrażliwą. Micele zawarte w wodzie z łatwością usuwają wszelkie nieczystości i pozostałości makijażu, dbając jednocześnie o zachowanie naturalnej równowagi skóry.
Kluczowe składniki: woda termalna Jonzac 15%

Cechy:
Badania kliniczne dowiodły liczne korzyści dla skóry. Woda termalna Jonzac zawiera bogactwo minerałów takich jak wapń, magnez, mangan, siarczki, stront, lit oraz bogactwo pierwiastków śladowych, które pracując z komórkami skóry, pomagają im zwiększać własną zdolność wykorzystania wewnętrznych zasobów aby poprawiać metabolizm odnowy komórkowej. Dzień po dniu komórki są zregenerowane, naturalna bariera skóry wzmocniona, co zapobiega utracie wody.

- Roślinna gliceryna: zmniejsza utratę wilgoci.

- Do twarzy i oczu

- Odpowiednia dla skóry wrażliwej

- Hipoalergiczna

-Zapach o nutach kwiatowych

Stosowanie
Nakładać na twarz za pomocą wacika w celu usunięcia makijażu lub ukojenia skóry.

Skusił mnie skład, certyfikat i cena: niecałe 50 zł za 500 ml płynu to uważam, że nie jest zbyt dużo, biorąc pod uwagę dużą pojemność. 


Moja ocena:
Pierwsze co uderza i mocno mnie cieszy to subtelny, delikatny zapach który czuję zaraz po otwarciu tej wielkiej butli. Zamknięcie na klik, jest bardzo poręczne i wygodniejsze, zniż tradycyjna zakrętka. 

Cieszy mnie działanie i to nie tylko to główne czyli oczyszczanie skóry z wszelkich zanieczyszczeń, ale przede wszystkim efekt po zastosowaniu tego płynu. Skóra staje się  bardziej żywsza i promienna.  Makijaż zmywa bardzo szybko i dokładnie - bez potrzeby zbędnego tarcia, które niestety nie służy skórze. Po raz pierwszy spotkałam się z takiem efektem, aby płyn micelarny świetnie nawilżał, nawadniał skórę. Dokładnie widać działanie tego kosmetyku z dnia na dzień. Można porównać efekt na skórze taki sam jak po zastosowaniu lekkiego kremu nawilżającego.

Doskonałe uczucie jest szczególnie odczuwalne na oczach. Praktycznie przez cały dzień pracuje przy komputerze, stąd nie tylko mogę pochwalić się niestety okularami, ale mocno zmęczonymi oczami. Płyn ten działa na nie niczym kompres - efekt jak po zastosowaniu żelu ze świetlikiem. Oczy stają się wypoczęte :)
Najważniejsze jest, że płyn jest nad wyraz delikatny, w ogólne nie ma mowy o jakimkolwiek  podrażnieniu czy uczuleniu. A wiem co mówię, bo ...
Już pisałam o tych chyba setki raz, ale moje oczy są tak wrażliwe, że uczula je bardzo wiele produktów.  Zawsze się śmieję,  że jak będę chciała dostać zwolnienie lekarskie to wystarczy wysmarować twarz pewnym kremem (celowo nie podaje nazwy, ale  najwyraźniej „nie jestem tego warta”) bo wyglądam po nim jak poparzona, oczy czerwone, załzawione – niczym koszmar z ulicy Wiązów :(

Jestem bardzo zadowolona z tego płynu  i nie żałuje wydanych 50 zł. Płyn jest wydajny i wygląda na to, że wystarczy mi na bardo długo.

Składniki:


Water*, Anthemis Nobilis Flower Water**, Glycerin, Polyglyceryl-4 Caprate, Betaine, Sodium Levulinate, Lactobacillus Ferment, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Fragrance, Lactic Acid
 

* woda termalna Jonzac i woda
** składniki organiczne



 Płyn kupiłam w sklepie MATIQUE - klik




Czasami zdarza się tak, że np. skończy nam się tonik czy hydrolat i klapa. Wiem coś o tym ;) a takie szybkie wyskoczenie do sklepu w moim przypadku, nie wchodzi w grę, bo na półkach sklepów stacjonarnych, które mam pod ręką, ze świecą szukać kosmetyków naturalnych. Jednak można sobie pomóc w bardzo prosty sposób, mianowicie przyrządzając samodzielnie tonik, wykorzystując do tego  tylko płatki owsiane lub otręby.



