Najnowsze posty

Mój mąż nie przepada za wszelkimi gadżetami i akcesoriami, gdyż uważa je za zbyteczne. Są jednak takie sytuacje, że wyraźnie mi ich zazdrości, ale o tym cicho, bo mnie udusi :)  Tak było w przypadku szczotek do masażu ciała. Najpierw tradycyjnie się wyśmiewał, potem przyglądał, aż któreś nocy :)  zauważył, że moje uda są jak to powiedział "jedwabiście gładkie"  Gdy usłyszał, że to od masażu na sucho i jak dodałam jeszcze, że taki masaż dodatkowo wspomaga usuwanie toksyn z organizmu i poprawia przemianę materii, to oczka mu się zaświeciły.

Dostał więc swoją szczotkę i zaraz Wam opowiem, co o niej sądzi. 

Szczotka jest bardzo dokładnie wykonana z najwyższej jakości, naturalnych włókien kaktusa agawy. W dotyku jest bardzo szorstka i twarda - w sam raz dla gruboskórnych mężczyzn :) Przeznaczona jest do kąpieli i masażu ciała na mokro bądź na sucho przez co pomaga usunąć zrogowaciałą warstwę naskórka i polepszyć krążenie w skórze. 

Dla mnie szczotka jest za ostra, przypomina mi tzw. szczotkę ryżową do szorowania podłogi :) jednak dla faceta jest ok. Mój mąż stosuje ją przede wszystkim do mycia pleców i szorowania stóp - głównie pięt. Recenzja z udziałem mojego męża to spore wyzwanie dla mnie, bo on jest zawsze odpowiada krótko i rzeczowo - typu "jest dobra" "mi się podoba" "może być" - koniec recenzji. Wyciąganie z niego dalszych informacji jest bardzo ryzykowne, bo od razu się denerwuje :) 

Dlatego powiem Wam sama, jak to wygląda. Szczotka jest o tyle praktyczna, że posiada doczepianą rączkę o długości 50 cm. W każdej chwili można ją zamontować, albo zdemontować. Mąż stosuje ją jedynie na mokro pod prysznicem. Nie zauważyłam aby jego skóra była podrażniona, ale na pewno jest bardziej gładka.

Szczotkowanie najlepiej wykonywać sememu, gdyż  tylko wtedy możemy kontrolować siłę nacisku. Nie byłabym sobą gdybym nie pożyczyła sobie tej szczoty do testów. 
Mimo ogromnej twardości, delikatny masaż, z małym naciskiem doskonale poprawia krążenie nóg i ud. Wyżej już nie odważyłam się jej zastosować :)





Producentem szczotek jest polska firma BRISTA, która wykonuje je tradycyjnymi, dopracowanymi na przestrzeni lat metodami rzemieślniczymi.  Ręczne wykończenie każdej szczotki zapewnia dbałość o detale oraz niepowtarzalność każdego egzemplarza. Estetykę wyrobu i dbałość o szczegóły widać gołym okiem. 




Moim zdaniem jest to fajny pomysł na prezent. W asortymencie typowo dla panów znalazłam jeszcze wiele innych szczotek. Zainteresowanych odsyłam tutaj: klik
Cena szczotki którą dziś opisałam to  35,90 - uważam, że nie jest to kwota zbyt wygórowana.
Już niedługo opiszę bardzo podobną choć diametralnie różną szczotkę tym razem 'DLA NIEJ"



W połowie marca otrzymałam propozycję testowania produktów marki AVETPHARMA : młody jęczmień w saszetkach i tabletach. Pomyślałam, że w sumie to czemu nie, tym bardziej, że ostatnio mam spore problemy z wagą. Produkty otrzymałam bardzo szybko i od razu rozpoczęłam testowanie. Oczywiście nie spodziewałam się efektu WOW, ale liczyłam na poprawę pracy jelit i ogólnie lepsze samopoczucie. 