Ekologiczne płatki owsiane lub otręby zalewam wodą mineralna w proporcjach 1:1 i pozostawiam je na cała noc.  Po tym czasie przecedzamy płatki przez gazę do szklanej butelki lub słoiczka.  Tonik przechowujemy w lodówce.

Nasz kosmetyk jest w 100%  naturalny i nie zawiera konserwantów, dlatego nie możemy sporządzać  zbyt dużej ilości. Jest dość gęsty, przed użyciem trzeba go wymieszać. Działa nawilżająco, odżywczo, oczyszcza pory.

Przyznam się, że wolę gotowe, naturalne kosmetyki, ale zdarza mi się, że jestem w sytuacji podbramkowej i ratuje się właśnie w ten sposób. 
Każda z nas chociaż raz w życiu próbowała się odchudzać i doskonale  wie jak to wygląda. Pierwsze kilogramy lecą z twarzy a kolejne niestety z biustu. Niesprawiedliwość tego świata jest przeogromna, jakby nie można sprawić, że najpierw znikałyby boczki i biodra. Jednak znikające kilogramy odbijają się mocno na stanie naszej skóry. Bez ćwiczeń, masaży itp. skóra staje się wiotka, mało jędrna i mówiąc krótko "wisi"
Dlatego krem ujędrniający marki Alepia, który kierowany jest za równo do twarzy, biustu, szyi i dekoltu dawał ogromną nadzieję, że skóra zyska jędrności i blasku. 



Krem nie jest zbyt gęsty, ale jest za to bardzo treściwy i pozostawia lekki film na skórze. Ponieważ jest to krem bardzo silnie nawilżający, stosuję go tylko na noc. Rano twarz jest nadal bardzo dobrze nawilżona, ale mam wrażenie, że nadal jest na mojej twarzy i zmywam go wraz z wodą :(
Krem nie jest zbyt gęsty, ale jest za to bardzo treściwy i pozostawia lekki film na skórze. Ponieważ jest to krem bardzo silnie nawilżający, stosuję go tylko na noc. Rano twarz jest nadal bardzo dobrze nawilżona, ale mam wrażenie, że nadal jest na mojej twarzy i zmywam go wraz z wodą :(



Krem poleciałabym osobom z pierwszymi oznakami starzenia - ponieważ zawiera specyficzne polifenole redukujące przebarwienia i  pierwsze zmarszczki.  

W swoim składzie zawiera m.in olej z pestek granatu
Olej z pestek granatu powstaje podczas procesu tłoczenia na zimno, a dystrybuowany jest naturalnej, płynnej formie.
Olejek działa antyoksydacyjnie, niwelując wolne rodniki. Zawarte w nim flawnoidy i kwas punikowy hamują aktywność enzymów pro-zapalnych, dlatego jest on stosowany w profilaktyce przeciw trądzikowej. Estrogeny i fitoestrogeny działają ujędrniająco na  skórę oraz spłycają drobne powierzchniowe zmarszczki.

Olej z pestek granatu:
  •     nawilża oraz głęboko odżywia skórę
  •     chroni ją przed szkodliwymi promieniami słonecznymi
  •     hamuje procesy starcze
  •     działa kojąco i antybakteryjnie.



A co z zapachem?
Nie wiem, gdzieś przeczytałam, że ktoś czuję piękną woń - ja tam nic nie czuję :( według mnie jest bezwonny, może bardziej pachnie klejem biurowym - sama nie wiem ;) ale zapach jeżeli nie jest trudny do zniesienia to nie jest aż tak istotny. W każdym bądź razie nie jest uciążliwy i męczący  :)

Działanie:
Krem używam od stycznia i powiem, że spektakularnych efektów jeżeli chodzi o ujędrnianie biustu niestety nie zauważyłam. Na twarzy kosmetyk ten bardzo dobrze nawilża skórę, znikają suche skórki. A efekt optymalnego nawilżenia utrzymuje się bardzo długo. Drobne zmarszczki niestety nie zniknęły, ale szczerze mówiąc to na to nie liczyłam.
Nie podrażnia, nie zapycha porów i nie uczula, oczy nie pieką i nie łzawią - co dość często niestety u mnie się dzieje.

Cena: 120 zł za 30 ml
SKŁADNIKI KREMU:
Oczywiście, skoro o nim piszę i go stosuję to jest oczywiste, że nie zawiera  parafiny, silikonu, parabenów i innych sztucznych dodatków. 