Młody jęczmień  ostatnio wiedzie prym, bije rekordy popularności i dużo się o nim pisze. Wielu zachwala i zapewnia, że stosując go regularnie pozbędziemy się zbędnych kilogramów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od razu powiem, że jestem już dużą dziewczynką :) i w bajki dawno przestałam wierzyć. 




Producent zapewnia, że ...

Ekstrakt z młodego jęczmienia zawiera naturalne składniki odżywcze, wspiera witalność i energię organizmu. Ekstrakt z owoców gorzkiej pomarańczy1, który zawiera p-synefrynę, przyczynia się do kontroli masy ciała, wspiera metabolizm tłuszczów i węglowodanów oraz rozkład tkanki tłuszczowej.
Ekstrakt z liści morwy białej2 może przyczyniać się do utrzymania zrównoważonego metabolizmu węglowodanów w organizmie człowieka. Chrom3 pomaga w utrzymaniu prawidłowego poziomu glukozy we krwi oraz przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu makroskładników odżywczych.
MŁODY JĘCZMIEŃ FORTE SLIM SASZETKI suplement diety jest źródłem błonnika pokarmowego, zawiera wysoką zawartość błonnika jabłkowego, owsianego oraz żytniego. Błonnik żytni pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu jelit. Błonnik owsiany przyczynia się do zwiększenia masy kału.


A teraz chwila prawdy :)
Produkt dzięki saszetkom jest bardzo wygodny, bo można go zabrać ze sobą praktycznie wszędzie i nawet na mieście z czymś wymieszać. Skład też nie wydaje się być zły, ale smak
:( mówcie co chcecie, ale nie do przełknięcia.
próbowałam wszystkiego: z jogurtem, sokiem, do koktajli i mówię stanowcze NIE. Zatkanie nosa i szybkie picie jak lekarstwa to nie dla mnie :(
W końcu stwierdziłam, że za jakie grzechy mam tak się męczyć i nie zużyłam tych saszetek do końca. Zapach i smak działał na mnie odpychająco - nie mogłam przełknąć ani grama.
Stąd nie wiem jakie efekty daje jęczmień w saszetkach. Może mam zbyt delikatne podniebienie, bo znam osobiście kilka osób, które stosują ten suplement.  


Niewątpliwie znacznie lepszym rozwiązaniem jest młody jęczmień w tabletach, ponieważ łykamy i już. Jednak spektakularnych efektów spodziewać się nie można. To co jest na plus to zawarta biotyna, której zadaniem jest poprawa stanu włosów i paznokci. Stosując jęczmień na pewno nie schudniemy - natomiast poprawie ulega nasz metabolizm i to dopiero pomaga w odchudzaniu.



Czy warto kupić? Moim zdaniem tabletki można spróbować -  cena jest niewielka, zaś saszetek nie polecam z wiadomych względów :)

Tak sobie myślę, że może już lepiej zerwać świeżą pokrzywę i zaparzyć herbaty lub ugotować pyszną zupę o której pisałam już na moim drugim blogu - klik





 

Czuję, że raczej to Was nie zachęciłam, ale jakbyście mieli ochotę, to młody jęczmień jest do kupienia m.in. w sklepie internetowym Avetpharma 
Saszetki - 19,90 zł
Tabletki - 15,00 zł
Kiedy za oknem coraz cieplej odchodzę od ciężkich kremów i balsamów na rzecz kosmetyków lekkich, ale o bardzo dobrym i skutecznym poziomie nawilżania. Znalazłam bardzo ciekawy produkt, który idealnie sprawdza się w te ciepłe a nawet upalne dni - hydro serum marki Lavera.


Serum posiada wygodny aplikator, który doskonale spełnia swoją funkcję. Jest to o tyle ważne, gdyż serum jest wyjątkowo rzadkiej konsystencji.