INCI: Rosa Damascena Flower Water - Punica Granatum Fruit Juice -  Lavandula Angustifolia Flower Water - Rosmarinus Officinalis Water - Glycerin - Cera Alba - Argania Spinosa Kernel Oil - Glyceryl Stearate - Tocopheryl Acetate - Olea Europaea Fruit Oil - Mel - Butyrospermum Parkii Butter - Nigella Sativa Seed Oil - Punica Granatum Seed Oil - Sesamum Indicum Seed Oil - Citrus Grandis Seed Extract - Chamomilla Recutita Oil - Helianthus Annuus Seed Oil - Aloe Barbadensis Leaf Extract - Propolis Cera - Potassium Hydroxide - Potassium Sorbate – Aqua – Limonene 

Oj długo kusiła mnie ta odżywka, oj długo, a gdy miałam przyjemność testować, co prawda jedynie próbki innej odżywki tej marki to poczułam nieodpartą pokusę, aby zafundować sobie pełnowymiarowe opakowanie. Do tej pory z produktów John Masters Organics stosowałam serum do twarzy przeciw starzeniu z wit. C o którym pisałam tutaj - klik i byłam pod wielkim wrażeniem, to też to tej odżywce podobnie liczyłam na wielkie fajerwerki. 

Opis produktu:
Odżywka, która ma bardzo delikatną formułę i wspaniale nawilża włosy nie obciążając ich. Naturalne olejki roślinne idealnie uzupełniają zawartość tłuszczów, które wypełniają włókno włosa. Proteiny i witaminy zawarte w odżywce przywracają włosom sprężystość i blask. Acetamid MEA utrzymuje stały zbalansowany poziom nawilżenia włosów i skóry głowy. Olejki eteryczne z cytrusów i gorzkich pomarańczy zapewniają włosom piękny, niepowtarzalny i długo utrzymujący się zapach. ( no ja tego nie odczułam)


Właściwości
• ułatwia rozczesywanie włosów jednocześnie ich nie obciążając ( u mnie w ogóle nie ułatwia rozczesywania)
• doskonała odżywka, której nie trzeba spłukiwać (niestety bez spłukiwania na włosach miałam tylko tłustawe strączki co wyglądało nieestetycznie, więc w moim przypadku tylko sprawdza się metoda - SPŁUKIWANIA)


Zastosowanie
 • odpowiedni dla wszystkich rodzajów włosów


Wskazówki
• zastosować na wilgotne, czyste włosy
• pozostawić na 1-3 minuty
• spłukać wodą lub nie spłukiwać
Główne składniki:
● cytryna – przeciwutleniacz; łagodzi tłustą skórę głowy, zapewnia wspaniały zapach
● różowy grapefruit – tonizuje skórę głowy
● gorzka pomarańcza – leczy suchą skórę głowy
● pantenol (witamina B5) – wzmacnia cebulki włosów, sprawia, że włosy wyglądają na grubsze i dodaje objętości
● acetamid MEA – utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia; zapobiega elektryzowaniu się włosów
● proteiny pszeniczne – wzmacniają blask włosów oraz zwiększają ich objętość i podatność na układanie
● olejek z kiełków pszenicy – naturalnie nawilża włosy, wzmacnia cebulkę włosa

Moja opinia:
Moje włosy są z natury kręcone, mocno kręcone :) z  przesuszającymi się końcówkami, dlatego od lat szukam produktu, który nie tylko ułatwi mi ciężką pracę, jaką jest ich rozczesywanie, ale także który doskonale nawilży bez większego obciążania.
Podczas stosowania tej odżywki, wypróbowałam chyba wszystkie możliwe opcje: ze spłukiwaniem, bez spłukiwania, z turbanem na głowie, bez turbana a efekt był następujący:

Momentalnie po nałożeniu odżywki włosy stają się super miękkie, jakby lejące i idealnie można je rozczesać dłońmi, jednak już podczas spłukiwania ich miękkość z każdą sekundą ulatnia się, aż do momentu kiedy osuszyłam włosy i znowu stały się toporne i szorstkie :( 
Po wyschnięciu ładnie się układają - nie ma siana, ale przede wszystkim liczyłam na piękny skręt moich loków i najważniejsze - ROZCZESYWANIE :( Kto ma włosy kręcone ten mnie zrozumie. Odżywka niestety nie jest moim ideałem. 
Owszem, ma fantastyczny skład, ale za tą ceną można znaleźć na prawdę coś dobrego. 
Zapach przyjemny, cytrusowy, ale niestety bardzo szybko się ulatnia. Dosłownie po 5 minutach po cytrusach nie ma śladu.  
Z kolei próbkę, którą kiedyś miałam: róża i morela – odżywcze mleczko do włosów oceniam rewelacyjnie - cudny zapach który chodził za mną, włosy pięknie skręcone - jak po lokówce - ochy i achy, ale niestety nie miałam produktu pełno wymiarowego i nie mogę tego potwierdzić. A nie  raz już się przekonałam, że próbka to nie to samo :(


Cena za 236 ml to bagatela 96 zł :( co według mnie jest bardzo dużo, jak na odżywkę do włosów. Jednak przyznam się, że byłabym w stanie tyle za nią dać, gdybym tylko mogła bez problemu rozczesać moje loczki.

Nie ukrywam, że mocno się rozczarowałam tą odżywką. Liczyłam na wielkie wow :(



Po raz pierwszy spotkałam się z kosmetykami marki YOPE w moim lokalnym sklepie. Pojawiły się  jakiś czas temu i od razu przykuły moją uwagę. Nie sposób było przejść obojętnie obok tych charakterystycznych opakowań. Zauważyłam, że marka ta jest coraz bardziej popularna.
Dzisiaj  przedstawię Wam mydło w płynie o wspaniałym zapachu wanilii i cynamonu. 


Opakowanie mydła jest bardzo ładne a rozkoszne obrazki zabawnych zwierzątek doskonale komponują się z całością. Mydło to nie zawiera parabenów, silikonów, barwników, SLES-u i SLS-u.


Producent w opisie mydeł dość jednoznacznie określa jego przeznaczenie jako mydło do rąk. Z uwagi na naturalny skład ja poszłam dalej i zaczęłam go stosować także do mycia ciała. W stosowaniu niczym nie ustępuje żelom pod prysznic. 

Opis ze strony producenta:
Opis: Delikatne dla skóry, nawilżające Waniliowo-Cynamonowe mydło w płynie.

Charakter zapachu: korzenny, słodki, smakowity.

Co pielęgnuje dłonie? Do mydła dodaliśmy naturalny ekstrakt ze strączków wanilii i cynamonowej kory. Pierwszy ma działanie przeciwzapalne i odmładzające. Drugi walczy z wolnymi rodnikami i zapobiega rozwojowi bakterii na skórze. Ich aromat pomaga się odprężyć, ale też delikatnie pobudza zmysły. Jakie jeszcze składniki zawiera kosmetyk?Dużą dawkę gliceryny roślinnej, która nawilża, uelastycznia i wygładza skórę. W składzie są także witamina B5 i alantoina łagodzące podrażnienia i wspomagające regenerację naskórka.

Czego nie ma? Mydło w płynie Wanilia cynamon nie zawiera parabenów, silikonów, barwników, SLES-u i SLS-u.

Pojemność: 500ml / Butelka z pompką.
 

Konsystencja jest typowo żelowa, a zapach bardzo przyjemny - słodko waniliowy z niedostrzegalną przeze mnie nutą cynamonu ;) 
Mydło z uwagi na brak SLS-ów nie pieni się zbyt mocno, ale za to cudownie pachnie. Dłonie po umyciu w tym produkcie nie są szorstkie, ani przesuszone. 

Na stronie producenta zauważyłam też bardzo ekonomiczne opakowania uzupełniające. 


Cena mydła to 21 zł, zaś uzupełnienie kosztuje zaledwie 12 zł za 500 ml. Jeżeli zainteresowały Was produkty tej marki to odsyłam na stronę producenta, gdzie znajduje się lista sklepów, gdzie możecie je zamówić.
http://yope.me/

  
Nie tak dawno zostałam poproszona o przetestowanie zestawu startowego do samodzielnej produkcji kosmetyków w domu, od sklepu MIESZADEŁKO



W zestawie znalazłam: 
     15ml olej z pestek malin 
    15ml olej z orzecha włoskiego z olejkiem eterycznym pomarańczowo-cynamonowym 
    5g wosk pszczeli bielony 
    45ml olej kokosowy 
    50g peeling z pestek malin 
    oraz małą tekturę z listą co mogę przygotować. 

Nie ukrywam, że podeszłam do tego zadania bardzo ochoczo, czułam się jak mała dziewczyna w laboratorium. Jest przy tym niezła frajda. 
Dokładne przepisy są udostępnione na stronie sklepu:

  1. Balsam do ciała rozgrzewająco-ujędrniający
  2. Balsam do ust
  3. Peeling malinowy
  4. Odżywczo-nawilżająca maseczka do włosów
  5. Serum olejowe

Jednak "zestaw startowy" to dobry pomysł aby zobaczyć czy w ogóle nam to odpowiada. W moim przypadku po całej przygodzie w laboranta pozostała sterta tłustych naczyń :(
Niewątpliwie wielką zaletą tego zestawu jest fakt, że doskonale wiemy co nakładamy na twarz gdyż znamy poszczególne składniki. 

Z powyższych składników przygotowałam peeling malinowy i rozgrzewająco-ujędrniający balsam do ciała. 


Peeling średnio przypadł mi do gustu. Do twarzy jest stanowczo za ostry zaś do ciała jest bardzo suchy, osypuje się i robi się straszny bałagan. Zaś balsam do ciała bardzo mi odpowiada. Konsystencja masełka i cudnie orzeźwiający, cytrusowy zapach to jest to co lubię najbardziej. Wchłania się też dość dobrze i nawilża rewelacyjnie.
Zestaw startowy w cenie 25 zł kupicie tutaj - klik



Od kiedy poznałam skład większości sprzedawanych lakierów do paznokci - zamarłam. Kolekcję tychże lakierów miałam na prawdę pokaźną - nie powstydziłaby się nią nie jedna manicurzystka z salonu urody. Jednak bez zbędnych sentymentów wszystkie wylądowały w koszu. Ponieważ kocham malować paznokcie od razu postanowiłam kupić sobie inne - bardziej naturalne. Oczywiście zderzyłam się z ceną. Niestety najtańszy lakier kupimy za 3 zł, średnia półka za 25-30 a nawet drożej. Lakiery naturalne są znacznie droższe to też moja kolekcja jest znacznie uboższa niż poprzednia. Co jakiś czas pozwalam sobie na małe szaleństwo :) Tym razem poszłam w bardzo cukierkowy róż marki ZAO :)


Kolor jest śliczny a na paznokciach utrzymuje się tydzień, ale ...
w moim przypadku sprawa wygląda tak, że jeżeli mam paznokcie krótko obcięte tak jak na zdjęciu poniżej, to faktycznie lakier utrzymuje się tydzień (idealnie 5 dni) ale gdy tylko sobie wyhoduje znacznie dłuższe, to po prostu są one miękkie, lekko się wyginają i lakier momentalnie pęka, przez co odpada i tym sposobem mam go na paznokciach 2 dni. Dzieje się tak u mnie z większością lakierów. 

zdjęcie wykonane przy świetle dziennym, bez lampy 


 Najważniejszą cechą lakieru jest jego skład: całkowicie pozbawiony parabenów, fenoksyetanolu, PEG, GMO, ftalanu, butylu, toluenu, formaldehydu, ksylenu, kalafonii, syntetycznej kamfory !!!

Na powyższym zdjęciu nałożone są dwie warstwy lakieru. Jest to konieczność gdyż przy jednej, bardzo wyraźne są  smugi, przebija płytka i efekt jest tragiczny.

Producent zapewnia, że zawarta w lakierze krzemionka, która stanowi główny składniki kolagenu,  pomaga w regeneracji tkanek, poprawia wytrzymałość, elastyczność i jędrność. Krzemionka lub Krzem wspomaga wytwarzanie wielu tkanek, w tym paznokci i skóry.

Cena lakieru jest dość wysoka, ale mam tej firmy lakiery już długi czas i powiem, że nie gęstnieją tak jak lakiery które wcześniej kupowałam. Konsystencję mają cały czas taką samą, jedynie zauważyłam, że jak długo ich nie używam to się rozwarstwiają, ale wystarczy wstrząsnąć i wszystko jest ok.
Lakier w cenie 57,00 (8ml) kupicie w sklepie Biolander, a z moim kodem rabatowym 5% taniej klik
Jeżeli jesteście takim ekologicznym maniakiem jak ja to szczerze polecam ten lakier :) 

Kremy BB należą do moich ulubionych, lubię lekkość na skórze i delikatnie stonowany kolor. To jeden z najbardziej wszechstronnych produktów, gdyż nie tylko dodaje cerze blasku i zdrowego kolorytu, ale także doskonale ją nawilża i pielęgnuje.