Błyskawicznie się wchłania, pozostawiając skórę odczuwalnie nawilżoną, ale nie tłustą. Ja uwielbiam stosować to serum szczególnie rano pod makijaż oraz jak pisałam we wcześniejszym poście - nakładam go na korektor - delikatnie wklepuje, mieszam i w efekcie uzyskuję bardzo naturalny efekt, bez uwidaczniania zmarszczek, które w przypadku suchego korektora (cienia) stawały się jeszcze bardziej głębsze, niż są w rzeczywistości. 


Skóra po tym serum jest przede wszystkim nawilżona i cudnie napięta. Nawilżenie jest dla mnie priorytetem odkąd codziennie stosuje makijaż mineralny. Sypki naturalny podkład mineralny jest wspaniały, ale skóra musi być dobrze nawilżona, ale nie tłusta - bo podkład się roluje i bardzo brzydko wygląda.

Producent obiecuje, że naturalne antyoksydanty i ekologiczne algi, zawarte w serum wspierają skórę na trzech poziomach:
chronią komórki przed negatywnym oddziaływaniem środowiska zewnętrznego, przeciwdziałają wolnym rodnikom oraz zapobiegają przedwczesnemu starzeniu się skóry. Kosmetyk intensywnie nawilża dzięki zawartości kwasu hialuronowego.  Nadaje się do pielęgnacji wszystkich typów skóry.

Składniki: 
wodno-alkoholowy wyciąg z mango*, roślinna gliceryna, sok z aloesu*, skwalan, laurynian izoalmylu, białko roślinne, faktor nawilżający na bazie cukru, ekstrakt z brzoskwini*, ektrakt z ziela szanty zwyczajnej, ekstrakt z alg*, masło shea*, witamina E, olej słonecznikowy, olej sojowy*, ksantan, roślinny dodekan, alkohol tłuszczowy, kwas hialuronowy, polisacharydy, ksyliol, lecytyna, ester glicerynowego kwasu tłuszczowego, trójglicerydy (mieszanka oleju roślinnego), utwardzony olej kokosowy, witamina C, sterole roślinne, mieszanka naturalnych olejków eterycznych *składniki pochodzące z kontrolowanych upraw ekologicznych



Bardzo jestem zadowolona z tego produktu i chętnie go polecam. Cena wg mnie też nie jest wygórowana.

Serum lavera - kupicie w tych punktach sprzedaży 
cena to  ok. 59 zł
Cienie od oczami to zmora bardzo wielu osób w tym także moja. Od lat szukam dobrych rozwiązań, jednak nie jest to proste - dlaczego? Dla mnie oprócz efektu kryjącego bardzo istotne jest, aby produkt nie uwidaczniał zmarszczek i w nich się nie zbierał.


Gdy zastanawiałam się nad doborem odpowiedniego korektora, osoba odpowiedzialna za profesjonalne doradztwo z Lily Lolo, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu doradziła mi nie korektor, ale cień do powiek. Powiem szczerze, że podeszłam do tego bardzo sceptycznie. Jednak doszłam do wniosku, że skoro się nie sprawdzi jako korektor, to będę miała jasny cień i tyle - zawsze się go jakoś wykorzysta do rozjaśnienia spojrzenia.


Aby dokładnie pokazać kolor cienia - do zdjęcia zdjęłam sitko. Cień jest dość żółty i bardzo dobrze kryje zasinienia pod oczami. Jednak trzeba go później przypudrować.
 

 
Poniżej pokaże Wam jaki efekt daje cienio-korektor :)





Niestety gdy pierwszy raz, nałożyłam cień lily lolo pod oczy efekt był przerażający - mało nie usiadłam z wrażenia. Zmarszczek przybyło jak u starej babci - efekt jak z kina :( Jednak postanowiłam poeksperymentować. Na nałożony cień wklepałam odrobinę lekkiego serum - delikatnie wklepałam go palcami i delikatnie roztarłam - efekt na prawdę świetny i polecam. 


Cień od LILY LOLO 

kupicie w sklepie Costasy klik w cenie  36,90,
ale warto czekać okazji, bo zdarzają się spore przeceny.   