Krem bardzo ładnie stapia się z moją skórę i jak to na BB przystaje bardzo ładnie wyrównuje koloryt i dodaje cerze świeżości. Oczywistym jest , że nie maskuje żadnych niedoskonałości, bo do tego służy korektor. Ja stosuję go pod puder mineralny Lily Lolo o którym pisałam tutaj - klik


W ofercie są trzy odcienie, ja zdecydowałam się na Cream Light i nie żałuje - kolor idealnie pasuje do mojej cery. Bardzo się cieszę, że mimo sugestii ze strony sklepu wybrałam właśnie ten odcień. Pierwszy z oferowanych odcień, tj. fair jest według mnie
jest idealny dla osób bardzo bladych. Moja cera jest też dość jasna, ale nie aż tak.  





Podsumowując

Na mojej suchej skórze sprawdza się znakomicie. Jest świetny pod puder mineralny. Na takiej bazie makijaż utrzymuje się znacznie dużej, nie ma mowy o suchych skórkach, plamach itp. 
Zalety:
  • Bez silikonów
  • Zawiera składniki nawilżające tj. hialuronian sodu, ekologiczny aloes oraz olejek jojoba
  • Delikatne krycie oraz rozświetlenie
  • Naturalne antyoksydanty oraz ochrona przeciwbakteryjna

Praktyczne opakowanie z pompką dozuje odpowiednią ilość kremu, jednak gdy krem jest na "wykończeniu" istnieje spory problem, aby go wydostać ze środa :( wówczas chyba jedynym wyjściem jest rozcięcie tubki.



Krem BB od LILY LOLO  
kupicie w sklepie Costasy klik w cenie  75,50 , za 40 ml, 
ale warto czekać okazji, bo zdarzają się spore przeceny.   
Szminki, błyszczyki to jest to co uwielbiam. Stawiam jednak na bardzo stonowane odcienie. Mimo, że bardzo podobają mi się u kogoś mocno czerwone usta to jednak sama nie czuję się w takiej tonacji. Dzięki współpracy ze sklepem Costasy mam cudowną możliwość testowania aż dwóch produktów do makijażu ust. Dzisiaj przedstawię Wam bardzo delikatną i subtelną szminkę "Nude Allure" Jej barwa to wyjątkowo ciepły beż, który doskonale uzupełnia codzienny makijaż i jest nadzwyczaj uniwersalna. 
Z zewnątrz opakowanie utrzymane jest w charakterystycznych dla marki biało- czarnych odcieniach. Minimalizm  ten bardzo mi odpowiada.  


Szminka ma kremową konsystencję  i bardzo łatwo się ją nakłada. Dodatkowo daje lekko świetliste wykończenie. Na ustach utrzymuje się na prawdę bardzo długo. Kolor jest trwały a szminka na ustach się nie roluje, nie waży i nie zbiera w kącikach. Jest bezzapachowa. Kolor na ustach wypada jaśniej, niż w opakowaniu. 




Zaletą tych szminek jest ich naturalny skład, pozbawiony drażniących substancji chemicznych, sztucznych barwników, parabenów, nanocząsteczek i wypełniaczy.
W składnikach znajdziemy m.in. olej rycynowy, olej jojoba, naturalny wosk pszczeli, naturalny wosk otrzymywany z palmy Copernicia Carnauba, olej słonecznikowy, witaminę E, witaminę C, ekstrakt z liści rozmarynu oraz naturalne pigmenty mineralne.


efekt na ustach
Składniki te sprawiają, że szminka doskonale nawilża i pielęgnuje usta.  Na ustach wytrzymuje spokojnie około 2 godzin. Bardzo ta szminka przypadła mi do gustu choć obecnie stosuję ją razem z błyszczykiem, ale o tym w następnym poście.


RICINUS COMMUNIS SEED OIL, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, CANDELILLA CERA, LANOLIN, ISOAMYL LAURATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CERA ALBA, COPERNICIA CERIFERA CERA, SILICA, TOCOPHEROL, MALTODEXTRIN, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ASCORBYL PALMITATE, ROSMARINUS OFFICINALIS LEAF EXTRACT [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77007 (ULTRAMARINES), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 75470 (CARMINE), CI 77499 (IRON OXIDE)]


Szminkę kupicie w sklepie Costasy - klik
w cenie 54,90