Sama nie wiem czemu, do tej pory nie napisałam na blogu, ani słowa o nawilżaniu wewnętrznym, ani o moim sposobie na regularne picie sporej ilości wody.  
Jak wiadomo ciało ludzkie, aż w 70-80% składa się z wody. Jest ona niezbędna do życia. Bez wody jesteśmy wstanie przeżyć około tygodnia, jednak objawy odwodnienia będą występować już kilkanaście godzin od wypicia ostatniej porcji płynów. Lekarze dla prawidłowego funkcjonowania zalecają wypicie ok. 2 litów płynów dziennie. Mimo, że obecnie trwa popularyzowanie spożywania tylko czystej, niegazowanej wody to nadal dość spora ilość młodych ludzi, gasi pragnienie  kolorowymi, gazowanymi napojami. Wśród nich, do pewnego czasu, niestety był mój syn. Wszelkie argumenty w ogóle do niego nie trafiały. Słowo woda, momentalnie wywoływało grymas na twarzy. W walce o zdrowie i oczywiście zbędne kilogramy pomógł mi trochę jego trener który uczy go grać w tenisa. Cały czas było to jednak zbyt mało, bo pił wodę – owszem, ale tylko na treningach. Pewnego dnia przyszła do mnie dawna znajoma, notabene tancerka, która szukając coś w swojej wielkiej tobie wyjęła na stół butelkę – na pierwszy rzut oka bardzo dziwną – widać było, że jest mocno nadszarpnięta zębem czasu. Momentalnie przykuła moją uwagę, a szczególnie dziwny "bolec", który znajdował się wewnątrz butli. Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z butelką bobble. Koleżanka opowiedziała mi o jej działaniu – jednak szczegółowe informacje znalazłam na stronie polskiego dystrybutora tych butelek - tutaj


To co zauroczyło mnie w tych butelkach to bardzo ekologiczne podejście do życia. Wybierając je, rezygnujemy z plastikowych butelek, w każdym miejscu uzupełniamy płyn, lejąc najzwyklejszą wodę kranową. Jest to na prawdę wielką wygodą i nie raz potrafi uratować życie
Kolejnym krokiem była rozmowa z synem, polegająca na użyciu argumentów typu: że fajne, że zdrowe, że kolorowe, że oryginalne, że będą koledzy zazdrościć - no cóż tonący brzytwy się chwyta :)  i po dłuuuuuugim zastanowieniu synek stwierdził, że chce butelkę i będzie z niej pił TYLKO czystą wodę. 

Kolor wybrany, model też - butelki bardzo szybko trafiły w nasze ręce.  Tak jak wspomniałam, butelka koleżanki była mocno "porysowana" , ale ona kupiła ja ładnych parę lat temu za granicą, gdzie u nas nawet nikt  nie miał pojęcia o takich "cudach". 
Nasze butelki dotarły do nas w dużym kartonowym pudle, wypełnionym ekologicznym, skrobiowym wypełniaczem Skropak - polskiej produkcji, który można nawet kompostować. Cieszy mnie to, że wszystko, nie tylko butelka, ale cała otoczka jest ekologiczna i przyjazna środowisku. 



Zalety:

1. ekologiczna,  nie wyrzucamy do kosza pustych, plastikowych butelek

2. bezpieczna - wolna od BPA (bisfenolu A), ftalanów i PCV (polichlorku winylu)
3. ekonomiczna - zastępuje ok. 300 zwykłych butelek z wodą a 0,5 litra kosztuje tylko ok. 15 groszy :)

4. praktyczna - dosłownie wszędzie można ją napełnić

5. szczelna - napełniona wodą i umieszczona w torebce, czy plecaku - bez względu na pozycję - nie wyleje się z niej ani kropla.

6. ładny dizajn zachęca dzieci do picia czystej wody

7. gdy znudzi nam się kolor, wybieramy nowy filtr i butelka znowu staje się "nową"

8. można myć w zmywarce 

9. Syn zabiera do szkoły pustą ( chodzi o to aby plecak był jak najlżejszy) i napełnia ją dopiero na miejscu. 


Wady:

1. niewygodne zamknięcie - podczas jazdy rowerem, czy samochodem nie sposób otworzyć  butelkę jedną ręką. Znacznie lepiej gdyby butelki posiadały zamknięcie na "klik" 

2. tradycyjna butelka bobble jest dość szeroka, przez co nie mieści się w uchwytach  na napoje w samochodzie, czy rowerze (modele infuse i sport są bardziej smuklejsze i mieszczą się w uchwytach)

3. dostępność  - trudno kupić te butelki w sklepie stacjonarnym. Widziałam je na allegro, ale nie ufam nieznanym sprzedawcą, stąd pozostaje mi tylko sklep firmowy.


Butelkę bardzo łatwo porysować , dlatego podczas mycia nie można stosować tradycyjnych szczotek z ostrym włosiem. Marka oferuje specjalne zakończone, miękkimi, gumowymi włoskami, które świetnie czyszczą wnętrze butelek. 



GDY CZYSTA WODA TO JEDNAK ZA MAŁO :)

Ostatnio jednak marka Bobble poszła o krok dalej i wypuściła na rynek najnowsze swoje dziecko - bobble infuse, które od swojej matki rożni się tym, że to my sami decydujemy, czy chcemy pić wodę przefiltrowaną czy smakową.

Zakochałam się w tej butelce - codziennie piję czystą, naturalna  wodę smakową. Wystarczy dodać ulubione zioła czy owoce i można cieszyć się na prawdę smaczną wodą. Uwielbiam połączenie mięta - cytryna - kiwi lub mięta - pomarańcze.





Jednak tutaj jest małe ale - woda smakowa jest fajna, pyszna i smaczna - ale można ja przygotować tylko w domu z użyciem wody przefiltrowanej. Wlanie czystej kranówki działa na mnie odpychająco - tym bardziej, że zaraz po napełnieniu, woda jest koloru mlecznego :( przynajmniej w mojej miejscowości.
Zatem - butelka infuse - TAK - ale z wodą przefiltrowaną.

Zabieram butelkę wszędzie :)

Gdy najdzie nas ochota na wodę filtrowana a nie smakową - bardzo szybko wkładamy filtr i gotowe.  Umieszczamy go w takim niby koszyczku, gdzie u dołu można zaznaczyć sobie miesiąc - co bardzo ułatwia kontrolowanie terminu  wymiany na nowy.





Jeżeli spodobały Wam się butelki filtrujące bobble - to zachęcam do odwiedzenia sklepu firmowego - TUTAJ

Ostatnio pojawiło się sporo nowych firm, które także oferują butelki filtrujące, po znacznie niższej cenie, ale kurcze nie mam odwagi zaryzykować. Pokochałam moje bobble, które mam już kilka lat (te mocno porysowane - nadal trzymam w szafie, bo szkoda mi wyrzucić :) 
Ja po prostu tak mam, że jak zaufam jednej firmie to jestem jej wierna, choćby nie wiem co, a jak się zrażę to nie ma już powrotu.




 
Dla mnie makijaż bez różu na policzkach jest niekompletny, bez wyrazu i bardzo mdły. Dobrze dobrany róż dodaje blasku, zdrowego wyglądu i młodzieńczego rumieńca. Dzisiaj róż który do tej pory uważam za najlepszy jaki miałam. Nie tylko jest naturalny, ale utrzymuje się cały dzień i do tego, za sprawą drobnych drobinek rewelacyjnie rozświetla twarz. 


To właśnie tych drobinek bałam się najbardziej. Sądziłam, że będę błyszczeć jak choinka a jak zaświeci słońce to będę wyglądać tandetnie.
Nic bardziej mylnego - efekt jaki daje ten róż jest bardzo subtelny. Delikatnie dodaje zdrowego, rozświetlającego rumieńca.



Oprócz fantastycznego efekty, który daje ten róż, posiada on także inne zalety, m.in. doskonały skład, bo nie zawiera konserwantów, silikonów, nanocząsteczek, parabenów, syntetycznych substancji zapachowych, talku, tlenochlorku bizmutu oraz szkodliwych chemicznych dodatków.

Zarówno jak podkład tej marki, tak i róż są bardzo trwałe. Zupełnie nie trzeba poprawiać makijażu w ciągu dnia. 

Jeżeli zainteresował Was ten produkt to odsyłam do strony  Ecolore - klik

Jak zdążyliście się zorientować z moich wcześniejszych postów dotyczących pudrów mineralnych i publikowanych tam zdjęć mojej twarzyczki, od jakiegoś czasu zmagam się z widocznymi zaczerwienieniami i "pajączkami". Nigdy wcześniej nie miałam takich problemów,  jednak wszystkie ostatnie moje przygody z cerą zrzucam na ujawnioną ostatnio u mnie chorobę - czyli modne Hashimoto ;( Nie dosyć że skórę mam suchą jak pieprz, to jeszcze dodatkowo pojawiły się plamy. 
Aby cera była ładna, konieczna jest systematyczność : masaże, oleje, maseczki itd. Wystarczy, że odpuszczę sobie i efekt suchych skórek, plam itp. gwarantowany. 
Zupełnie przez przypadek w moje ręce trafił krem wzmacniający z ekstraktem z owoców borówek. Produkt ten jest dedykowany do codziennej pielęgnacji cery naczynkowej, zaczerwienionej i wrażliwej. 


"Krem zawiera ekstrakt z owoców borówki brusznicy, który wpływa korzystnie na rozszerzone naczynka, zwiększając ich odporność na uszkodzenia, a w połączeniu z olejem z czarnej porzeczki działa silnie antyoksydacyjnie. Tlenek cynku oraz zielony pigment wyrównują koloryt skóry, maskują “pajączki”, chroniąc jednocześnie przed promieniowaniem UV. Codzienne stosowanie kremu pozwala utrzymać skórę w dobrej kondycji i niwelować istniejące zaczerwienienia."

Krem ma miłą, lekką konsystencję o ślicznym pistacjowym kolorze i neutralnym zapachu, który mi kojarzy się z maseczką z glinki. Ponieważ posiada zielony pigment, delikatnie niweluje zaczerwienienia i maskuje "pajączki". 
Po aplikacji "zieloność" znika zupełnie, pozostawiając na twarzy jaśniejszy, spokojniejszy koloryt. 
Kremu ten nie jest korektorem i nie ma co się łudzić, że zakryje wypryski, czy trądzik. Krem ten minimalnie zniweluje "czerwoność" ale nic poza tym. Moim zdaniem produkt ten znakomicie sprawdza się na takiej cerze jak moja - bez wyprysków, ale niestety z zaczerwienieniem. 



Na twarzy bardzo szybko się wchłania,nie pozostawia tłustej warstwy, przez co doskonale nadaje się pod makijaż. Szczerze mówiąc to tylko tak go stosuje i jestem bardzo zadowolona z efektu. 
Na razie nie zauważyłam stałych efektów poprawiających stan mojej skóry. Wspaniały efekt zniwelowania zaczerwień widoczny jest tylko zaraz po nałożeniu kremu. Być może trzeba krem stosować bardzo długo, aby pozbyć się "rumieńców" i "pajączków" na stałe.

cena: 29,90
pojemność: 50 ml
skład: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Zinc Oxide, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Coco-caprylate, Ribes Nigrum Seed Oil, Glyceryl Stearate, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Extract, Stearic Acid, Allantoin, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Phytic Acid, CI 77288, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

Krem Vianek do kupienia w sklepie: KOSMETYKI - MAYA  klik 

http://kosmetykinaturalne.com.pl/vianek-wzmacniajacy-krem-do-twarzy-na-dzien-50ml.html